07.04.2024, 18:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2024, 18:55 przez Cameron Lupin.)
Kręciło go to, jak na niego patrzyła; jakby w tej chwili istniał tylko on i poza tym, nikt inny nie zaprzątał jej głowy. Żadna praca, żadna mentorka, żadni koledzy z roboty. Był tylko on... I ona. I może w tym problem, może powinna nauczyć się robić więcej niż jedną rzecz na raz, pomyślał z przekąsem, sugerując się obcą wizją, która zrodziła się w jego głowie. Może wtedy nie wpadałaby ciągłe w jakieś kłopoty? A ona przecież zawsze musiała coś odwalić. Jak nie koszula wrzucona za komodę, to gubiła jego skarpetki przy praniu i musiał chodzić w dwóch różnych.
— Na zawsze...? To się wydaje jakoś tak okropnie długo — mruknął, jakby celowo podjudzał ją do tego, aby jeszcze bardziej zabiegała o jego uwagę.
Położył się na piasku, podpierając się lekko łokciami, chłonąc słońce. Jej tłumaczenia wlatywały jednym uchem, a wylatywały drugim. Zawsze to samo: najpierw jakiś szajs w jej wykonaniu, a potem przeprosiny, które koniec końców do niczego nie prowadziły. Zero wyciągnięcia jakichkolwiek wniosków z własnego zachowania. Zero poprawy. Zacmokał cicho z niezadowoleniem.
— Kariera w Brygadzie uderzyła ci do głowy. Ty i te twoje ego — wywrócił teatralnie oczami. — Sądzisz, że wszyscy ludzie w twoim życiu nie są w stanie poradzić bez wielkiego wsparcia od wielkiej Heather Wood? Otóż rzeczywistość dzwoni na różdżkę! Wcale tak nie jest. — Parsknął z aroganckim uśmieszkiem na ustach. — Naprawdę potrafimy coś osiągnąć na własną rękę, dziękujemy bardzo.
Odwrócił się od niej, karząc ją poniekąd brakiem bezpośredniej uwagi przez tę kilkanaście sekund.
— No ja myślę — rzucił, jakby było to dla niego coś oczywistego. Skoro zwracał jej uwagę, to przecież nie po to, żeby powtarzać się przy kolejnej podobnej okazji. Skinął głową, gdy odzyskał dostęp do światła słonecznego. — Widzisz? jak chcesz, to potrafisz. — Uśmiechnął się minimalnie, jednak jego oczy pociemniały, jakby nawet ten komplement miał jakieś drugie dno. — Grzeczna dziewczynka.
Poklepał ją z aprobatą po policzku, jednak zaraz się nachmurzył i zaczął sprawdzać swoje kieszenie. Jedna, druga, tylne... Sprawdził nawet kieszonkę na koszuli, chociaż wiedział aż nazbyt dobrze, że była zbyt mała, aby pomieścić jego zgubę. Przeklął siarczyście, nie zważając na to, że po okolicy mogli się kręcić inni goście ośrodka. W dupie ich miał. Podniósł się z piasku, aby jeszcze raz poklepać się po kieszeniach; prawie jakby robił sobie inspekcję w biurach Brygady Uderzeniowej.
— Ja pierdole — Zacisnął pięści, przypadkowo wbijając lekko paznokcie w swoją skórę. Spojrzał dziko na Heather, jakby to ona była główną podejrzaną w sprawie jego pogorszonego nagle humoru. — Nie wzięłaś moich fajek, co nie? — Nawet nie musiał czekać na jej odpowiedź. W końcu była w sukience. Codziennie latała w spodniach, a teraz wymyśliła, że panienkę z siebie zrobi. — Wiedziałem! Po prostu, kurwa, wiedziałem. Jaki ja mam mieć z ciebie pożytek, co? — Pochylił się nad nią i był to zapewne pierwszy raz w życiu Heather, gdy widziała go z tak zaciętą miną i faktycznie mogła instynktownie się od niego odsunąć. — Zawsze coś nie tak.
