06.04.2024, 23:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2024, 00:00 przez Cameron Lupin.)
Jeśli była jedna rzecz, jakiej żałował Cameron w związku z ich nagłymi zaręczynami, to była to właśnie kwestia tego, jak oderwane od ich rodzin i przyjaciół było to wydarzenie. Zamiast rzucić się przed nią na kolana podczas imprezy w gronie bliskich, zrobił to pośród obcych. Niejako odebrał ich rodzicom czy własnemu rodzeństwu szansę na to, aby zobaczyli to na własne oczy. Może dlatego matka nie do końca mu z początku uwierzyła, gdy zaczął jej opowiadać o tym, co się stało tamtego wieczora? Na pewno trzeba będzie z nimi porozmawiać jeszcze raz, obiecał sobie Lupin.
Na pewno czekała ich dyskusja w większym gronie, aby przedstawili, jakie właściwie są ich plany na najbliższą przyszłość. Bądź co bądź, jakieś istotne decyzje będą musieli podjąć, chociażby w związku z tym, jak będzie wyglądała ich sytuacja mieszkaniowa. Ale to był temat na inny dzień, gdy dyskusja o takich kwestiach będzie odpoczynkiem od ich codziennych obowiązków służbowych. Na razie powinni się cieszyć cichą okolicą, urokliwą pogodą i anonimowością zapewnianą przez niemagiczny ośrodek turystyczny.
— Na razie nie planuję powtórki z rozrywki — rzucił ostrożnie, mrużąc podejrzliwie oczy, zastanawiając się, czy w żarciku Rudej na kryło się drugie dno. To stres? Próba rozładowania napięcia? Czyżby miała coś do ukrycia, skoro rzucała takimi dowcipami? — No chyba, że znowu coś sknociłaś i boisz się powiedzieć. Tak jak tego jednego razu, gdy nie dokończyłaś obiadu przed rehabilitacją. Myślisz, że nie zauważyłem?
Zmarszczył lekko czoło. Zazwyczaj nie wytykał jej takich błędów. Aż za dobrze wiedział, do czego była zdolna Ruda, kiedy naprawdę się ją rozjuszyło. Jednak bywały takie chwile, gdy... Po prostu trzeba było się jej postawić. Inaczej by go nie szanowało, a on też nie mógł non stop robić wszystkiego pod jej dyktando. Czasem miał wrażenie, że łatka celebrytki aż za mocno w nią wrosła, stając się poniekąd drugą skórą. Jeszcze im się to odbije kiedyś czkawką.
— Tak mi się właśnie wydawało. Jak raz się kogoś zaobrączkuje, to nie tak łatwo uciec, co nie? Kuli u nogi też ciężko się pozbyć — sarknął, prawie krztusząc się ze śmiechu. — Ale nie martw się, Rudziu, jak będziesz dalej taka grzeszna, jak dotychczas to na pewno nie stanie się nic złego.
Wywrócił oczami, nie zauważając nawet, że popełnił drobną gafę, myląc ze sobą dwa kompletnie różne od siebie słowa, które niestety różniły się tylko jedną, drobną literką. Cieszył się, że Heather zdecydowała się na prostą sukienkę. W końcu trochę normalności. Gdyby zaczęła tutaj paradować w czymś z czarodziejskich domów mody, to zaraz zwrócono by na nich uwagę. Może nie powiązaliby jej z gwiazdą quidditcha, ale z mugolską modelką albo aktorką? To już byłoby całkiem prawdopodobne.
— Przesuń cię trochę, okej? Zasłaniasz mi słońce — rzucił bez uśmiechu, gdy legli na piasku, a Ruda usadowiła się w najgorszym możliwym miejscu. Co za kobieta.
Na pewno czekała ich dyskusja w większym gronie, aby przedstawili, jakie właściwie są ich plany na najbliższą przyszłość. Bądź co bądź, jakieś istotne decyzje będą musieli podjąć, chociażby w związku z tym, jak będzie wyglądała ich sytuacja mieszkaniowa. Ale to był temat na inny dzień, gdy dyskusja o takich kwestiach będzie odpoczynkiem od ich codziennych obowiązków służbowych. Na razie powinni się cieszyć cichą okolicą, urokliwą pogodą i anonimowością zapewnianą przez niemagiczny ośrodek turystyczny.
— Na razie nie planuję powtórki z rozrywki — rzucił ostrożnie, mrużąc podejrzliwie oczy, zastanawiając się, czy w żarciku Rudej na kryło się drugie dno. To stres? Próba rozładowania napięcia? Czyżby miała coś do ukrycia, skoro rzucała takimi dowcipami? — No chyba, że znowu coś sknociłaś i boisz się powiedzieć. Tak jak tego jednego razu, gdy nie dokończyłaś obiadu przed rehabilitacją. Myślisz, że nie zauważyłem?
Zmarszczył lekko czoło. Zazwyczaj nie wytykał jej takich błędów. Aż za dobrze wiedział, do czego była zdolna Ruda, kiedy naprawdę się ją rozjuszyło. Jednak bywały takie chwile, gdy... Po prostu trzeba było się jej postawić. Inaczej by go nie szanowało, a on też nie mógł non stop robić wszystkiego pod jej dyktando. Czasem miał wrażenie, że łatka celebrytki aż za mocno w nią wrosła, stając się poniekąd drugą skórą. Jeszcze im się to odbije kiedyś czkawką.
— Tak mi się właśnie wydawało. Jak raz się kogoś zaobrączkuje, to nie tak łatwo uciec, co nie? Kuli u nogi też ciężko się pozbyć — sarknął, prawie krztusząc się ze śmiechu. — Ale nie martw się, Rudziu, jak będziesz dalej taka grzeszna, jak dotychczas to na pewno nie stanie się nic złego.
Wywrócił oczami, nie zauważając nawet, że popełnił drobną gafę, myląc ze sobą dwa kompletnie różne od siebie słowa, które niestety różniły się tylko jedną, drobną literką. Cieszył się, że Heather zdecydowała się na prostą sukienkę. W końcu trochę normalności. Gdyby zaczęła tutaj paradować w czymś z czarodziejskich domów mody, to zaraz zwrócono by na nich uwagę. Może nie powiązaliby jej z gwiazdą quidditcha, ale z mugolską modelką albo aktorką? To już byłoby całkiem prawdopodobne.
— Przesuń cię trochę, okej? Zasłaniasz mi słońce — rzucił bez uśmiechu, gdy legli na piasku, a Ruda usadowiła się w najgorszym możliwym miejscu. Co za kobieta.