Heather nie do końca tego żałowała, w sensie, że ich bliskich nie było wtedy z nimi. Pewnie przy bliskich czułaby większe skrępowanie spowodowane tą sytuacją, a tak naprawdę to jej zdaniem mogliby to zrobić z dala od jakichkolwiek oczu. Zabawne, Heather która od lat uwielbiała wzrok obcych skierowany w swoją stronę wolałaby przeżyć mniej pompatyczne zaręczyny. Nie, żeby jakoś specjalnie nad tym rozmyślała, bo po prostu cieszyła się, że mają to już za sobą, że Lupin się zdecydował, sposób w jaki to zrobił był mniej istotny.
Lizzy nie zareagowała jakoś specjalnie na wieść, że Ruda niebawem wyjdzie za mąż, pewnie wydawało jej się, że to jedna z jej chwilowych zachcianek, że jej minie. Oczywiście, nie komentowała tego głośno, przyjęła to do wiadomości i zaakceptowała. Przywykła do tego, że Heath lubiła podejmować spontanicznie decyzje, nie miała innego wyjścia jak po prostu się z tym pogodzić. Zresztą matka Wood nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jak wyglądało aktualnie życie jej córki, nie wiedziała, że sporo się zmieniło i Heath zaczęła patrzeć na świat zupełnie inaczej, przez to co działo się w Wielkiej Brytanii. Zmieniła swoje podejście o sto osiemdziesiąt stopni.
Kiedyś na pewno będą musieli porozmawiać o tym wszystkim w większym gronie, jednak nie był to czas na rozważanie tego wszystkiego, bo dzisiaj nie mieli się martwić przyszłością, tylko cieszyć teraźniejszością.
Wpatrywała się w Lupina niczym zaczarowana. Miał coś w tych swoich oczach, co wzbudzało jej zaufanie. Czuła, że się w nich topi, tak bardzo była pewna tego, że podjęła dobrą decyzję. Zawsze, na zawsze będą razem. Nie mogła lepiej trafić, docierało to do niej jeszcze bardziej. Ten jego nieśmiały, ciepły uśmiech, nie wyobrażała sobie swojego życia bez Camerona Lupina.
- Jak to na razie? Myślałam, że będziemy już zawsze, całe życie razem. - Powiedziała nieco nieśmiałym głosem, głupi to był żart, ale nie spodziewała się takiej odpowiedzi. - Przepraszam, nie chciałam tego zrobić, ale wiesz, że to żarcie było obrzydliwe, gdybym wiedziała, że tak cię to wkurzy, to bym to zjadła. Nie chciałam sprawić ci przykrości Camiś, wiesz, że jesteś dla mnie najważniejszy. - Och, nie powinna go niepotrzebnie denerwować, bo przecież tak bardzo chciała, żeby mu na niej zależało, nie daj Merlinie, aby kiedykolwiek spojrzał na jakąś inną dziewczynę. Już ona o to zadba, a jeśli spojrzy, to wydrapie oczy, tej dziewczynie oczywiście, czy chłopakowi.
- Myślisz, że byłabym twoją kulą u nogi? No coś ty, zrobię wszystko, wszystko, żebyś wzniósł się na wyżyny, bo jesteś dla mnie najważniejszy, nikt dla mnie tyle nie znaczy co ty. - Musiał o tym wiedzieć, że stawia go na piedestale, nikt, ani nic się dla niej bardziej nie liczyło.
- Nie dam ci powodu do zwątpienia, nigdy. - Powiedziała jeszcze do narzeczonego, musiała go przy sobie zatrzymać na zawsze, nie było innej opcji, mogła przy tym nawet zatracić siebie, ważne, żeby on był ciągle obok niej.
- Och, przepraszam, już się przesuwam, następnym razem będę uważniejsza. - Normalnie by pewnie powiedziała mu, że chyba go posrało i że przecież słońce z każdej strony świeci tak samo, ale teraz bez najmniejszego zawahania, przesunęła się do tyłu, żeby nie zasłaniać Lupinowi słońca.