08.04.2024, 00:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.04.2024, 00:59 przez Basilius Prewett.)
W takim razie niestety rzeczywiście była we właściwym miejscu. Niestety.
Wysłuchał jej, jakimś cudem zachowując kamienna twarz, a jednocześnie w myślach skreślił Little Hangleton jako potencjalne miejsce na wypoczynek.
Brenna mogła zauważyć, jak medyk ewidentnie się ożywia na słowa zaatakował swoją sąsiadkę, a potem nieco traci zainteresowanie, gdy okazało się, że cały spór był spowodowany jakimiś jabłonkami. Westchnął cicho. Ta sprawa miała w sobie cztery rzeczy, za którymi nie przepadał. Olbrzymie paskudne robaki, irytujących sąsiedów, brak znajomości podstawowych zasad pierwszej pomocy i Brennę w jego gabinecie. A może nie chodziło konkretnie o Brennę. Może po prostu nie przepadał za obecnością Brygadzistów tym miejscu. Albo Longbottomów.
I czemu on dostał robaka, a ktoś poparzoną staruszkę? Kto w ogóle zajmował się poparzoną staruszką? Pewnie Thomas Schatz. Thomasowi Schatzowi jakimś cudem udało się wyrobić sobie opinie magimedyka, który świetnie zajmuje się poparzeniami, co było bujdą, bo nawet dziecko potrafiłoby się zająć jego przypadkami. Poza tym Basilius miał teorię, że Thomas Schatz lubił poparzenia, bo sam był piromanem. Na Matkę, jak on nie lubił Thomasa Shatza.
Nie że to było teraz ważne. Teraz miał człowieka do odrobaczenia.
– Czy pani Collins jest gdzieś tutaj? Albo powiedziała ci chociaż jakich zaklęć użyła? Cokolwiek? – Rozumiał, że transmutacja nie była mocną stroną każdego. Ale czemu w takim razie pani Collins nie mogła po prostu poczekać do przyjazdu profesjonalistów, zamiast działać na własną rękę?
Zaśmiał się cicho na jej propozycje imienia.
– Albo Gregor Samsa – rzucił rozbawiony, ujawniając tym samym, że Krukon z dużą ilością dziwnej wiedzy na zawsze pozostanie Krukonem z dużą ilością dziwnej wiedzy, a jego głowa od razu podrzuciła mu nawiązanie do opowiadania pewnego mugolskiego pisarza. Nie ważne, czy Brenna załapie. Jego bawiło. W przeciwieństwie do robaka, który nagle zaczął szaleńczo machać swoimi odnóżkami, co sprawiło, że zaskoczony Basilius nieco odsunął się od niego.
Wysłuchał jej, jakimś cudem zachowując kamienna twarz, a jednocześnie w myślach skreślił Little Hangleton jako potencjalne miejsce na wypoczynek.
Brenna mogła zauważyć, jak medyk ewidentnie się ożywia na słowa zaatakował swoją sąsiadkę, a potem nieco traci zainteresowanie, gdy okazało się, że cały spór był spowodowany jakimiś jabłonkami. Westchnął cicho. Ta sprawa miała w sobie cztery rzeczy, za którymi nie przepadał. Olbrzymie paskudne robaki, irytujących sąsiedów, brak znajomości podstawowych zasad pierwszej pomocy i Brennę w jego gabinecie. A może nie chodziło konkretnie o Brennę. Może po prostu nie przepadał za obecnością Brygadzistów tym miejscu. Albo Longbottomów.
I czemu on dostał robaka, a ktoś poparzoną staruszkę? Kto w ogóle zajmował się poparzoną staruszką? Pewnie Thomas Schatz. Thomasowi Schatzowi jakimś cudem udało się wyrobić sobie opinie magimedyka, który świetnie zajmuje się poparzeniami, co było bujdą, bo nawet dziecko potrafiłoby się zająć jego przypadkami. Poza tym Basilius miał teorię, że Thomas Schatz lubił poparzenia, bo sam był piromanem. Na Matkę, jak on nie lubił Thomasa Shatza.
Nie że to było teraz ważne. Teraz miał człowieka do odrobaczenia.
– Czy pani Collins jest gdzieś tutaj? Albo powiedziała ci chociaż jakich zaklęć użyła? Cokolwiek? – Rozumiał, że transmutacja nie była mocną stroną każdego. Ale czemu w takim razie pani Collins nie mogła po prostu poczekać do przyjazdu profesjonalistów, zamiast działać na własną rękę?
Zaśmiał się cicho na jej propozycje imienia.
– Albo Gregor Samsa – rzucił rozbawiony, ujawniając tym samym, że Krukon z dużą ilością dziwnej wiedzy na zawsze pozostanie Krukonem z dużą ilością dziwnej wiedzy, a jego głowa od razu podrzuciła mu nawiązanie do opowiadania pewnego mugolskiego pisarza. Nie ważne, czy Brenna załapie. Jego bawiło. W przeciwieństwie do robaka, który nagle zaczął szaleńczo machać swoimi odnóżkami, co sprawiło, że zaskoczony Basilius nieco odsunął się od niego.