„Dokładnie tak, bardzo dobrze!” zdawała się mówić twarz młodego medyka, gdy panna Slughorn powtórzyła jego wymówkę. To było bardzo dobre wytłumaczenie. To pewnie w tym całym Hogwarcie coś im źle przekazali, a potem nikt ich nie poprawił, sądząc, że i tak to nie zrobi im dużej różnicy. Bo kto inny wyłapie tę nieścisłość w pisowni i to będzie ich problem. W dziewięćdziesięciu procentach przypadków do takiego scenariusza raczej nie dochodziło, ale w tym przypadku mieli do czynienia z Florence, więc każde odstępstwo od normy musiało zostać wyniesione na odpowiedni poziom. Jak zawsze.
— Eee? — Wbił w Fernah pozbawiony zrozumienia wzrok.
Czemu tak mówiła? Przecież zupełnie nie to miał na myśli. Zrobili tylko pięć błędów, więc w ogólnym rozrachunku wypadali całkiem nieźle. Fakt może i powinni porównywać się do osób z lepszym wynikiem, ale na pewno nie poprawiało to samooceny tak mocno, jak porównanie swoich sukcesów ze stażystami, którym poszło nieco gorzej. Poza tym nie trzeba było od razu obiecywać, że zapamiętają wszystkie poprawki!
Takie rzeczy przychodzą z czasem i... Oh. OH. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do Camerona, że jego rówieśniczka tym małym pokazem posłuszeństwa chciała po prostu udobruchać Florence. Uff, dobrze, że się zorientował, bo jeszcze pogorszyłby sprawę. Miało się jednak to wyczucie. Widać było, że główka pracuje i było w niej coś więcej niż tylko głuche echo obijających się o ściany umysłu ostatnich szarych komórek.
— O-o tak! Tak! Dokładnie, jest tak, jak mówi Fernie. Ta wiedza zostanie z nami, aż wylądujemy w grobie — potwierdził ochoczo, kiwając gwałtownie głową. Na pewno wypadł wiarygodnie. Uśmiechnął się lekko, odgarniając włosy z czoła.
Udawany entuzjazm szybko jednak opadł, gdy okazało się, że grupa miała już zaplanowana kolejny test. Cameron wbił zbolały wzrok w blat swojego biurka. No i właśnie zostały pokrzyżowane jego plany na najbliższe wolne dni. Zamiast spędzać go w doborowym towarzystwie, będzie poprawiał notatki, żeby wbić do głowy poprawne zapisy składników i mikstur. Rozrywka stulecia, pomyślał z przekąsem.
Z ulgą przyjął informację, że skończył się etap sprawdzania, czy przypadkiem nie oszukiwali i przeszli do właściwego wykładu. Chociaż chwila oddechu. Lupin sięgnął do swojej torby i wyszarpał z niej swoje notatki z poprzednich spotkań. Lepiej było mieć wszystko w jednym miejscu, mniejsza szansa, że coś zgubi. Zerkając raz na tablicę, raz na Florence, starał się zapisywać własnymi słowami wszelkie obserwacje i uwagi.
— To co? Kremowe piwo? — spytał po dwóch godzinach, gdy udało im się umknąć z sali. — Chyba zasłużyliśmy, co nie?