Oryginalnie pochodziły właśnie z Norwegii, ale na skutek krzyżowania ich ze zwykłymi końmi, jak i aetonanami, prędko rozprzestrzeniły się po całej Europie. Dzikich stad pozostało niewiele i urzędowały jedynie w norweskim rezerwacie przyrody Blått Fjell.
Mijał czwarty dzień, który Rowle poświęciła na zbliżenie się do jednej z grup tych majestatycznych koni, Nie obyło się bez odpowiednich czarów maskujących oraz ciepłych ubrań, bo listopadowa pogoda w tych rejonach była nieubłagana. Dopiero dzisiaj przestało padać i nawet na kilka chwil zza ołowianych chmur wyjrzało nieśmiało słońce.
Regina poprawiła górski płócienny plecak i ściągnęła wełnianą czapkę. Lubiła te chwile w dziczy, gdzie człowiek był czymś rzadko spotykanym. Niestety wszystko, co miłe musi się skończyć, i tak też się stało z jej wyprawą. Poinformowała władze parku, że nie będzie jej góra pięć dni i wolała nie nadwyrężać ich gościnności.
Przeprawiła się przez płytki strumyk, przy charakterystycznym zwalonym drzewie wstąpiła na ledwie widoczną ścieżkę i ruszyła w górę, ku granicy rezerwatu. Jakież było jej zdziwienie, gdy wyszła z kniei i zobaczyła kobietę, której z rąk uciekła gazeta.
Dobyła różdżkę z pokrowca na biodrze i wycelowała w papierowy zbitek, by przywołać go do siebie. Zaklęcie było banalnie proste, toteż makulatura ze świstem poszybowała w kierunku ręki Rowle.
— Na terenie rezerwatu należy szczególnie dbać o to, by nie pozostawiać żadnych śmieci. — głos był ochrypły, bo i od kilkudziesięciu godzin go nie używała.
Zerknęła na, jak się okazało, Proroka Codziennego, później na kobietę i powiedziała już nieco milej lub tak się mogło wydawać, bo słowa straciły na szorstkości.
— Magizoolożka? Niech zgadnę, również zainteresowana nową grupą granianów czy może znowu w biurze poszła plotka o widzianym norweskim kolczastym? Od razu powiem, że w promieniu stu albo i dwustu mil nie ma tutaj żadnego smoka. W innym wypadku nie byłoby tutaj granianów.
Ponieważ są najmniej ufnym gatunkiem latających koni, darowała sobie dopowiadanie rzeczy oczywistych. Nie zauważyła miotły, którą Mackenzie pozostawiła przy kamieniu. Niezbyt też przejmowała się z kim ma do czynienia, i czy ten ktoś życzy sobie, by zwracać się do niego per „ty”. Po kilku dniach w głuszy z Reginy wychodził gbur.