Mężczyźni mieli to do siebie, tę prostotę, że ubierali się tak samo, z niewielką różnicą kroju marynarki czy koszuli. Różnicach w kolorze i jakości materiału. Preferowali za dodatek krawat lub muszkę, u spodni zaś pasek z dowolnym wyglądem klamry. U kobiet ten etap odzieży był bardziej zróżnicowany z przeważającą różnorodnością kolorystyczną jak i krojami. Każda spódnica, suknia, bluzka koszulka wyglądały często w prostocie, koronkach czy nawet i w marszczeniach.
Biorąc pod uwagę to, że ów suknię miał jej kupić Pan Lestrange, Marie chciała aby pomógł jej w dobrze. Będzie to dla niej cenna pamiątka, jaką suknię od niego dostanie. Może i ubierałaby ją często na ich spotkania? Kto wie.
Ta długa suknia wyglądała bardzo ciekawie, ale również i Rodolphus stwierdził, że nie jest ona stworzona dla jej figury i wizerunku.
Jeszcze z jakąś chwilę sama sobie się przyglądała w odbiciu dwóch luster. Aż w końcu zniknęła w przymierzalni, aby ubrać drugą suknię. O jakiej mówił jej partner. Ubrała na siebie tę krótszą, z półokrągłym dekoltem. Choć była w kolorze ecru i miała błękitne kwiaty, nie wyglądała na niej tak źle jak na wieszaku. Wyszła, pokazując się Rodolphusowi, obracając się wokół swojej osi. Przyglądając się także sobie w lustrach.
- A w tej? Lepiej?
Zapytała, ostatecznie wzrok zatrzymując na jego obliczu. Uśmiechając się cały czas.