08.04.2024, 12:17 ✶
Zdziwiłby się, gdyby Laurent widział go wcześniej. Bo to był przecież schyłek jego żałosnej kariery bandyty, ostatnia dawka szczęścia, relacja, w której czuł się faktycznie chciany, później równia pochyła do zniknięcia, a po tym zniknięciu nie widział go już nikt. Może ktoś mu to powiedział. Albo zrobili mu zdjęcie z ukrycia. Wpisali to do kartoteki w Ministerstwie. Kurwa. Ciekawe czy mieli na jakiejś zakurzonej półce spis bazgrołów, jakie uwiecznił na swoim ciele - urzędniczka wpisująca to na maszynie musiała być czerwona jak burak, bo jego tatuaże nie były zbiorem przemyślanych rzeczy - to były tak dziwne i emocjonalne zrywy, na jakie było stać tylko jego. Cześć, znamy się kilka miesięcy, ale zobacz jakie skrzydła pierdolnąłem sobie na plecach. Gdyby nie to, że faktycznie miał je na plecach do dzisiaj, nikt by mu nie uwierzył w tę historię. No ale czemu wszyscy się na niego tak dziwnie patrzyli? Byli bratnimi duszami, okej? Chłopak był cholernie wysoki i przystojny i może przemilczeli większość swojej biografii, ale jednocześnie to z nim mógł pozwolić sobie na więcej niż z innymi.
...no co? Nigdy nie mówił, że potrzebował wiele, aby uznać kogoś za swoją bratnią duszę.
- Zawsze uważałem, że ludzie kończą ze mną w łóżku, bo choćby świat popierdoliło już do reszty, to co tworzy się ze mną, zawsze jest prawdziwe i mogą być sobą - nawet jeżeli ich oczekiwania zahaczały o najciemniejsze potrzeby serca, to co niby to zmieniało, Crow miał wypisane na twarzy, że robił o wiele gorsze rzeczy - a potem pojawiasz się ty i okazuje się, że zaciągnąłeś mnie tutaj, bo przyśniła ci się jakaś alternatywna wersja mojego życia, w której jestem przystojniejszy. - Niby mówił śmiertelnie poważnym tonem, ale teraz już żartował. Niestety jako osoba nie do końca tak charyzmatyczna jak by chciał, ostatecznie i tak parsknął. - Kurwa. - To było tak absurdalne. - Może jesteś Widzącym. Albo po prostu straszny z ciebie zbok. Did I look like a fucking twink*? - I tak widział go w lepszym stanie niż przez ostatnie lata na ścieżkach. - A jak proponowałem ci miasto, to i tak powiedziałeś nie. Cóż, to jedno odróżnia cię od tej zdziry. - Proponował mu też seks pod prysznicem, ale spotkał się z odmową. Dopiero po tej myśli dotarło do niego, jak bardzo Prewett musiał chcieć odepchnąć od siebie zdania czyniące ten sen czymś rzeczywistym. Ale to był tylko sen, prawda?
Sen, po którym człowiek, po którym spodziewałby się raczej nienawiści do swojej osoby, rozchylał wargi pod naciskiem jego palców. I przyciskał się do niego w taki sposób, jak Flynn to lubił. Bo lubił te momenty, tę bliskość zaraz po. Prawdziwie odrzucającym byłoby dla niego, gdyby miał teraz zjeść to śniadanie i stąd wyjść.
- Aż tak dobrze cię odczytałem? - Ton jego głosu znów zmienił się na flirciarski, ale znów wybrzmiewało w nim głównie podniecenie. I nie ukrywał się z tym wcale - przesunął go lekko, chwycił jego nogę pod kolanem i naciągnął ją na siebie, żeby naciskała go w strategicznym miejscu. Ostatecznie prawdziwym zbokiem tej sceny był on - i grał w otwarte karty z tym, jaka część ciała Laurenta doprowadziła go do takiego stanu. - Może to też jest sen, Laurent. - Trzymając go za podbródek, niejako zmusił go do patrzenia na siebie. - Ale skoro śnisz o naszych lepszych wersjach, to byłby pewnie ten moment, kiedy mówię mówi ci nieeee, słoneczko, nie myśl tak, jesteś czymś więcej niż rzeczą do zdobycia, do której ślinią się wszyscy wokół. - Pocałował go w kącik ust, w policzek. - Dante był takim skończonym chujem, ale to przeszłość, zostaw to za sobą skarbie. Jesteś pieprzoną legendą i na pewno znajdziesz kogoś, kogo pokochasz. I na pewno nie znudzi ci się po miesiącu. - Tylko wszystkie te słowa brzmiały w jego ustach obco. - Więc może to bardziej koszmar, bo - bo w ogóle to ze mną zrobiłeś, może obie te sceny były jakimś koszmarem - to wciąż jestem ja - ten gorszy ja, nawet w swojej opinii - i gwarantuję ci, że to uczucie pustki nigdy nie mija, ale - nie kłamał, mówiąc o swoich fantazjach - to co robisz, robisz zajebiście dobrze. - Więc pocałował go. Długo i przeciągle, zachęcając te wargi do rozchylenia się jeszcze raz. Przyjąłby tutaj dużo dobrych zakończeń. Jego oddającego mu się jeszcze raz. Tę nogę wciskającą się w niego z całej siły, wymierzającą mu jakąś karę za wszystko, co zrobił i powiedział. Więcej słów, chociaż powiedział już dzisiaj tyle, że najchętniej milczałby do końca dnia. Tym, czego absolutnie nie chciał, było niewywołanie w nim żadnej reakcji.
