Ludzkie uczucia to nie było nic prostego, nic, co dało się łatwo złapać w jakieś proste ramy. Co takiego działo się, że się te uczucia zmieniały? Że miłość i przyjaźń przemijały, zmieniały się w coś paskudnego? Może faktycznie Cain dostrzegł to zbyt wiele razy, może nawet to przeżył więcej niż raz… a nawet ten raz to było o raz za dużo. Victoria tego nie wiedziała. Raczej nie pozwalała tej znajomości wyrwać się poza pracę; miała swoich przyjaciół, swoje bliskie osoby, Cain na pewni też je miał. On nie wciskał się w jej pomatwane życie prywatne, tym bardziej rozjebane od czasu Beltane, a ona nie wciskała się w jego – i mogli tak sobie trwać i pracować w spokoju… to nie tak, że się nie interesowała, co u niego się dzieje, przecież rozmawiali ze sobą w biurze, czy poza nim, ale byli tylko tym: współpracownikami; partnerami w pracy. Nic więcej. A teraz Victoria miała poczucie, że to był błąd. Że powinna go mieć w swoim życiu jak najbliżej się da. I och jak dobrze, że tym razem był tutaj z nią.
Gdzieś w umyśle zakołatała jej myśl, złapana na podstawie tych raportów czytanych na szybko, że ludzie uważają, że to miejsce jest dziwne, bo rozbija związki i przyjaźnie, a czasami wręcz zacieśnia inne relacje – może to było to? Krótki moment realizacji na temat tego, kto w życiu jest ważny? Ale co z innymi osobami, które w jej życiu istniały? Do tej pory przecież byli dla niej najważniejsi, a jej serce… Jej serce i uczucia to nie była gąbka, którą można było wycisnąć i napełnić zupełnie nagle czymś zupełnie innym, zresztą nadal tam były, przyćmione teraz tym nagłym wrażeniem, uczuciem, tą obsesją, która jej mówiła, że Bletchley jest osobą, której mogłaby zawierzyć swoim życiem… swoim wszystkim. Nawet pomimo tego, że tak mało o nim wiedziała.
Zdecydowanie powinni sprawdzić, co się stało… pójść go poszukać. I tych rzekomych truposzy też, była przecież odpowiedzialną osobą, która nie tak łatwo poddawała się emocją, a na pewno nie chłonęła ich z innych ludzi, a jednak teraz jakby coś ją uderzyło w głowę i straciła rozum i nawet nie protestowała, gdy Cain pociągnął ją i poczuła za plecami niezbyt przyjemne deski budynku. A następnie dotyk ciepłych ust na swoich. Nie była taka, na pewno nie, by ot tak się temu poddawać, tym bardziej że obecnie nikogo nie szukała i nie była otwarta na romanse, ktoś jednak mocno zaprzątał jej myśli i serce, a jednak… to było miłe. I to był on, osoba, którą chciała mieć obok siebie. Więc oddała ten pocałunek, może trochę niepewnie, a jej zimne dłonie zabłądziły najpierw na jego przedramiona, a ostatecznie na kark. Miała takie poczucie, że nie powinna i jednocześnie, że przecież nie dzieje się nic złego, a z trzeciej strony, że… są przecież w pracy i to takie… cholernie nieprofesjonalne, ale był tutaj z nią, więc wszystko będzie dobrze. Poczuła dreszcz, i nie było to związane z zimnem, do tego się przyzwyczaiła już dawno temu i wręcz warknęła w usta Caina, nim odrobinę przesunęła głowę; najpierw ugryzła go delikatnie w płatek ucha, a chwilę potem westchnęła i bardzo cicho wyszeptała:
– Chyba powinniśmy go poszukać. Co jak jeszcze coś sobie zrobi…