08.04.2024, 14:36 ✶
Cathal posłał po Nell z kilku powodów. Najważniejsze były jednak dwa z nich. Po pierwsze, chciał upewnić się, że Ginny się nie myliła i nie miała do czynienia z Bagshot: że kobieta nie tkwi teraz gdzieś w pobliżu obozowisku, ranna po rozszczepieniu. Po drugie... jeżeli ktoś się pod nią podszył, być może prawdziwa Nell właśnie znalazła się w kłopotach.
- Tak naprawdę to nawet nie była kłótnia - mruknął Shafiq, targając palcami jasne włosy, i tak już rozczochrane przez wiatr. Bardziej określiłby to jako to, że Nell była Nell, a on był po prostu sobą. Niekiedy mieli po prostu siebie nawzajem dość i musieli pójść na moment w dwie strony, inaczej ona krzyczała o jakieś bzdury, a on coraz bardziej tracił cierpliwość i stawał się coraz bardziej nieprzyjemny. Nie kontynuował jednak tematu, bo w tej chwili było to absolutnie nieistotne: liczyła się tylko opowieść McGonagall, a wyraz twarzy Cathala pochmurniał z każdym kolejnym, wypowiedzianym zdaniem.
Nell Bagshot mogła nazwać Ginny Ginewrą, nagła zmiana planów względem Hogsmeade nie byłaby aż tak zaskakująca, i na upartego w swoim roztrzepaniu mogłaby być może zignorować kota, ale rzadko bywała przestraszona. Nawet uwięziona w pułapce w egipskim grobowcu wierzyła po prostu, że oni (znaczy się Cathal) znajdą sposób na to, aby się z niej wydostać i czytała gazetę. Gdy zaś strach już ją dopadał, reagowała gwałtownie, a nie wycofaniem. Poza tym po prostu nie powinna mieć dość czasu, aby się przebrać, przynajmniej tak wynikało ze słów Ginny. Wszystko razem prowadziło do jednego wniosku.
- Cholera jasna - podsumował Cathal, odruchowo sięgając do kieszeni po paczkę papierosów i zaraz cofając rękę, bo przecież nie planował palić w tym namiocie. – Jeżeli to eliksir wielosokowy, ktoś musiał ukraść jej włosy. Jeśli metamorfomagia… po prostu odrobili pracę domową. Na pewno odrobili pracę domową, skoro znał twoje imię. Szła prosto do tego namiotu?
To było istotne: imiona członków ekipy „Nell” mogła łatwo zdobyć, sprawdzając dokumenty czy podpytując tu i ówdzie. Zdobycie zdjęcia Bagshotówny nie było może banalnie proste, ale nie powinno też być niemożliwe. Ale już by wiedzieć, w którym namiocie trzymają najistotniejsze rzeczy, trzeba było albo obserwować obóz, albo wypytać bezpośrednio członka ekipy. Podobnie w przypadku włosów – ktoś albo zbliżył się do Nell, albo zdobyłby je od kogoś, kto mógł to zrobić.
Ktoś, kto był na tyle blisko, by wiedzieć, że Nell była jedną z niewielu osób, które mogły do tego namiotu wejść swobodnie, nie ściągając uwagi.
Ktoś, kto jednak nie wiedział, że Ginny zamienia się w kota – i nie widział jej nigdy w animagicznej formie.
– To nie członek ekipy, a przynajmniej nie członek stałej ekipy – mruknął, niby patrząc na Ginewrę, ale tak naprawdę wcale jej nie widząc. Przed jego oczami przewijały się twarze pracowników. – Osoby pracujące tu od marca na stałe wiedzą, że jesteś animagiem. Konsultant albo ktoś z zewnątrz. Być może ktoś z zewnątrz, kto ma tutaj kreta, ale trudno mu zdobyć wszystkie informacje… Pytanie, czy to ktoś, kto chciał po prostu coś ukraść, zaszkodzić Shafiqom lub personalnie mnie, konkurencja w interesach… czy ktoś dowiedział się zbyt wiele o wiosce i filarach.
- Tak naprawdę to nawet nie była kłótnia - mruknął Shafiq, targając palcami jasne włosy, i tak już rozczochrane przez wiatr. Bardziej określiłby to jako to, że Nell była Nell, a on był po prostu sobą. Niekiedy mieli po prostu siebie nawzajem dość i musieli pójść na moment w dwie strony, inaczej ona krzyczała o jakieś bzdury, a on coraz bardziej tracił cierpliwość i stawał się coraz bardziej nieprzyjemny. Nie kontynuował jednak tematu, bo w tej chwili było to absolutnie nieistotne: liczyła się tylko opowieść McGonagall, a wyraz twarzy Cathala pochmurniał z każdym kolejnym, wypowiedzianym zdaniem.
Nell Bagshot mogła nazwać Ginny Ginewrą, nagła zmiana planów względem Hogsmeade nie byłaby aż tak zaskakująca, i na upartego w swoim roztrzepaniu mogłaby być może zignorować kota, ale rzadko bywała przestraszona. Nawet uwięziona w pułapce w egipskim grobowcu wierzyła po prostu, że oni (znaczy się Cathal) znajdą sposób na to, aby się z niej wydostać i czytała gazetę. Gdy zaś strach już ją dopadał, reagowała gwałtownie, a nie wycofaniem. Poza tym po prostu nie powinna mieć dość czasu, aby się przebrać, przynajmniej tak wynikało ze słów Ginny. Wszystko razem prowadziło do jednego wniosku.
- Cholera jasna - podsumował Cathal, odruchowo sięgając do kieszeni po paczkę papierosów i zaraz cofając rękę, bo przecież nie planował palić w tym namiocie. – Jeżeli to eliksir wielosokowy, ktoś musiał ukraść jej włosy. Jeśli metamorfomagia… po prostu odrobili pracę domową. Na pewno odrobili pracę domową, skoro znał twoje imię. Szła prosto do tego namiotu?
To było istotne: imiona członków ekipy „Nell” mogła łatwo zdobyć, sprawdzając dokumenty czy podpytując tu i ówdzie. Zdobycie zdjęcia Bagshotówny nie było może banalnie proste, ale nie powinno też być niemożliwe. Ale już by wiedzieć, w którym namiocie trzymają najistotniejsze rzeczy, trzeba było albo obserwować obóz, albo wypytać bezpośrednio członka ekipy. Podobnie w przypadku włosów – ktoś albo zbliżył się do Nell, albo zdobyłby je od kogoś, kto mógł to zrobić.
Ktoś, kto był na tyle blisko, by wiedzieć, że Nell była jedną z niewielu osób, które mogły do tego namiotu wejść swobodnie, nie ściągając uwagi.
Ktoś, kto jednak nie wiedział, że Ginny zamienia się w kota – i nie widział jej nigdy w animagicznej formie.
– To nie członek ekipy, a przynajmniej nie członek stałej ekipy – mruknął, niby patrząc na Ginewrę, ale tak naprawdę wcale jej nie widząc. Przed jego oczami przewijały się twarze pracowników. – Osoby pracujące tu od marca na stałe wiedzą, że jesteś animagiem. Konsultant albo ktoś z zewnątrz. Być może ktoś z zewnątrz, kto ma tutaj kreta, ale trudno mu zdobyć wszystkie informacje… Pytanie, czy to ktoś, kto chciał po prostu coś ukraść, zaszkodzić Shafiqom lub personalnie mnie, konkurencja w interesach… czy ktoś dowiedział się zbyt wiele o wiosce i filarach.