• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé

[09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#6
07.04.2024, 07:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.04.2024, 03:21 przez Esmé Rowle.)  

Rzeczywiście jego pracownia była jak jaskinia, a on sam żył jak nietoperz. A może właśnie ćma? Przecież to właśnie to stworzonko reprezentowało go. Za dnia siedział w swojej jaskini, zaś nocą wyruszał poza nią. Ostatnio nieco rzadziej, jako że interes kręcił się coraz lepiej i pracy przybywało. I przybywało pomysłów do realizacji, a także materiałów. Ostatnie sukcesy zawdzięczał właściwie Geraldine. Nie chodziło tutaj o wielkie postępy, że nagle stał się popularny czy cokolwiek takiego. Chodziło tutaj o prosty fakt, że każde zlecenie był w stanie wykonać. Miał dostęp do materiałów, miał głowę pełną projektów, czasu aż zanadto i pasję, by się tym nie znudzić. Żaden klient nie został odesłany do domu. I zamierzał tę passe podtrzymać.

Niegdyś noce pełne wrażeń były codziennością. Później stały się odskocznią od niej. A teraz... były okazjami, by pozwolić sobie na więcej. Dojrzewał? Nie. Starzał się? Też nie. Nudził się. Proste doznania, po które nie musiał się wysilać, przestawały go powoli bawić. Hedonizm wcale w nim nie zanikał, a wręcz przeciwnie - ciągle wzrastał. Do tego stopnia, że trzeba było więcej i więcej, by poczuć to samo. Emocje jak narkotyki, a i te coraz rzadziej przynosiły emocje. Powoli... studnie wysychały.

Ale wybijały nowe źródła. Balans się zmieniał, ale nie zanikał. Regulował na swój dziwaczny sposób, popychając kaletnika w stronę nowych doznań, nowych decyzji, obowiązków, wyzwań. Zmieniając nie tyle niego samego, co otoczenie w którym się znajdował. A w którym zawsze się odnajdywał, chociaż w jednym lepiej, a w drugim gorzej. Laurent zdecydowanie był jednym z takich źródeł, z których Esmé czerpał garściami. Wciąż nie rozumiał czym sobie zasłużył na tak wiele... uczucia, jakim był obdarzany. Niby to wszystko było do wychwycenia w powietrzu, w tej atmosferze, a jednak Rowle nie potrafił tego nazwać. Nieco tak, jakby ta rola została mu przydzielona. Bo nadawał się najlepiej, a nie dlatego, że był najlepszy. Niekoniecznie mu to przeszkadzało. Drugim ze źródeł była jego towarzyszka na wczasach - Geraldine. Z Łowczynią było zupełnie inaczej - tutaj doskonale wiedział na czym stał. Wzajemny szacunek, podziw i sympatia. Ich relacja była tak rozkosznie prosta. Tak oczywista. Nawet jakby wtedy nie zawarli układu, to zostaliby znajomymi. I pewnie pisaliby do siebie listy podobnie, jak teraz. I pewnie podobnie by wyruszyli na wczasy, chociaż bez zamotania w interesy. To co ich wiązało to zwykła kompatybilność - oboje byli "odszczepieńcami", oboje byli z tego dumni i oboje nie przejmowali się innymi. Tamto spotkanie było jak samospełniająca się wróżba. To musiało się wydarzyć.