Odkryj wiadomość pozafabularną
...no co? Nigdy nie mówił, że potrzebował wiele, aby uznać kogoś za swoją bratnią duszę.
- Zawsze uważałem, że ludzie kończą ze mną w łóżku, bo choćby świat popierdoliło już do reszty, to co tworzy się ze mną, zawsze jest prawdziwe i mogą być sobą - nawet jeżeli ich oczekiwania zahaczały o najciemniejsze potrzeby serca, to co niby to zmieniało, Crow miał wypisane na twarzy, że robił o wiele gorsze rzeczy - a potem pojawiasz się ty i okazuje się, że zaciągnąłeś mnie tutaj, bo przyśniła ci się jakaś alternatywna wersja mojego życia, w której jestem przystojniejszy. - Niby mówił śmiertelnie poważnym tonem, ale teraz już żartował. Niestety jako osoba nie do końca tak charyzmatyczna jak by chciał, ostatecznie i tak parsknął. - Kurwa. - To było tak absurdalne. - Może jesteś Widzącym. Albo po prostu straszny z ciebie zbok. Did I look like a fucking twink*? - I tak widział go w lepszym stanie niż przez ostatnie lata na ścieżkach. - A jak proponowałem ci miasto, to i tak powiedziałeś nie. Cóż, to jedno odróżnia cię od tej zdziry. - Proponował mu też seks pod prysznicem, ale spotkał się z odmową. Dopiero po tej myśli dotarło do niego, jak bardzo Prewett musiał chcieć odepchnąć od siebie zdania czyniące ten sen czymś rzeczywistym. Ale to był tylko sen, prawda?
Sen, po którym człowiek, po którym spodziewałby się raczej nienawiści do swojej osoby, rozchylał wargi pod naciskiem jego palców. I przyciskał się do niego w taki sposób, jak Flynn to lubił. Bo lubił te momenty, tę bliskość zaraz po. Prawdziwie odrzucającym byłoby dla niego, gdyby miał teraz zjeść to śniadanie i stąd wyjść.
- Aż tak dobrze cię odczytałem? - Ton jego głosu znów zmienił się na flirciarski, ale znów wybrzmiewało w nim głównie podniecenie. I nie ukrywał się z tym wcale - przesunął go lekko, chwycił jego nogę pod kolanem i naciągnął ją na siebie, żeby naciskała go w strategicznym miejscu. Ostatecznie prawdziwym zbokiem tej sceny był on - i grał w otwarte karty z tym, jaka część ciała Laurenta doprowadziła go do takiego stanu. - Może to też jest sen, Laurent. - Trzymając go za podbródek, niejako zmusił go do patrzenia na siebie. - Ale skoro śnisz o naszych lepszych wersjach, to byłby pewnie ten moment, kiedy mówię mówi ci nieeee, słoneczko, nie myśl tak, jesteś czymś więcej niż rzeczą do zdobycia, do której ślinią się wszyscy wokół. - Pocałował go w kącik ust, w policzek. - Dante był takim skończonym chujem, ale to przeszłość, zostaw to za sobą skarbie. Jesteś pieprzoną legendą i na pewno znajdziesz kogoś, kogo pokochasz. I na pewno nie znudzi ci się po miesiącu. - Tylko wszystkie te słowa brzmiały w jego ustach obco. - Więc może to bardziej koszmar, bo - bo w ogóle to ze mną zrobiłeś, może obie te sceny były jakimś koszmarem - to wciąż jestem ja - ten gorszy ja, nawet w swojej opinii - i gwarantuję ci, że to uczucie pustki nigdy nie mija, ale - nie kłamał, mówiąc o swoich fantazjach - to co robisz, robisz zajebiście dobrze. - Więc pocałował go. Długo i przeciągle, zachęcając te wargi do rozchylenia się jeszcze raz. Przyjąłby tutaj dużo dobrych zakończeń. Jego oddającego mu się jeszcze raz. Tę nogę wciskającą się w niego z całej siły, wymierzającą mu jakąś karę za wszystko, co zrobił i powiedział. Więcej słów, chociaż powiedział już dzisiaj tyle, że najchętniej milczałby do końca dnia. Tym, czego absolutnie nie chciał, było niewywołanie w nim żadnej reakcji.
* - Głowiłam się nad tym, ale nie mam pojęcia jak to przetłumaczyć, więc zostawiam to tak jak w jakimś fanfiku lat 2010, bo post poza tym skończyłam sto lat temu i uznałam, że wyjebane. Czekam na pozew Rado Języka Polskiego. 

Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.