Decyzja o nawiedzonym instrumencie przyszła szybko, nie był koneserem tego typu sztuki, a muzycznie dźwięk brzmiał ordynarnie i zdecydowanie zbyt głośno. Jeśli chciałby, aby Anthony mu grał, kupi sobie fortepian z klawiaturą z kości słoniowej.
— Zamówić klątwołamacza i sprzedać — zadecydował, wyciągając z kieszeni rękawiczki z miękkiej skórki króliczej, barwione na czarno. Czubkiem buta rozkopał roztopioną bryłę manekina i wyjął z niej pudełko, które tworzyło dźwięk i zaczął je oglądać. Metalowe, przetrwało ogień z ledwie smugami sadzy i przyklejoną skorupą z plastiku, zastygniętego w czarną breję. Stuknął w nie różdżką, a pudełko znów zaczęło mówić: Tego się nie... Morpheus ponownie stuknął w nie i zamilkło. Antoniusz mógł rozpoznać głos nestora rodu Longbottom. Niewymowny parsknął, rozbawiony i odstawił pudełeczko na Calliope.
Na wspomnienie Lozanny i niedźwiedzia, twarz Morpheusa okrył welon obrzydzenia. Zmarszczył czoło i nos, zmrużył oczy, a usta skrzywiły się wyraźnie. Przebiegł go też dreszcz, który nie pochodził od lekko wilgotnego z wierzchu ubrania. Lozanna była... Na szczęście zakończona, z zamkniętym rozdziałem, z Diukiem dosłownie, za swoje czarnoksięskie praktyki.
— Cała Lozanna znajduje się wysoko na liście najbardziej obrzydliwych rzeczy, jakie widziałem — odrzekł z humorem. — Niech będzie wieża. Może znajdziemy jakąś księżniczkę. Byle nie smoka, chociaż ciebie by to ucieszyło, czyż nie?
Przeszedł do Neila i ułożył mu rękę na ramieniu pocieszająco. Zastanawiał się przez chwilę, jak dziwna jest ta wycieczka dla kogoś, kto raczej stronił od całkowicie magicznych społeczności i wzbraniał się przed asymilacją, nawet poznali się całkowicie przypadkiem, w mugolskim barze. Dopiero śledztwo wskazało na to, że córka właściciela chodzi do Hogwartu i też jest mugolaczką, jak Neil, dlatego miejsce stało się celem ataku Śmierciożerców.