Pokręcił z niedowierzaniem głową, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę brzegu jeziora, mamrocząc pod nosem, coraz to gorsze komentarze pod adresem swojej narzeczonej. Narzeczonej, phi. Co to za narzeczona, skoro nawet o papierosach swojego faceta nie pamięta?
— Na zawsze...? To się wydaje jakoś tak okropnie długo — mruknął, jakby celowo podjudzał ją do tego, aby jeszcze bardziej zabiegała o jego uwagę.
Położył się na piasku, podpierając się lekko łokciami, chłonąc słońce. Jej tłumaczenia wlatywały jednym uchem, a wylatywały drugim. Zawsze to samo: najpierw jakiś szajs w jej wykonaniu, a potem przeprosiny, które koniec końców do niczego nie prowadziły. Zero wyciągnięcia jakichkolwiek wniosków z własnego zachowania. Zero poprawy. Zacmokał cicho z niezadowoleniem.
— Kariera w Brygadzie uderzyła ci do głowy. Ty i te twoje ego — wywrócił teatralnie oczami. — Sądzisz, że wszyscy ludzie w twoim życiu nie są w stanie poradzić bez wielkiego wsparcia od wielkiej Heather Wood? Otóż rzeczywistość dzwoni na różdżkę! Wcale tak nie jest. — Parsknął z aroganckim uśmieszkiem na ustach. — Naprawdę potrafimy coś osiągnąć na własną rękę, dziękujemy bardzo.
Odwrócił się od niej, karząc ją poniekąd brakiem bezpośredniej uwagi przez tę kilkanaście sekund.
— No ja myślę — rzucił, jakby było to dla niego coś oczywistego. Skoro zwracał jej uwagę, to przecież nie po to, żeby powtarzać się przy kolejnej podobnej okazji. Skinął głową, gdy odzyskał dostęp do światła słonecznego. — Widzisz? jak chcesz, to potrafisz. — Uśmiechnął się minimalnie, jednak jego oczy pociemniały, jakby nawet ten komplement miał jakieś drugie dno. — Grzeczna dziewczynka.
Poklepał ją z aprobatą po policzku, jednak zaraz się nachmurzył i zaczął sprawdzać swoje kieszenie. Jedna, druga, tylne... Sprawdził nawet kieszonkę na koszuli, chociaż wiedział aż nazbyt dobrze, że była zbyt mała, aby pomieścić jego zgubę. Przeklął siarczyście, nie zważając na to, że po okolicy mogli się kręcić inni goście ośrodka. W dupie ich miał. Podniósł się z piasku, aby jeszcze raz poklepać się po kieszeniach; prawie jakby robił sobie inspekcję w biurach Brygady Uderzeniowej.
— Ja pierdole — Zacisnął pięści, przypadkowo wbijając lekko paznokcie w swoją skórę. Spojrzał dziko na Heather, jakby to ona była główną podejrzaną w sprawie jego pogorszonego nagle humoru. — Nie wzięłaś moich fajek, co nie? — Nawet nie musiał czekać na jej odpowiedź. W końcu była w sukience. Codziennie latała w spodniach, a teraz wymyśliła, że panienkę z siebie zrobi. — Wiedziałem! Po prostu, kurwa, wiedziałem. Jaki ja mam mieć z ciebie pożytek, co? — Pochylił się nad nią i był to zapewne pierwszy raz w życiu Heather, gdy widziała go z tak zaciętą miną i faktycznie mogła instynktownie się od niego odsunąć. — Zawsze coś nie tak.
Pokręcił z niedowierzaniem głową, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę brzegu jeziora, mamrocząc pod nosem, coraz to gorsze komentarze pod adresem swojej narzeczonej. Narzeczonej, phi. Co to za narzeczona, skoro nawet o papierosach swojego faceta nie pamięta?