- Nic nie wiesz. - rzucił do niej zaskakująco poważnie, chociaż powagi zdecydowanie dodawało jego charakterystycznie nijakie spojrzenie. - Jesteś piękniejsza dzięki niej. - te słowa na temat blizn już wypowiadał do Prewetta. On również był piękniejszy dzięki swoim bliznom. Przeniósł wzrok na chmury, milcząc przez moment. - Wiesz co mówią o rycerzach w lśniącej zbroi? - zapytał, chociaż jak to miał często w zwyczaju - nie zamierzał dać czasu na odpowiedź. To był tylko sposób, aby przekazać myśl, a nie zagadka. - Nie znają prawdziwej bitwy. - i w ten nieco naciągany sposób przekazał swoją myśl, oczywiście nie tłumacząc jej. Ger była inteligentna, ale ponad to wybijała się inna jej cecha - bystrość. To co było w tym najbardziej fascynującego, to zupełna lekkość z jaką jej przychodziła i... swoista nieświadomość tej siły. Czasami jej myśli, które bez skrępowania zamieniała w słowa, przebijały całą mgłę, cały dym i tłukły lustra. Koniec iluzji, a objawiała się naga Prawda. Ah, Prawda. Esmé ją uwielbiał. I uwielbiał tę cechę w samej Ger. Prawdę. To jak nie musiała się upominać, by nie zboczyć z tej trudnej ścieżki, kuszona Fałszem. Rzemieślnik nie miał w sobie tyle naturalnego talentu, tyle... dobrej duszy, by przychodziło mu to tak łatwo, jak Geraldine. On musiał od siebie wymagać, musiał siebie karać, a nagrodą była satysfakcja. I... to może lepiej. Gdyby Prawda przychodziła mu z łatwością, to istniało spore ryzyko, że znudziłby się nią. A wtedy wkroczyłby na ścieżkę Fałszu, tam szukając doznań i wyzwań.
- Rzeczywistość bywa również piękniejsza, niż nasze oczekiwania, Ger. - mruknął do niej, wracając spojrzeniem. - Jeżeli nie podniesiesz rękawicy, to nie zwyciężysz pojedynku. - uśmiechnął się lekko. - Tak pozostając w tematyce rycerskiej. - podłożył dłoń pod głowę, którą odchylił nawet trochę do tyłu, jakby chciał pozwolić swemu ciału na chłonięcie promieni słonecznych. Albo jakby zwyczajnie się opalał. Zmrużył oczy, wzdychając lekko. - Nie podejmowanie ryzyka brzmi nie w Twoim stylu. - bo oczekiwania to ryzyko. Miało się pewien plan i nawet jeżeli nie zakładał szczęścia, to coś zakładał. Dawał stabilność, pozwalał na planowanie dalej, na przygotowanie się lepiej do przyszłości, która miała nadejść. Która mogła nadejść. I zniszczone oczekiwanie, nawet jeżeli sprawa wynikała na lepszą, prowadziło do chaosu. Momentalnie człowiek nie wiedział co robić, wszystko należało od nowa przemyśleć. Albo nie, zupełnie przeciwnie - oczekiwać po to, by dać się ponieść chaosowi. Tak, to był sposób Esmé.

Miał czelność mówić o niej tak, jakby ją znał, a w gruncie rzeczy - znali się słabo. Słabo jak na to, jak dobrze kaletnikowi spędzało się czas z Ger i myśli na Ger. Ale to było tylko ciekawsze. Kolejna specyfika ich relacji - relacji specyficznych ludzi. Niektórzy nazywali takich jak oni w piękny sposób outsiderami. Rowle uważał siebie za dziwaka. I obie te definicje, wbrew pozorom, były prawdą i mówiły o tych samych cechach.

Prychnął rozbawiony i otworzył jedno oko, spoglądając na nią. Rzeczywiście była nieco inną osobą w sukience. W gruncie rzeczy, jak na razie jedynie z aparycji. Czy ludzie tego chcieli, czy nie, to ubrania nadawały im charakteru. Nie trzeba geniusza, aby dostrzec, że kobieta w ciężkich butach, skórzanych spodniach i płaszczu wyglądała na twardą, wyglądała ostro i pewnie. I również nie trzeba było geniusza, by zauważyć, że ta sama kobieta w zwiewnej sukience nabierała delikatności, kobiecego wdzięku, ulotności. Geraldine wyglądała teraz po prostu inaczej. Była wciąż tą samą kobietą, ale wyglądała inaczej. Rzemieślnik, tak naprawdę, nie uważał że teraz prezentowała się lepiej lub, zwyczajnie, bardziej pociągająco. Właściwie... jego zainteresowanie nią było na tym samym poziomie. To co widział grało zwyczajnie na innych strunach, lecz tę samą melodię.

