08.04.2024, 16:01 ✶
Westchnął cicho, próbując pozbierać to sobie w całość. No dobrze. Może nigdy wcześniej nie miał w swoim życiu doczynienia z kimś zaklętym w robaka, ale to nie tak, że nigdy nie spotkał się z przypadkiem nieudolnej transmutacji. Ta po prostu różniła się od innych ilością odnóży i czułków. Trochę żałował, że pani Collins nie było gdzieś w pobliżu dla udzielenia dalszych pytań, ale skoro kobieta była teraz strasznie roztrzęsiona to pewnie i tak nie miałoby to teraz najmniejszego sensu.
Zerknął na roba... To znaczy na swojego pacjenta.
– Panie Collins? – zapytał i miał dziwne wrażenie, że zmieniony czarodziej czeka, aż usłyszy pytanie. – Czy pan... Czy może pan zamachać swoimi odnóżami jeśli wie pan, że pani Smith rzuciła na pana jeszcze jakieś zaklęcie? – Sam się zdziwił, jak profesjonalnie zabrzmiał jego ton. Pan Smith niestety się nie odpowiedział. Albo nie wiedział, albo nie rozumiał, co się do niego mówiło.
Za to na pewno nie lubił książek. W sumie to wygladał na kogoś kto nie lubił czytać.
– A ty? – zapytał Brennę, bo jednak musiał wiedzieć, czy chociaż ona doceniła jego żart w przeciwieństwie do leżącego przed nimi pacjentami. Nie że to teraz było ważne.
Przez chwilę nic nie odpowiadał, wpatrując się w milczeniu w robaka spod zmarszczonych brwi.
– Tak – odpowiedział w końcu. – Poradzimy sobie. – Z tymi słowami skinął w stronę pana Collinsa i podszedł do jednej z szafek, by wyciągnąć bardzo dużą ilość eliksirów, które następnie ustawił przy kozetkę, by mieć już je w pogotowiu, a następnie wyciągnął różdżkę.
Zerknął na Brennę i się zawahał. Teoretycznie mógłby powiedzieć jej już, że może poczekać na zewnątrz, a on poradzi sobie dalej sam. Z tym, że mógł potrzebować pomocy, a, nawet jeśli nie lubił kiedy pojawiała się w jego gabinecie, bo oznaczało to problemy, to ufał w jej kompetencje na tyle, by wiedzieć, że będzie dobrym wsparciem. No i pan Collins ewidentnie uspokoił się na jej słowa.
– Czy mogłabyś zostać na chwilę? Przydałby mi się ktoś kto w razie czego pomoże mi uspokoić naszego pacjenta, lub zawołać magipielęgniarkę. – A jeśli zacznie go wkurzać to najwyżej każe jej wyjść i czekać w poczekalni. Lub przed szpitalem.
Zerknął na roba... To znaczy na swojego pacjenta.
– Panie Collins? – zapytał i miał dziwne wrażenie, że zmieniony czarodziej czeka, aż usłyszy pytanie. – Czy pan... Czy może pan zamachać swoimi odnóżami jeśli wie pan, że pani Smith rzuciła na pana jeszcze jakieś zaklęcie? – Sam się zdziwił, jak profesjonalnie zabrzmiał jego ton. Pan Smith niestety się nie odpowiedział. Albo nie wiedział, albo nie rozumiał, co się do niego mówiło.
Za to na pewno nie lubił książek. W sumie to wygladał na kogoś kto nie lubił czytać.
– A ty? – zapytał Brennę, bo jednak musiał wiedzieć, czy chociaż ona doceniła jego żart w przeciwieństwie do leżącego przed nimi pacjentami. Nie że to teraz było ważne.
Przez chwilę nic nie odpowiadał, wpatrując się w milczeniu w robaka spod zmarszczonych brwi.
– Tak – odpowiedział w końcu. – Poradzimy sobie. – Z tymi słowami skinął w stronę pana Collinsa i podszedł do jednej z szafek, by wyciągnąć bardzo dużą ilość eliksirów, które następnie ustawił przy kozetkę, by mieć już je w pogotowiu, a następnie wyciągnął różdżkę.
Zerknął na Brennę i się zawahał. Teoretycznie mógłby powiedzieć jej już, że może poczekać na zewnątrz, a on poradzi sobie dalej sam. Z tym, że mógł potrzebować pomocy, a, nawet jeśli nie lubił kiedy pojawiała się w jego gabinecie, bo oznaczało to problemy, to ufał w jej kompetencje na tyle, by wiedzieć, że będzie dobrym wsparciem. No i pan Collins ewidentnie uspokoił się na jej słowa.
– Czy mogłabyś zostać na chwilę? Przydałby mi się ktoś kto w razie czego pomoże mi uspokoić naszego pacjenta, lub zawołać magipielęgniarkę. – A jeśli zacznie go wkurzać to najwyżej każe jej wyjść i czekać w poczekalni. Lub przed szpitalem.