15.12.2022, 22:20 ✶
Zamaszystym ruchem różdżki posyłam filiżankę do sprytnie ukrytego za zasłonką zlewu. Trafia na samą górę chwiejnego stosu kubków z plamami po herbacie na brzegach - tych odbarwień nawet magia już nie doczyści. Pewnie jakaś mugolska babcia zna na to sposób w stylu octu i kwasku cytrynowego, ale żyjemy w takich czasach, że wolę nie ujawniać, że takie metody mnie interesują. Tym bardziej, że sprzątanie nie należy do moich obowiązków, a przynajmniej przy tym się upieram. Gram na zwłokę i serio jestem ciekaw, kto dłużej wytrzyma. Ja czy Madame Yyvonne, której regularnie podpierdalam filiżanki, spodeczki i całą resztę materiałów, bo moje się skończyły już z dwa dni temu i od tego czasu gniją w zlewozmywaku. Niedługo jej też się skończą, ale co będzie potem, będę myśleć odpowiednio później. Zamartwiać się na zapas? Marszczę brwi, nie, dziękuję. Jestem za młody, żeby się martwić. Od tego robią się zmarszczki (szybko luzuję napięcie w brwiach), guzy, wrzody i cała reszta. Ważne jest dzisiaj, czyż nie?
Trzech klientów za mną, trzech przede mną. Wyjątkowy ruch, zwykle nie poświęcam czasu więcej niż czterem osobom, zwłaszcza, że przepowiednie bywają dla mnie wyczerpujące. I fizycznie i emocjonalnie, to tak jakby ktoś pytał. Trochę się u mnie ochłodziło, ale to jeszcze nie znaczy, że nic nie czuję. Aura klientów bywa lepka, ciężko się jej pozbyć, szczególnie, kiedy to żal. On jest autentycznie najgorszy, dojeżdża najbardziej i zostaje najdłużej, w ogóle bez porównania ze smutkiem, złością, czy rozgoryczeniem, z których otrząsam się, jak pies wybiegający z kąpieli, do której go zmuszono. Limit nieprzychylnych wróżb został na dziś wyczerpany, mam nadzieję już na same szczęśliwe, po których ewentualnie będę mógł się zrzygać tęczą. Szybkie mycie zębów i zero śladów, proste.
Zakasuję rękawy, dzwonię koralikami, którymi obwieszone są moje nadgarstki, pstryknięciem palców odpalam kadzidełko, a to nie tylko rozpyla w ciasnym saloniku zapach paczuli, ale również wypełnia je szarym, ciężkim dymem. W oparach trudno coś dojrzeć, ale w to mi graj. Ponoć im bardziej niesprzyjające warunki dla ludzkiego wzroku, tym chętniej otwiera się to trzecie, mistyczne. Może i nie doświadczam wizji (choć bardzo bym chciał), lecz sama sugestia bardzo mi pomaga. Zwłaszcza, kiedy zza zwiewnej zasłony imitującej drzwi wyłania się twarz zbyt ładna i zbyt znajoma, bym zachowywał się profesjonalnie. Widzę ją w lustrze, ale i tak zbija mnie z tropu, rzadko trafiam na szkolne historie, to przeszłość, która jest już daleko za mną, więc… więc nie wiem, co robić. Zignorować, udawać, że jej nie pamiętam, przywitać się?
Siadaj, proszę - mówię głębokim głosem, tym, którego używam wyłącznie w tym gabinecie. Nie odwracam się jeszcze - czekam, aż zajmie miejsce na jednej z rozłożonych na podłodze haftowanych puf, to pierwszy test. Oczywiście obserwuję ją dyskretnie w lustrze, kiedy myję dłonie, a po dokładnym ich osuszeniu obficie polewam oliwą, co ma mi zapewnić przychylność Apollina. Trudno mi się powstrzymać, by tłustych palców nie wytrzeć od razu o przód barwnej szaty, to nawyk, z którym wciąż walczę - odpowiem na wszystkie twoje pytania, Stello. Jeśli tylko nie boisz się ich zadać.
Liczę, że mnie nie pamięta. Mam pospolitą twarz, którą ostatnio widziała z siedem lat temu, bo ja, w przeciwieństwie do niej, nie pojawiam się w gazetach. Po nazwisku też do mnie nie dotrze - tutaj mówią na mnie Maestro. Anonimowość to benefit do wypłaty.
Trzech klientów za mną, trzech przede mną. Wyjątkowy ruch, zwykle nie poświęcam czasu więcej niż czterem osobom, zwłaszcza, że przepowiednie bywają dla mnie wyczerpujące. I fizycznie i emocjonalnie, to tak jakby ktoś pytał. Trochę się u mnie ochłodziło, ale to jeszcze nie znaczy, że nic nie czuję. Aura klientów bywa lepka, ciężko się jej pozbyć, szczególnie, kiedy to żal. On jest autentycznie najgorszy, dojeżdża najbardziej i zostaje najdłużej, w ogóle bez porównania ze smutkiem, złością, czy rozgoryczeniem, z których otrząsam się, jak pies wybiegający z kąpieli, do której go zmuszono. Limit nieprzychylnych wróżb został na dziś wyczerpany, mam nadzieję już na same szczęśliwe, po których ewentualnie będę mógł się zrzygać tęczą. Szybkie mycie zębów i zero śladów, proste.
Zakasuję rękawy, dzwonię koralikami, którymi obwieszone są moje nadgarstki, pstryknięciem palców odpalam kadzidełko, a to nie tylko rozpyla w ciasnym saloniku zapach paczuli, ale również wypełnia je szarym, ciężkim dymem. W oparach trudno coś dojrzeć, ale w to mi graj. Ponoć im bardziej niesprzyjające warunki dla ludzkiego wzroku, tym chętniej otwiera się to trzecie, mistyczne. Może i nie doświadczam wizji (choć bardzo bym chciał), lecz sama sugestia bardzo mi pomaga. Zwłaszcza, kiedy zza zwiewnej zasłony imitującej drzwi wyłania się twarz zbyt ładna i zbyt znajoma, bym zachowywał się profesjonalnie. Widzę ją w lustrze, ale i tak zbija mnie z tropu, rzadko trafiam na szkolne historie, to przeszłość, która jest już daleko za mną, więc… więc nie wiem, co robić. Zignorować, udawać, że jej nie pamiętam, przywitać się?
Siadaj, proszę - mówię głębokim głosem, tym, którego używam wyłącznie w tym gabinecie. Nie odwracam się jeszcze - czekam, aż zajmie miejsce na jednej z rozłożonych na podłodze haftowanych puf, to pierwszy test. Oczywiście obserwuję ją dyskretnie w lustrze, kiedy myję dłonie, a po dokładnym ich osuszeniu obficie polewam oliwą, co ma mi zapewnić przychylność Apollina. Trudno mi się powstrzymać, by tłustych palców nie wytrzeć od razu o przód barwnej szaty, to nawyk, z którym wciąż walczę - odpowiem na wszystkie twoje pytania, Stello. Jeśli tylko nie boisz się ich zadać.
Liczę, że mnie nie pamięta. Mam pospolitą twarz, którą ostatnio widziała z siedem lat temu, bo ja, w przeciwieństwie do niej, nie pojawiam się w gazetach. Po nazwisku też do mnie nie dotrze - tutaj mówią na mnie Maestro. Anonimowość to benefit do wypłaty.