- Ciekawe jakim człowiekiem stałabyś się w bieliźnie. - nieco zaszydził sobie z niej, oczywiście bezczelnie, gotów że może mu się oberwać chociaż... nie miał ku temu powodów. Nigdy nie oberwał za swoją zuchwałość od Ger, ale zawsze mógł być ten pierwszy raz. W końcu powoli, sukcesywnie, przesuwał granicę. Gdzieś w końcu musiał trafić na jej limit. Tak czy inaczej, niespecjalnie się obawiał oberwania. Jego własne słowa nawet go rozbawiły, bo zaraz w jego umyśle pojawiła się wizja Geraldine ubranej w wielką, balową suknię, z pełnym makijażem, w nieludzko wysokich szpilkach i w misternie ułożonej fryzurze pełnej zdobnych wsuwek. I tak prezentująca się Gerry mrugała w jego wyobraźni podczas różnych zajęć, w których oczywiście zachowywała pełnię zasad savoir-vivre. A to wszystko za sprawą tylko bielizny. W gruncie rzeczy - nie było to trudne do wyobrażenia. Wierzył, że była w stanie być i taka jeżeli tylko tego chciała. Albo inaczej - o ile zmusiłaby ją do tego sytuacja. Bo Esmé odznaczał się aroganckim przekonaniem, że zna się na ludziach i wspaniała Yaxley zwyczajnie nienawidziłaby każdej sekundy sytuacji, w których ją stawiał w swych wyobrażeniach.
- Ty je odbierasz... - powtórzył za nią cicho. - To tłumaczy propozycję papierosa. - skwitował tę... zupełnie bezsensowną myśl. Czasami po prostu wyrzucał z siebie słowa i róbcie z nimi co chcecie, nieszczęśni słuchacze.

Całe szczęście za jedną błyskotliwą myślą nie podążała druga, bo zatkał sobie usta piwem. Mimowolnie wydał z siebie zadowolone "ahhh", gdy zaspokoił pierwsze pragnienie. Dawno nie pił. Dawno jak na niego. A w dzień taki jak ten, w towarzystwie takim jak to... alkohol smakował lepiej. Zimne piwo szczególnie.

Niby powinien oczekiwać, że Ger nie dostrzeże w tym nic... specyficznego, a jednak jej natychmiastowa zgoda go zaskoczyła. Nawet to nie tak, że rozpaliła mu kolejnego papierosa, a zwyczajnie wyciągnęła z ust swojego i wcisnęła w jego usta. Chwycił szluga w palce tak, żeby żar był ukryty wewnątrz dłoni, aby ochronić go od podmuchów... wręcz nieistniejącego teraz wiatru, i zaciągnął się porządnie, mrużąc przy tym oczy. Widząc, że Geraldine wciąż tkwi w tej wychylonej pozie. Znał ją, no przecież znał ją na tyle, by wiedzieć, że nagle nie oczekuje pocałunku. Naturalnie, ta myśl przeszła mu przez myśl, a nawet nie tyle przeszła co przybiegła i zaczęła tupać, zwracając na siebie uwagę. Ale. Wróćmy do tematu, który już się pojawił - Esmé szanował swoją uroczą Łowczynię tak bardzo, że nie zamierzał pozwalać sobie na zbyt wiele. Nie zamierzał niszczyć tej relacji, by zaspokoić swoje banalne pragnienia. Geraldine, w prosty sposób, była dla niego ważna. Nie chciał popełnić błędu, nie chciał zrujnować tego, co między nimi było. Tej... lekkości w przebywaniu ze sobą. Tej swobody rozmowy. I dopiero teraz tknęło go, że może... to nie szacunek? Może to podziw? Nie, jasne, podziwiał ją. W końcu była wspaniała. Powiedział jej to już podczas pierwszego spotkania, ale teraz ta myśl zdawała się tak jaskrawa, wręcz rażąca. Może jednak był tą świnią, która nie potrafiła docenić perły. I może dopiero teraz naprawdę zrozumiał jej wartość. Bo przecież, jakby tak się zastanowić, to uwielbiał ją. Uwielbiał jej nieco zachrypnięty głos, ale melodyjny śmiech. Uwielbiał jej silną sylwetkę i urocze dołeczki w policzkach. Uwielbiał jej szczerość i skrępowanie, jakie wyrażała otrzymując ją w zamian. Uwielbiał jej... uwielbiał... hm, uwielbiał ją.

Hedonista wydrapywał paznokciami szramy na drzwiach, ale Esmé trzymał go zamkniętego w pokoju. Cierpliwości, mój przyjacielu. Niektóre rzeczy należało smakować, rozkoszować się nimi. Do tego należało osiągnąć wyszukany gust, odsunąć się od zwyczajnej bomby doznań, która tłumiła jakiekolwiek piękno, ład, a wprowadzała chaotyczną przyjemność. Chaos był ciekawy, jasne, lecz kaletnik wiedział, że był również destrukcyjny. Jeżeli nie chciał, by jego źródło wyschło, to musiał o nie dbać. Musiał czerpać z niego ostrożnie.

