Faktycznie wiele razy obiecywała mu, że się zmieni, że będzie ostrożniejsza, że będzie uważać. Nie musiała szukać daleko, wczoraj przecież znalazła się na tej wyspie, gdzie po raz kolejny ryzykowała życie, ale musiała to robić. Może niepotrzebnie się angażowała, bo przecież nie chciała go krzywdzić, nie chciała, go rozczarować. Zależało jej na tym, żeby Cameron był szczęśliwy, a ona mu trochę uniemożliwiała to szczęście, bo ciągle pakowała się w kłopoty, może nie do końca była to jej wina, albo wręcz przeciwnie, nie powinna rzucać odpowiedzialności na działania Zakonu Feniksa, bo przecież miała swoje sumienie, mogła odmówić wsparcia, tylko, że jak zawsze chciała poczuć się choć trochę ważna, chciała pomagać, ratować innych, bo ta odwaga, która w niej siedziała nie pozwalała jej być bierną, może czas najwyższy nieco dorosnąć, przestać pakować się w kłopoty, szczególnie, kiedy najwyraźniej rozczarowywało to Lupina, który był dla niej przecież najważniejszy. Na pewno miał rację, przecież był taki rozsądny i mądry, nie to co ona. Musiała się poprawić, musiała udowodnić mu że się myli, żeby nie daj Merlinie nie zostawił jej samej, bo nie wyobrażała sobie, że mógłby ją zostawić, tak bardzo chciała jego uwagi, że była w stanie zrobić dla niego wszystko, nawet zrezygnować ze swoich ideałów.
Może powinna ruszyć po te fajki, bała się, że jeśli zobaczy ją za sobą to znowu się zdenerwuje, jednak musiała sobie z nim wszystko wyjaśnić, nie chciała dawać mu kolejnego powodu do rozczarowania, najpierw go odpowiednio przeprosi, a później pójdzie po te szlugi, taką drogę wybrała, oby nie miał nic przeciwko temu, oby znowu go nie rozczarowała. Zaczynała zapętlać się na tej myśli, że nie chce ponownie go zawieść, bo przecież Cameron był najlepszym, co przytrafiło się jej w życiu, musiała się skupić na tym, żeby go uszczęśliwiać, to powinien być jej życiowy cel.
Nie odpuszczał łatwo, nadal szedł przed siebie, ale ona podążała za nim. Czuła, że musi to zrobić, że musi teraz o niego zawalczyć, bo przecież tak bardzo jej na nim zależało, zdawała sobie sprawę, że do tej pory mogło to być niezauważalne, musiała się bardziej starać.
Udało jej się wreszcie złapać go za dłoń, czuła jednak, że coś się zmieniło, że chłopak zaczął bardziej stawiać na swoim, no i dobrze, był przecież takim wartościowym człowiekiem, a ona nieodpowiednio go traktowała, ciągle go zawodziła, czas najwyższy z tym skończyć.
- Tym razem nie będę próbować, obiecuję ci, że tak będzie. - Nie mogła ciągle próbować, musiała wreszcie dać mu tego, czego oczekiwał, bo te próbowanie kończyło się różnie, musiała mu obiecać, musiała spełnić te obietnice, dać mu to, czego od niej oczekiwał. Spełnienie jego próśb było dla niej teraz najbardziej istotne, nic innego nie miało sensu, tylko to, aby on był szczęśliwy, mogła przy tym zatracić siebie, ale nie mogła sobie pozwolić na to, żeby znowu poczuł się zawiedziony.
Bolało ją to, że na nią nie patrzył, jeszcze bardziej czuła, że go zawodzi, ciągle go rozczarowywała, nie była pewna ile jeszcze wytrzyma, a zdecydowanie nie chciała, żeby to tak wyglądało, musiała go uszczęśliwić.
Wreszcie na nią spojrzał, nie wyglądał na szczególnie zadowolonego, ale miał do tego prawo, mógł czuć rozgoryczenie, przecież ciągle go zawodziła, czekała aż się odezwie, na szczęście postanowił ją dotknąć, może wcale nie było tak źle. Kamień z serca, musiała się postarać, musiała dać z siebie więcej, żeby był zadowolony.
Kochał ją, te słowa ją uspokoiły, bo bała się, że jego uczucie zdążyło się już wypalić przez te błędy, które ciągle popełniała. Miał rację, nikt nie miał tyle odwagi, żeby mówić jej w podobny sposób, to musiał być objaw miłości, że mówił jej to wszystko, dzięki niemu mogła być lepszym człowiekiem. Wpatrywała się w niego z iskrą w oku, była taki idealny, wspaniały, ogromne miała szczęście, że ich życia się skrzyżowały, co ona by właściwie bez niego zrobiła? Byłaby nikim. Przymknęła oczy, kiedy ich czoła się spotkały, starała się uspokoić nerwy, bo naprawdę jeszcze chwilę temu okropnie się bała, że czara goryczy się przelała, że nie da jej kolejnej szansy. - Dziękuję ci za to, że pokazujesz mi, że mogę być lepszym człowiekiem, twoja miłość jest najlepszą rzeczą, która spotkała mnie w życiu, też cię kocham Cameron. - Jej głos był łagodny, zdecydowanie różnił się od tego codziennego. Postanowiła przytulić się do niego, była mu wdzięczna, okropnie wdzięczna, że mówił jej to wszystko, że jej nie zostawił, nadal z nią był mimo tego, że wcale nie było mu łatwo, bo to ona sprawiała problemy, ciągle.