07.04.2024, 21:05 ✶
Tego dnia Icarus zarządził sobie wolne. Zamknął bar, zadowolony z przychodów i bez zmartwień o to, że klienci nagle postanowią się obrazić i wrócą do pajęczyn i kurzu Dziurawego Kotła. Szczególnie tyczyło się to bufonów, którzy czasem przychodzili, kładli się na leżankach i udawali, że mieli między sobą do powiedzenia coś dobrego.
Siedział na kanapie z herbatą i gazetą i czytał artykuł o burzliwym związku jednej znanej czarownicy i jej (już byłego) męża, gdy nagle siedzący wcześniej w fotelu Basilius zerwał się wraz z szczekaniem Cerbera. Icarus uznał, że to jakiś listonosz, więc jedynie podniósł wzrok znad gazety, przekonany, że jego brat poradzi sobie z tą sytuacją. Dopiero po chwili usłyszał wołanie dobiegające sprzed domu. I zdecydowanie nie było ono wołaniem typu „chodź podpisać kwitek z poczty”.
Icarus wstał i ruszył czym prędzej do drzwi. Ku swemu zdziwieniu ujrzał znajomego abraksana, Michaela z wpół przytomnym Laurentem na grzbiecie. Icarus natychmiast podbiegł do nich i pomógł Basiliusowi ściągnąć kuzyna z magicznego konia. Powstrzymał mdłości przy paskudnym zapachu i zarzucił ramię Laurenta na swoją szyję.
– Na Merlina... Co się stało? – spytał, starając się nie spoglądać na rozszarpaną nogę kuzyna. Na chodniku zgromadziło się sporo krwi.
Icarus wiedział, że Laurent miał w zwyczaju pakować się w kłopoty, bywał przecież u Basila wiele razy. Ale ten stan był... opłakany. Możliwe, że trzeba będzie tu ratować życie, a nie tylko nogę. A Icarus niespecjalnie znał się na medycynie.
Siedział na kanapie z herbatą i gazetą i czytał artykuł o burzliwym związku jednej znanej czarownicy i jej (już byłego) męża, gdy nagle siedzący wcześniej w fotelu Basilius zerwał się wraz z szczekaniem Cerbera. Icarus uznał, że to jakiś listonosz, więc jedynie podniósł wzrok znad gazety, przekonany, że jego brat poradzi sobie z tą sytuacją. Dopiero po chwili usłyszał wołanie dobiegające sprzed domu. I zdecydowanie nie było ono wołaniem typu „chodź podpisać kwitek z poczty”.
Icarus wstał i ruszył czym prędzej do drzwi. Ku swemu zdziwieniu ujrzał znajomego abraksana, Michaela z wpół przytomnym Laurentem na grzbiecie. Icarus natychmiast podbiegł do nich i pomógł Basiliusowi ściągnąć kuzyna z magicznego konia. Powstrzymał mdłości przy paskudnym zapachu i zarzucił ramię Laurenta na swoją szyję.
– Na Merlina... Co się stało? – spytał, starając się nie spoglądać na rozszarpaną nogę kuzyna. Na chodniku zgromadziło się sporo krwi.
Icarus wiedział, że Laurent miał w zwyczaju pakować się w kłopoty, bywał przecież u Basila wiele razy. Ale ten stan był... opłakany. Możliwe, że trzeba będzie tu ratować życie, a nie tylko nogę. A Icarus niespecjalnie znał się na medycynie.