07.04.2024, 08:41 ✶
Cathal niekoniecznie zakładał, że akurat Ginewra kogoś zabiła, ale i tak spodziewał się zobaczyć kogoś martwego albo rannego. I odetchnął, gdy nic takiego się nie stało, bo trupy oznaczały kłopoty: zwłaszcza trupy w centrum obozu, i to jeszcze na Wyspach Brytyjskich.
W Egipcie pozbycie się takich było znacznie łatwiejsze. Tam obóz magicznych był mniejszy i pracowali w nim też miejscowi, niezbyt przejęci pewnymi sprawami, a animagia pozostawała powszechniejsza niż teleportacja. Pustynia była rozległa i skrywała wiele tajemnic: pod osłoną nocy wystarczyło powierzyć ciało piaskowi gdzieś z dala od szlaków…
Ulga okazała się jednak przedwczesna. Bo jeśli McGongall miała rację i do środka chciała wejść Nell – nie – Nell mieli kłopoty. O ile w Afryce napaści na obozowiska nawet Cathala szczególnie nie dziwiły (zwłaszcza, że przynajmniej dwukrotnie były związane z Jamilem Anwarem i za pierwszym razem Cathal głęboko rozważał, czy to jego nie powinien zakopać gdzieś w piasku), to tutaj nie powinno dojść do czegoś takiego.
– Tobias! Teleportuj się do Hogsmeade i znajdź tam Nell. Już – zarządził, obracając się do jednego z dwóch mężczyzn, którzy wcześniej się tu pojawili, na nawoływania Ginewry.
– Wejdźmy do środka – powiedział, znów sięgając po klapę namiotu i wsuwając się do niego. To miejsce było najlepiej chronionym w obozie, ryzyko podsłuchania było stosunkowo niewielkie, a on nie chciał, aby całe obozowisko wiedziało o sytuacji. (Choć niestety, jakieś wyjaśnienia będzie musiał przedstawić: skoro sprowadził go tutaj asystent, plotki zapewne już zaczynały się rozchodzić.)
Na ile jesteś pewna, że to nie była Nell?
Bagshot była w końcu roztrzepana. Uparta, owszem, ale głównie wtedy, gdy coś wbiła sobie mocno do głowy: w innych sprawach zdarzało się jej zmieniać zdanie, i to całkiem nagle. Mogła powiedzieć, że idzie do Hogsmeade, a wybrać się ostatecznie do parku rozrywki. Albo wrócić, bo przypomniała sobie, że zapomniała rzucić Cathalowi w twarz jakąś obelgę.
Shafiq nie spytał jednak o to: Ginewra była pewna, inaczej nie mówiłaby tego, a na ziemi nie znajdowałaby się krew. Kwestią pozostawało, czy miała rację – i gdyby zadał pytanie wprost, pewnie tylko by się oburzyła. Poza tym chciał znać całą historię.
Po wejściu do namiotu rozejrzał się jeszcze raz, uważnie, porównując wszystko ze wspomnieniami. Ale nic się nie zmieniło, obraz pozostawał całkowicie zgodny z tym sprzed dwóch godzin. I oczywiście nigdzie nie leżał notatnik, należący do Nell, przynajmniej nie na widoku. Mimo to Cathal nie rozluźnił się. Podparł się o długi stół, służący im przy pracy i skupił spojrzenie jasnych oczu na McGongall.
– Opowiedz mi dokładnie, co się wydarzyło – powiedział, siląc się na spokój. Na cierpliwość. Chociaż nie był cierpliwy. Gdzieś w głowie pojawiła się odrobina zmartwienia o Nell Bagshot: jedną z nielicznych osób na tym świecie, które naprawdę go obchodziły. A poza tym chciał dopaść tego, kto próbował ich okraść, o ile faktycznie doszło właśnie do takiej sytuacji. Chciał działać.
Ale pracował w branży, która lata temu nauczyła go, że zebranie wstępnych informacji jest najważniejsze.
W Egipcie pozbycie się takich było znacznie łatwiejsze. Tam obóz magicznych był mniejszy i pracowali w nim też miejscowi, niezbyt przejęci pewnymi sprawami, a animagia pozostawała powszechniejsza niż teleportacja. Pustynia była rozległa i skrywała wiele tajemnic: pod osłoną nocy wystarczyło powierzyć ciało piaskowi gdzieś z dala od szlaków…
Ulga okazała się jednak przedwczesna. Bo jeśli McGongall miała rację i do środka chciała wejść Nell – nie – Nell mieli kłopoty. O ile w Afryce napaści na obozowiska nawet Cathala szczególnie nie dziwiły (zwłaszcza, że przynajmniej dwukrotnie były związane z Jamilem Anwarem i za pierwszym razem Cathal głęboko rozważał, czy to jego nie powinien zakopać gdzieś w piasku), to tutaj nie powinno dojść do czegoś takiego.
– Tobias! Teleportuj się do Hogsmeade i znajdź tam Nell. Już – zarządził, obracając się do jednego z dwóch mężczyzn, którzy wcześniej się tu pojawili, na nawoływania Ginewry.
– Wejdźmy do środka – powiedział, znów sięgając po klapę namiotu i wsuwając się do niego. To miejsce było najlepiej chronionym w obozie, ryzyko podsłuchania było stosunkowo niewielkie, a on nie chciał, aby całe obozowisko wiedziało o sytuacji. (Choć niestety, jakieś wyjaśnienia będzie musiał przedstawić: skoro sprowadził go tutaj asystent, plotki zapewne już zaczynały się rozchodzić.)
Na ile jesteś pewna, że to nie była Nell?
Bagshot była w końcu roztrzepana. Uparta, owszem, ale głównie wtedy, gdy coś wbiła sobie mocno do głowy: w innych sprawach zdarzało się jej zmieniać zdanie, i to całkiem nagle. Mogła powiedzieć, że idzie do Hogsmeade, a wybrać się ostatecznie do parku rozrywki. Albo wrócić, bo przypomniała sobie, że zapomniała rzucić Cathalowi w twarz jakąś obelgę.
Shafiq nie spytał jednak o to: Ginewra była pewna, inaczej nie mówiłaby tego, a na ziemi nie znajdowałaby się krew. Kwestią pozostawało, czy miała rację – i gdyby zadał pytanie wprost, pewnie tylko by się oburzyła. Poza tym chciał znać całą historię.
Po wejściu do namiotu rozejrzał się jeszcze raz, uważnie, porównując wszystko ze wspomnieniami. Ale nic się nie zmieniło, obraz pozostawał całkowicie zgodny z tym sprzed dwóch godzin. I oczywiście nigdzie nie leżał notatnik, należący do Nell, przynajmniej nie na widoku. Mimo to Cathal nie rozluźnił się. Podparł się o długi stół, służący im przy pracy i skupił spojrzenie jasnych oczu na McGongall.
– Opowiedz mi dokładnie, co się wydarzyło – powiedział, siląc się na spokój. Na cierpliwość. Chociaż nie był cierpliwy. Gdzieś w głowie pojawiła się odrobina zmartwienia o Nell Bagshot: jedną z nielicznych osób na tym świecie, które naprawdę go obchodziły. A poza tym chciał dopaść tego, kto próbował ich okraść, o ile faktycznie doszło właśnie do takiej sytuacji. Chciał działać.
Ale pracował w branży, która lata temu nauczyła go, że zebranie wstępnych informacji jest najważniejsze.