Nie pocałował jej, chociaż prosiła się o to. Nawet nie wiedział, że tak... nieświadomie i dosłownie. Była ku temu doskonała okazja, ale przecież nie mogło jej o to chodzić. Chyba że sukienka rzeczywiście zmieniała ją, że teraz naprawdę jest inną Geraldine. Że nagle uczucia jakimi obrzucał ją Esmé znalazły śmiałe odwzajemnienie. Ale przecież to był tylko żart. Ger była Ger. Prawdopodobnie nawet nie wiedziała, że coś sugeruje. Prawdopodobnie nie oczekiwała niczego tak, jak mówiła. Bo... przecież to wystawienie się w ten sposób byłoby oczekiwaniem. Yaxley była mądra i była szczera. Nie wierzył w tę hipokryzję.

Nieco zaskoczony i zmieszany nagłą świadomością jej wspaniałości... był wciąż sobą. Pochylił się w jej kierunku, ale głowę miał obróconą nieco na bok, jakby zbliżyli się, by wymienić się sekretem, a nie pocałunkiem. Spojrzał na nią ukradkiem, lecz zaraz przeniósł wzrok na jezioro.

- Co? - zapytał szeptem z aż zaskakującym idiotyzmem w tonie. Naprawdę nie rozumiał tej sytuacji. Nie miał pojęcia o co chodziło. - Chcesz mi coś powiedzieć? - spojrzał znów na nią, jakby szukał potwierdzenia lub zaprzeczenia. No bo po co miałaby się wychylać w jego stronę? Chyba że specjalnie go kusiła. Ale... nie, to nie miało sensu. - A może mam coś na twarzy? - odsunął się od niej nieco, butelkę piwa chwycił kolanami i wolną dłonią zaczął gładzić się po szczęce, ale nagle się zatrzymał, jakby na coś wpadł. Uśmiechnął się najpierw sam do siebie, po czym zrobił zaskoczoną minę i uniósł palec wskazujący ku górze, jakby zaznaczał swój genialny pomysł. - Już wiem. - odezwał się głośniej i pokiwał głową, jakby przytakiwał sobie. - Chciałaś mnie pocałować. - wypalił z oczywistym żartem w tonie. Ze szczerym żartem. Nawet jeżeli taka myśl przeszła mu przez głowę, to ostatecznie uznał ją za niemożliwą, ale brzmiała... jak dobra sytuacja, by ponownie, raz jeszcze, spróbować skrępować nieco Ger. Albo sobie z niej zadrwić. Jedno z dwóch. W każdym razie - sprawdzić jej reakcję. - My mężczyźni jesteśmy niedomyślni. Musisz nam powiedzieć wprost albo wziąć sobie sama. - zabawnym zbiegiem okoliczności było to, że Esmé teraz się nie mylił. Naprawdę był niedomyślny, ale zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy, chociaż sam wypowiedział te słowa. Tak czy inaczej, na koniec uśmiechnął się cwaniacko, pociągnął dymu z papierosa, przepił piwem, a później wydmuchał chmurę w górę. Miał na tyle kultury osobistej, by nikomu bez powodu nie dmuchać w twarz dymem.
- Myślisz, że w tym jeziorze żyją jakieś magiczne stworzenia? - mruknął, przenosząc wzrok na taflę, wpatrując się w wodę i pociągnął kolejny łyk. Losowa myśl, ale prawdziwa, nie powodowana chęcią zmiany tematu. Niczego nie unikał Naprawdę zastanawiał się czy tutaj mogło żyć jakieś niezwykłe stworzenie. To tłumaczyłoby legendy na temat tego miejsca. A przynajmniej było jakąś poszlaką ku genezie legend.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (10609), Geraldine Greengrass-Yaxley (10492), Pan Losu (69)




Wiadomości w tym wątku
[09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.04.2024, 16:39
RE: [09.08.72] Nad jeziorem Windermere | Geraldine & Esmé - przez Pan Losu - 06.04.2024, 16:39
RE: [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Esmé Rowle - 06.04.2024, 21:22
RE: [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Pan Losu - 06.04.2024, 21:22
RE: [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.04.2024, 23:10
RE: [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Esmé Rowle - 07.04.2024, 07:18
RE: [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.04.2024, 19:41
RE: [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Esmé Rowle - 08.04.2024, 04:13
RE: [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.04.2024, 12:56
RE: [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Esmé Rowle - 09.04.2024, 02:54
RE: [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.04.2024, 11:19
RE: [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Esmé Rowle - 13.04.2024, 22:23
RE: [09.08.72] Szaleństwo Windermere. Otumanienie. | Geraldine & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.04.2024, 14:50

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa