Czasami potrzeba było czasu, by pozwolić sobie na otworzenie przed drugą osobą. Czasu, na uświadomienie sobie, że nie zostanie się skrzywdzonym. Rozmowa pozwalała uporządkować rzeczy w głowie, znaleźć rozwiązanie a czasami po prostu ściągnąć ciężar z ramion czy z serca. Victoria być może lepiej niż ktokolwiek inny wiedziała z czym Sauriel się zmaga; była kimś, kto odczuł to nie tyle na własnej skórze, co na własnej… pamięci. Czym jest nienasycony głód krwi, chęć zapolowania, wygryzienia się w czyjeś gardło, nadgarstek albo tuż nad zgięciem łokcia; wiedziała czym jest krew ściekająca po przełyku, przyjemnie ciepła; wiedziała też jak smakuje dusza, która całkowicie się zepsuła, do tego stopnia, że chciało się skrzywdzić osobę, która się kochało – by ona nie mogła skrzywdzić jej; wiedziała czym był mord, by zapewnić sobie życie i spokój od tego pragnienia i głodu. Ta jedna kobieta wiedziała to wszystko i skrzętnie zapisała, na wypadek, gdyby kiedyś miała zapomnieć. Zapisała to wszystko, by w razie gdyby coś jej się stało, Sauriel mógł odtworzyć jej kroki i wszystko co robiła. To wiedza była potęgą, nie pieniądze, a ona nosiła w sobie jedną z największych tajemnic czarodziejskiego świata. Kto jak kto – ale Victoria rozumiała Sauriela lepiej niż pewnie ktokolwiek inny i już mu powiedziała, że cokolwiek nie postanowi, tym razem nie będzie z tym sam… lecz wtedy jeszcze nie wiedziała jakie widmo nad nią wisiało. Nie chciała się temu poddawać, nie chciała, gdy miała tyle do zrobienia… nie wiedziała za to, że jej obecność robiła taką różnicę – dla niego. Tak jak on robił dla niej.
– Na szklarniach? Tyle co mieliśmy w ogrodzie – stwierdziła i uniosła wyżej jedną brew, patrząc na Sauriela badawczo. Był jedną z tych osób, które potrafiły zupełnie losowo zmienić temat rozmowy, wpaść na coś kompletnie absurdalnego. Jak teraz: szklarnie. – Nie mam pojęcia jak się takie buduje… no pewnie… potrzeba szkła…? – spróbowała bardzo inteligentnie zresztą i zmrużyła oczy w niepewności tego, co właśnie mówi. No… szkło. Ale jak się je łączyło, to nie miała bladego pojęcia. – Czemu akurat szklarnie? – nie rozumiała, ale gdy nie rozumiała, to chciała zrozumieć, taka po prostu była.
– Tak naprawdę to kiedy tylko byś chciał. Jak będziesz miał ochotę na towarzystwo kota, albo święty spokój, to możesz wpaść nawet bez wielkiego umawiania – wzruszyła ramionami, obserwując, jak kulka zwija się w jeszcze większą kulkę. – Mogę ci dać mój grafik, ale on czasami różni się od rzeczywistości. Ostatnio na przykład jak wróciłam z Włoch, to wyszłam do pracy jednego dnia i wróciłam w późnym wieczorem kolejnego – skrzywiła się na to, ale pewnie zdawał sobie z tego sprawę, nie znali się przecież od wczoraj. – W sumie to… dam ci klucz. Na wszelki wypadek – bo różnie bywało, jak pokazywał ostatni przykład: mogła zniknąć na półtorej dnia, bo i tak się zdarzało. – Jak będzie się coś wyjątkowego miało zadziać to dam ci znać o ile dam radę – to nie była wielce stabilna praca w tym sensie, że od ósmej do szesnastej i do domu. Czasami.. dość często… zdarzało się coś niespodziewanego. – Bo smoka akurat nie przewidziałam – wymamrotała pod nosem.
Sauriel na całe szczęście z jej niestandardowymi godzinami pracy był dość dobrze zaznajomiony i niekoniecznie wielce zdziwiony… Chwilę później zrobiła sobie herbatę, jemu oferując to samo, albo czegoś z barku, jeśli miał ochotę, i ciasteczka, które dzisiaj kupiła (bo przecież ich sama nie upiekła, nie umiała, ale może czas najwyższy było się nauczyć gotować coś więcej niż wodę). Kicia rzeczywiście spała tylko chwilę, a wzięta w ramiona szybko się obudziła, znowu ciekawa świata – mogli się więc zabarykadować wraz z nią w tym pokoiku, który póki co przeznaczyła dla Luny: to po to, by oswoiła się z nowym miejscem, zapachami, samą Victorią… by wielkość domu jej nie przytłoczyła. No i Lestrange bała się, że mała ma jeszcze za krótkie nóżki na schody: i zresztą te wszystkie obawy powiedziała Saurielowi, pokazując mu co gdzie jest dla kota, by nie musiał się głowić, gdy zostanie z nią sam. Rozłożyli się z tymi ciasteczkami i napojami na podłodze i mogli pogadać… Na przykład wyjaśnić o co chodziło z tym smokiem – przypowiastka, która ludzi wyjątkowo bawiła, może dlatego, że Victoria gubiła wtedy ubranie.
Było w tym coś normalnego, prawda?