Poprawił się. Uspokoił. Ruchy Isaaca, jego paplanina (albo opowieści), widok ogrodu za oknem i zbudzony dzień środkiem lata. Spojrzenie na zegarek, które zdradzało upływające godziny, ale chociaż poczucie obowiązku wzywało to wiedział też, że nie gnało do przodu. Nie było pośpiechu. Co najwyżej będzie musiał stawić się przed Florence, żeby wyjaśnić, dlaczego nie wrócił na noc, żeby się nie denerwowała i nie stawiała całego sztabu aurorów do pionu. Była do tego zdolna, aż za bardzo. Nieprzyjemna myśl gdzieś ciągle bzyczała w zakamarku głowy, ale nie miała teraz dostępu do salonów myśli, które zajmował bardzo skutecznie sam gospodarz.
Na to zagadnienie o to, czy jest więcej rzeczy nie odpowiedział od razu. Przez moment milczał, spoglądając na niego przenikliwie. Analizując. Zastanawiając się, na co tym razem postawić swój zakład, którą stronę obrać. Odezwał się dopiero, kiedy wybrał swój cel. I był pewien, że zwyczajowo trafi.
- Historyk, który ma obsesję na punkcie zbierania faktów, który spędził 11 lat poza krajem, żeby badać, poznawać, szukać odpowiedzi i rozumieć zadaje pytanie: "czy jest coś o czym jeszcze nie wiem". Gdybym miał coś do ukrycia to stworzyłbym bardzo niebezpieczną sytuację. - To nie było pytanie, to było z jego strony stwierdzenie. A to dlatego, że... - Zostawiłbym cię z tym pytaniem. Podsycił je. Skradłoby ci myśli. Musiałbyś znaleźć te odpowiedzi i zacząłbyś szukać. Odpowiedzi rodziłyby kolejne pytania i chciałbyś wiedzieć więcej. - Taką tezę miał. Na taki typ człowiek wyglądał mu Isaac po wszystkich tych słowach, jakie tutaj padły. Postawił tutaj znów pauzę, żeby obserwować reakcję Isaaca, albo dać mu potwierdzić bądź zaprzeczyć jego założeniom. - Dlatego odpowiem od razu, bo ta zbudowana ciekawość mi wystarczy. Co takiego ukrywa Laurent Prewett. - Był pewien, że takie pytanie zagości w jego głowie, dlatego był na tyle pewny siebie, żeby wypowiedzieć je na głos. - W moich żyłach płynie krew selkie, drogi Isaacu. - Wziął kolejny łyk tego śmiesznego napoju, jakim jest cola, ale nieco go odsunął. - Nie jestem zwolennikiem słodkości, choć... polecam Norę Nory, jeśli za łakociami przepadasz. Wspaniała kobieta ze wspaniałymi wypiekami. - Za którymi nawet on przepadał. - Ach tak. Lepiej późno niż wcale. - Więc dobrze, że miał motywację, żeby od tych wyniszczających substancji się oderwać. Spojrzał na tę wyciągniętą dłoń, która znów odszukała jego włosów - nie przeszkadzał mu. Lubił dotyk. Lubił bliskość. Lubił drobne, czułe gesty, więc w odpowiedzi tylko się czule uśmiechnął. Rozchylił tylko usta na moment, bo chciał powiedzieć zazdroszczę, ale zamiast odpowiedzi przyłożył do ust kubek z kawą. Też wychodził z punktu filozofii, że przecież nie miało sensu żałowanie etapu życia, który się... przebalowało, ale jednocześnie nie potrafił inaczej o tym myśleć jak o czasie straconym. Koszmarze, który ział czernią w życiorysie.
- Z przyjemnością. Mam jeszcze chwilę czasu. - Nie to, żeby mógł zostać do popołudnia... ale mógł wyrwać kilka godzin poranka dla tego człowieka. - Moje wrażenie o Polsce cię nie zachwyci. Byłem tylko we wspomnianej stadninie. Język jest niezwykle dziwny i wrażenie chaosu było przytłaczające. - Nie bardzo potrafił się odnaleźć. - Ten zakątek, który widziałem, Podlasie, było niezwykle piękne. Próbowali mnie tam chyba naciągnąć na pieniądze z jakąś ubzduraną wygraną... - Pokręcił lekko głową z politowania.