– Pewnie bardzo burzliwa wymiana zdań i poglądów, jak zawsze – może trochę sobie zakpiła, jak taka matka, która przyłapała swoje dzieci na jakiejś rozróbie, której mieli wyraźny zakaz, a może tak to trochę wyglądało przez to, jak Cathal zabrzmiał, może trochę niepewny, albo no zawstydzony… A może zwyczajnie rzeczywiście się martwił, że przez ich wybuchowe charaktery, Nell mogła być w niebezpieczeństwie. Bo gdyby się nie „pokłócili” (a Nell wyglądała na naprawdę cholernie wściekłą, tak, że wręcz potrzebowała dać upust emocjom, wyładować się, odciąć od tych wkurwiających ją bodźców i elementów) – to Nell nigdzie by nie zniknęła i być może nikt nie próbowałby się pod nią podszyć. A co, jeśli ją zaatakowano? W pięć minut mogło się zdarzyć wszystko. – Mówiłam, nie muszę wiedzieć. Nie pierwszy i nie ostatni raz – Ginny zwykle była spokojniutka, nikomu nie życzyła źle, czasem coś napsociła, ale zwykle po prostu kogoś poszturchała i prowokowała ku swojej uciesze, a jednak czasami pod tą aureolką pokazywały się rogi, które ją podtrzymywały – i potrafiła się stać bardzo zasadnicza, poważna i cięta. Zupełnie nie przypominała tej spokojnej Ginny – teraz była bardziej Guinevere.
– Na początku się trochę rozglądała. Wtedy mnie zauważyła, a potem po prostu od razu poszła tutaj i wyciągnęła różdżkę. Wtedy tym bardziej przestało mi się wszystko zgadzać, bo przysięgam, że to nie była różdżka jaką ma Nell, chyba że nagle kupiła sobie nową. Wiesz coś o tym? – niewiele uchodziło uwadze Cathala. Miał przecież bezbłędną pamięć, wystarczyło, że zobaczył coś raz, nawet w przelocie. Jeśli komuś miała z tym ufać, to jemu. – I ta gadka o notatniku. Coś tam, że chyba zostawiła go tutaj rano? Nie wierzę, że rozstała by się z nim aż na cały dzień – mruknęła pod nosem i rozejrzała się, również za tym notatnikiem. I ona nigdzie go nie zauważyła, więc przeniosła zaraz skupione spojrzenie na Cathala. – Mówiła też o mapie wioski. Ktoś naprawdę odrobił zadanie domowe, ale nie nazbyt dokładnie – to, że była animagiem, nie było żadną strzeżoną tajemnicą. Ale to, że potrafiła zmienić się jeszcze w sokoła… o – to już było. Bo tej drugiej formy przezornie nie zarejestrowała, tak… na wszleki wypadek. Cathalowi ufała, a on widział co potrafi. Jamil również wiedział – siłą rzeczy, w końcu to była pierwsza forma, którą opanowała, a później długo pracowała z Anwerem, by i jemu się udało. Niestety bez skutku. – Nie wiem czy ten geniusz połączy kropki, że ten kot, który się mu kręcił pod nogami i ja to jedno. Mam wrażenie, że założyła, ze podkradłam się do niej i ją wystraszyłam – uśmiechnęła się cierpko i różdżką dźgnęła jeden z pozostałych guzików. – Nie kojarzę, żeby Nell kiedykolwiek była ubrana w to co była ubrana – dodała. – Może jakiś widmowidz coś by tutaj pomógł? – zasugerowała i przekrzywiła głowę w stronę jednego ramienia, trochę jak taki kot przypatrującemu się czemuś z ciekawością – a tą ciekawość w tym momencie przykuwał Cathal. – Trudno powiedzieć. Powodów może być sporo. Zależy… zależy co z Nell… Mam nadzieje, że ktoś po prostu czekał, aż ona zniknie i nikt jej nic nie zrobił – powiedziała cicho i sama oparła się teraz o blat. – A może… Może to jednak ważne o co się pokłóciliście? Może komuś było to na rękę? – powiedziała to z pewną niepewnością, jakby sama nie do końca chciała wierzyć w to, że ktoś może być aż tak wyrachowany. A jednak… Nie było to całkowicie niemożliwe. Nie sugerowała, że Nell z którą Cathal się pokłócił, to nie była Nell, on z pewnością by to zauważył. Tylko, że bodziec… może ktoś zastawił na nich sprytną pułapkę?