Morpheus odwrócił się w pełni w stronę głosu, ciemne włosy otoczyła niemal aureola słonecznego światła i kwiecia. Smagła twarz mężczyzny rozszerzyła się w pięknym uśmiechu, który szczerze opromieniał świat miękkością radości sielankowego poranka. Delikatny wietrzyk szumiał listowiem, jeszcze chwilę niosąc chłodną bryzę znad wody, zaplatając się w ich ubrania, niosąc za sobą zapach suchych traw oraz leśnego poszycia, woń dominium Artemidy, bogini łowów.
Spotkali się na polanie wypełnionej leśnym kwieciem i jednym cudem motylim, jak Apollo i książę Sparty, Hiacynt. Porcelanowa twarz poznaczona błękitem szlachetności, jasne oczy i ciągnący się zapach kadzidła, po złożonej ofierze. A może to był wojenny dym przyszłych starć i krwi na spartańskim ostrzu?
Tak samo jak Słoneczny Bóg zachwycił się młodym wojownikiem, obdarzając go swoją uwagą, w sercu Morpheusa pojawił się swoisty zachwyt nad cielesnością drugiego mężczyzny oraz przyjemnym tembrem jego głosu. Dźwięk i obraz zasiały na dnie jego żołądka piękny kwiat, który pięknie zaczął rozkwitać i zatruwać jego własny oddech. Nigdy więcej przecież nie miał być tak piękny, jak napotkany wędrowiec.
Letnie słońce rzeźbiło w młodzieńczym licu z marmuru, którego jeszcze nie naznaczyły zmarszczki trosk. Sprężyny ciemnych loków lśniły kruczym pięknem, błagając o wieniec ze złotego wawrzynu, laur zwycięzcy, diadem który go uhonoruje. Oblepił miękkim spojrzeniem zazdrosnego boga jego sylwetkę, zgrabne proporcje ciała, które najpiękniej by prezentowały się w kusym chitonie z cieniutkiej bawełny z rąbkiem w piękny haft królewskiej rodziny.
Patrzenie na niego bolało w uczuciu, które zwykle było mu obce, a które teraz rozchyliło się w sercu, aby karmić go nektarem zazdrości.
— Dzień dobry, w istocie.
Morpheus przesunął długimi palcami po białych płatkach i obserwował, jak ostatnia kropla rosy, drząc, spływała po liściu. Zerwał kolejny kwiat, łamiąc go w kolanku, dzięki czemu roślina nie krwawiła swoimi sokami. Podszedł spokojnie do Peregrinusa i jeśli ten mu na to pozwolił, wsunął w jego włosy biały kwiatostan.
— Jest pan asystentem właściciela Praw Czasu, nieprawdaż? — zapytał, lecz brzmiało to znacznie bardziej, jak stwierdzenie. Przedsmak klątwy sławy. — Może przekazać pan swojemu mistrzowi, że Departament Tajemnic poprosi, jeśli będzie potrzebował konsultacji w tej sprawie.
Spoglądał na Peregrina spod ciężkich powiek, słońce zmieniło czerń spojrzenia w złoto miodu i słonecznej tarczy, cofając się o krok, aby dać mu przestrzeń.
Wiedział, kim jest Peregrinus, widział wystarczająco dużo zdjęć Vakela z konferencji i plotkarskich czasopism, gdzie cień wróżbity pojawiał się na fragmentów kadrów. Nie podał mu też swojego imienia, mając w pamięci ostatni list od dawnego ukochanego, który musiał przejść przez ręce jego asystenta, przecież Dolohov sam listów nie będzie wysłał. Miał rację, bowiem to czego nie wiedział, to fakt, że Vasyenka odłożył list w złe miejsce, a gdy dowiedział się, że jego asystent nadal wiadomość do Morpheusa Longbottoma, zemdlał.*
*Na podstawie posta Vakela