Faktem było to, że Cameron musiał się dzielić z Heather z różnymi osobami, a raczej to ona musiała być bardzo elastyczna, aby odnajdywać się w tej sporej ilości obowiązków. Traciły na tym różne strony, w zależności od tego, w co akurat angażowała się bardziej, bo nie dało się tego dzielić po równo. Tym razem ważny był tylko Lupin, jego zdanie, bo przecież był taki wspaniały, dlaczego dopiero teraz to zauważyła? To nie tak, że wcześniej nie znaczył dla niej wiele, bo przecież go kochała, bardzo mocno, ale umiała znaleźć w tym równowagę, teraz jednak ona zniknęła, stała się zaślepiona, wręcz obsesyjnie. Zależało jej na tym, aby Cameron ją docenił, żeby zdawał sobie sprawę z tego, że jest da niej wszystkim. Gdzieś zgubiła w tym siebie.
- Okropnie długo? - Głos jej zadrżał, bo przecież jeszcze kilka dni temu wspominał o tym, że ją kocha, że wiele dla niego znaczy, poprosił ją o rękę, czy już mu się zdążyła znudzić? Jak to możliwe, że tak szybko? Czy nie będą jednak żyli długo i szczęśliwie? Przecież śniła o ich ślubie, czyżby faktycznie miało pozostać to tylko marzeniem sennym. Odruchowo potarła ten prowizoryczny pierścionek zaręczynowy, który od niego dostała, jakby chciała sprawdzić, czy faktycznie nadal ma go na palcu.
Kolejne słowa, które wypowiadał przynosiły coraz większą rozpacz. Dlaczego był dla niej taki niemiły? Czy faktycznie dzisiaj znowu przegięła? Nie wydawało jej się, że zrobiła coś, co mogło go rozjuszyć, on nigdy się tak nie zachowywał, ale może małe ziarnko piasku wystarczyło, żeby obudzić w nim gniew, może trzymał go w sobie, a ona zupełnie nieświadomie spowodowała tę lawinę. Było jej przykro, że tak na nią reagował, bo naprawdę robiła wszystko, aby go uszczęśliwić, bo jej na nim zależało, bardzo mocno.
- Może faktycznie mojego ego jest zbyt wielkie. - Nigdy w życiu podobne słowa nie padły z jej ust, teraz jednak czuła, że Cameron ma rację. Musiała się zmienić, żeby nie patrzył na nią w ten sposób. Musiał wiedzieć, że jej na nim zależy, jedyną opcją, która wydawała się jej słuszna w tej chwili było dostosowanie się do jego oczekiwań. - To prawda, wiele osiągnąłeś, beze mnie, jestem dla ciebie raczej ciężarem. - Bardzo ciężko jej się było do tego przyznać, ale wiedziała, że tak jest.
- To już się więcej nie powtórzy. - Dodała jeszcze i gwałtownie się wyprostowała, sprawdziła, czy przypadkiem znowu mu nie przeszkadza, bo nie chciała w żaden sposób go zdenerwować, zależało jej na tym, żeby był szczęśliwy. Zasługiwał na wszystko, co najlepsze, wreszcie to do niej dotarło, nareszcie to zrozumiała i zamierzała zadbać o to, żeby rzeczywiście tak było.
Dostała nagrodę, dotknął jej. Oczy zaświeciły jej się momentalnie, bo właśnie tego potrzebowała, docenienia jej prób. Nareszcie zauważył, że naprawdę się stara. Trwało to jednak krótko, bo po chwili znowu pojawiło się zmieszanie. Widziała, że Cameron czegoś szukał, najwyraźniej nie mógł tego znaleźć. Temu chyba też była winna...
- Nn-ie wzięłam. - Zająknęła się, a nigdy się jej to nie zdarzało. Czuła się bardzo niepewnie, nie miała pojęcia, czego powinna się po nim spodziewać, bo Lupin zdecydowanie nie był sobą. Zbliżył się do niej gwałtownie, w jego oczach było coś dziwnego, odsunęła się więc do tyłu, wystraszona, znowu go zawiodła. Dlaczego była taka beznadziejna? - Mogę ci je przynieść. - Dodała od siebie, ale chłopak ruszył w kierunku jeziora, nie miała pojęcia, czy powinna pójść za nim, znaczy bardzo, ale bardzo chciała być blisko niego, ale nie była pewna, czego on oczekiwał, a to jego szczęście było dla niej najważniejsze.
Nie mogła jednak tkwić na tej plaży, go on sam ruszył w stronę brzegu, podniosła się z ziemi i poszła za nim, mając nadzieję, że jej wybaczy te wszystkie niepowodzenia. Szła cicho, a kiedy znalazła się odpowiednio blisko niego spróbowała go złapać za rękę. - Wynagrodzę ci to wszystko Cameron. - Wyszeptała cicho, widać było po niej, że jest bardzo skruszona.