08.04.2024, 00:59 ✶
Laurent był istotą doskonałą. Zrodzoną ze światła, utkaną z babiego lata, odzianą w szaty porannych mgieł. Tak efemeryczny, tak oniryczny, że niemalże przezroczysty - marzenie senne, gwieździsty firmament, ciało niebieskie wlane do formy ludzkiego. Oczywiście, że był dla Perseusa nieosiągalny; szybujący pośród obłoków Anioł nie powinien zwracać uwagi na pokrakę pełzającą pośród skał. Pozostać miał ukrytym pragnieniem, fantazją ukrytą za woalem tęsknych spojrzeń z drugiego końca bankietowej sali.
Ból był sojusznikiem. Ból informował go, kiedy powinien odpuścić, złożyć broń, poddać się. Perseus jednak nauczył się nie tylko tolerować ból, lecz także go lubić; odnajdywać przyjemność we własnej niemożności. Kiedy jesteś na coś skazany, możesz to znienawidzić lub nauczyć się kochać. A on krztusił się nienawiścią.
Chciał go wielbić. Czcić. Upaść przed nim na kolana i szeptać słowa swego oddania; rozgorączkowanie i niecierpliwie składając pocałunki na bladej skórze rozpinającej się na miednicy. Pragnął go - nie tylko swoim ciałem, lecz i całą duszą - chciał należeć do niego i mieć go na własność. Z drugiej strony, uważał swe uczucia za profanację, coś straszliwego i obmierzłego; Laurent był zbyt czysty, by splamić go lepką czernią swojego smolistego sumienia.
Dlaczego tak na mnie patrzysz, najdroższy? Czyżbym wyrządził ci jakąś krzywdę? Powiedz mi, a wszystko naprawię. Powiedz mi, a będę się kajał. Nie każ mnie tym spojrzeniem, nie zbywaj milczeniem; serce mi pęka na pół.
— Och, kobieta, na której wezwanie tu przybyłem, również zostawiła notatkę, że dzieje się tutaj coś dziwnego — odparł pośpiesznie, oglądając się po raz ostatni zerkając w stronę domku letniskowego — Jej syn... On poczuł się gorzej. Chciałem mu pomóc, ale wyjechali zanim zdążyłem tu dotrzeć. Myślisz, że te dwie sprawy mogą mieć ze sobą coś wspólnego?
Ujął jego dłoń z pewną dozą wahania, jakby nie dowierzał, że on - Perseus Black, żałosna pokraka - może dotykać kogoś tak niemalże boskiego jak Laurent Prewett. Zachłanność jednak zwyciężyła (ona zawsze zwyciężała), zatem ostatecznie ujął jego ramię i pozwolił mu być swoim wsparciem, choć sposób, w jaki przygryzał wargę i zaciskał dłoń na lasce świadczył o tym, że wyobrażał sobie odwrotny scenariusz.
Krok zwolnił, jednak serce przyśpieszyło.
— Kocham czarną lukrecję — odpowiedział zduszonym, jakby obcym głosem. Eros i Afrodyta okrutnie z nim pogrywali, stawiając na jego drodze tego człowieka...
walentynkowy prompt
Ból był sojusznikiem. Ból informował go, kiedy powinien odpuścić, złożyć broń, poddać się. Perseus jednak nauczył się nie tylko tolerować ból, lecz także go lubić; odnajdywać przyjemność we własnej niemożności. Kiedy jesteś na coś skazany, możesz to znienawidzić lub nauczyć się kochać. A on krztusił się nienawiścią.
Chciał go wielbić. Czcić. Upaść przed nim na kolana i szeptać słowa swego oddania; rozgorączkowanie i niecierpliwie składając pocałunki na bladej skórze rozpinającej się na miednicy. Pragnął go - nie tylko swoim ciałem, lecz i całą duszą - chciał należeć do niego i mieć go na własność. Z drugiej strony, uważał swe uczucia za profanację, coś straszliwego i obmierzłego; Laurent był zbyt czysty, by splamić go lepką czernią swojego smolistego sumienia.
Dlaczego tak na mnie patrzysz, najdroższy? Czyżbym wyrządził ci jakąś krzywdę? Powiedz mi, a wszystko naprawię. Powiedz mi, a będę się kajał. Nie każ mnie tym spojrzeniem, nie zbywaj milczeniem; serce mi pęka na pół.
— Och, kobieta, na której wezwanie tu przybyłem, również zostawiła notatkę, że dzieje się tutaj coś dziwnego — odparł pośpiesznie, oglądając się po raz ostatni zerkając w stronę domku letniskowego — Jej syn... On poczuł się gorzej. Chciałem mu pomóc, ale wyjechali zanim zdążyłem tu dotrzeć. Myślisz, że te dwie sprawy mogą mieć ze sobą coś wspólnego?
Ujął jego dłoń z pewną dozą wahania, jakby nie dowierzał, że on - Perseus Black, żałosna pokraka - może dotykać kogoś tak niemalże boskiego jak Laurent Prewett. Zachłanność jednak zwyciężyła (ona zawsze zwyciężała), zatem ostatecznie ujął jego ramię i pozwolił mu być swoim wsparciem, choć sposób, w jaki przygryzał wargę i zaciskał dłoń na lasce świadczył o tym, że wyobrażał sobie odwrotny scenariusz.
Krok zwolnił, jednak serce przyśpieszyło.
— Kocham czarną lukrecję — odpowiedział zduszonym, jakby obcym głosem. Eros i Afrodyta okrutnie z nim pogrywali, stawiając na jego drodze tego człowieka...
walentynkowy prompt
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory