— Nie? — powtórzyła za kobietą i zaraz otrzymała sprostowanie, które zbiło ją z tropu.
Kobieta nie była magizoolożką, nie była zainteresowana latającymi końmi, ani też nie sprawdzała plotek dotyczących smoka. Było to dziwne, bo po co innego ktoś miałby się tutaj zapuszczać.
— Pismaki stworzyły coś tak ciekawego, że wymagało skrajnej samotności? — retoryczne pytanie wybrzmiało z nutką kąśliwości.
Była ona wymierzona w stronę dziennikarzy, za którymi Regina nie przepadała. Być może miało to coś wspólnego z pewnym artykułem na temat olbrzymki na ulicach Londynu ładnych pare lat temu.
Schowała różdżkę i zerknęła na gazetę, ignorując wyciągniętą po nią rękę Mac. Na pierwszej stronie, wielkimi literami, tuż pod tytułem gazety wypisano „Manifest Czarnego Pana”. Regina skrzywiła się już na samo to, jak brzmiał ów tytuł. Później było tylko gorzej.
Przebiegła wzrokiem po kolumnach teksty wyłapując smaczki pokroju „…mugolaki i mugole to istoty podrzędne, które winny służyć prawdziwym czarodziejom…”. Aż zrobiło jej się niedobrze, bo czytając to, słyszała głos swojego ojca.
Do szewskiej pasji doprowadzały ją wszelkie tematy związane z czystością krwi i tym, jak wiele wagi przywiązywano do tego, z jakiej rodziny kto pochodzi. Przecież to było bezsensowne! Zresztą żadna rodzina nie była „czysta” w całym znaczeniu tego słowa, bo zdarzały się małżeństwa z mugolami, mugolakami czy charłkami, które to tuszowano na ogromną skalę.
Regina prychnęła niczym rozdrażniony kot i zamaszystym ruchem wcisnęła nieznajomej gazetę.
— Przysięgam, świat staje na głowie, a razem z nim czarodzieje, którzy wypisują takie bzdury i w nie wierzą. Przeczytałaś te brednie i stwierdziłaś, że musisz przewietrzyć głowę?