06.04.2024, 21:47 ✶
Mieszkanie Archibalda było zabezpieczone – jak większość mieszkań czarodziei, bo władając magią aż nazbyt łatwo się włamać, a chyba nikt nie lubi wracać do okradzionego lokum. Sparrow jednak nie był na tyle bogaty, by pozwolić sobie na zabezpieczenia bardzo zaawansowane, Cain zaś był aurorem, a sztuka… złodziejstwa też nie była mu obca. Zdołał przełamać zarówno zaklęcie, którym obłożono drzwi, jak i otworzyć zamek, chociaż musiał postarać się trochę bardziej, bo zwykłe alohomora nie zadziałała za pierwszym razem.
Kawalerka Archiego była równie nijaka jak on sam.
Kuchnia i pokój, dość spory – za mały dla rodziny, ale wystarczająco wygodny dla samotnego mężczyzny. Brak jakichkolwiek ozdób czy dekoracji, za to trochę osobistych akcentów, jak plakat jakiegoś zespołu, parę książek na półce, proporczyk Hufflepuffu, wyblakły, pewnie pochodzący jeszcze z hogwarckich czasów. Nie panował tutaj bałagan, chociaż Archie z pewnością nie był też pedantem. W zlewie w kuchni było trochę brudnych naczyń, podłoga wymagała zamiecenia, ale większość rzeczy pozostawała ułożona, być może ze względu na to, że przestrzeń wymagała podstawowego porządku, aby nie stać się nadmiernie zagraconą.
W mieszkaniu nie było ani śladów zniszczeń, ani wcześniejszych przeszukań ani nie unosił się w nim charakterystyczny zapach, który mógłby wskazywać na to, że ktoś korzystał tu z czarnej magii.
Przeszukując kuchnię, szafki, zaglądając do koszy na śmierci, Cain mógł zaobserwować, że Archibald Sparrow ostatnio bardzo dużo pił – ilość pustych butelek i puszek wyraźnie wskazywała na to, że uciekał w alkohol. Pilnie śledził też obecną sytuację w Wielkiej Brytanii. Auror znalazł nie tylko gazety, ale też wycinki prasowe, wszystkie z ostatnich dwóch miesięcy, i wszystkie dotyczące albo Beltane, albo poczynań śmierciożerców – czy też takich, które mogły być w jakiś sposób z nimi powiązane. W mieszkaniu nie było żadnego pamiętnika, zapisków prywatnych, w szufladach biurka tylko kilka listów, otrzymanych od znajomych czy krewnych. W większości z nich też nie znajdowało się nic szczególnie podejrzanego.
Poza jednym.
Ten musiał pisać Archie – nie zdążył go jeszcze wysłać. Doradzał niejakiej Marthcie (dwa inne, starsze, i zupełnie niewinne listy od niej, sprzed maja jeszcze, też leżały w szufladzie), aby przestała pisać artykuły na temat Beltane i poczynań śmierciożerców: bo prędzej czy później drogo za to zapłaci.
Oni są już wszędzie, Martho. Nie da się przed nimi uciec. Jak miałoby to być możliwe, skoro Czarny Pan wszedł nawet do Limbo? – kończył swój list Archibal Sparrow.
Kawalerka Archiego była równie nijaka jak on sam.
Kuchnia i pokój, dość spory – za mały dla rodziny, ale wystarczająco wygodny dla samotnego mężczyzny. Brak jakichkolwiek ozdób czy dekoracji, za to trochę osobistych akcentów, jak plakat jakiegoś zespołu, parę książek na półce, proporczyk Hufflepuffu, wyblakły, pewnie pochodzący jeszcze z hogwarckich czasów. Nie panował tutaj bałagan, chociaż Archie z pewnością nie był też pedantem. W zlewie w kuchni było trochę brudnych naczyń, podłoga wymagała zamiecenia, ale większość rzeczy pozostawała ułożona, być może ze względu na to, że przestrzeń wymagała podstawowego porządku, aby nie stać się nadmiernie zagraconą.
W mieszkaniu nie było ani śladów zniszczeń, ani wcześniejszych przeszukań ani nie unosił się w nim charakterystyczny zapach, który mógłby wskazywać na to, że ktoś korzystał tu z czarnej magii.
Przeszukując kuchnię, szafki, zaglądając do koszy na śmierci, Cain mógł zaobserwować, że Archibald Sparrow ostatnio bardzo dużo pił – ilość pustych butelek i puszek wyraźnie wskazywała na to, że uciekał w alkohol. Pilnie śledził też obecną sytuację w Wielkiej Brytanii. Auror znalazł nie tylko gazety, ale też wycinki prasowe, wszystkie z ostatnich dwóch miesięcy, i wszystkie dotyczące albo Beltane, albo poczynań śmierciożerców – czy też takich, które mogły być w jakiś sposób z nimi powiązane. W mieszkaniu nie było żadnego pamiętnika, zapisków prywatnych, w szufladach biurka tylko kilka listów, otrzymanych od znajomych czy krewnych. W większości z nich też nie znajdowało się nic szczególnie podejrzanego.
Poza jednym.
Ten musiał pisać Archie – nie zdążył go jeszcze wysłać. Doradzał niejakiej Marthcie (dwa inne, starsze, i zupełnie niewinne listy od niej, sprzed maja jeszcze, też leżały w szufladzie), aby przestała pisać artykuły na temat Beltane i poczynań śmierciożerców: bo prędzej czy później drogo za to zapłaci.
Oni są już wszędzie, Martho. Nie da się przed nimi uciec. Jak miałoby to być możliwe, skoro Czarny Pan wszedł nawet do Limbo? – kończył swój list Archibal Sparrow.