09.04.2024, 11:26 ✶
Aidan najpierw uniósł brew, a potem spojrzał badawczo na Renigalda, tak samo jak on patrzył na niego. Testował jego cierpliwość? Być może. Albo po prostu jego kuzyn był jedną z tych osób, których kinków nigdy nie zrozumie. Może lubił dostawać po mordzie? Musiało tak być, bo jak inaczej wytłumaczyć ten chory pomysł ze ślubem? Sam fakt jednak wydał mu się odrobinę zabawny. Penny w życiu by się na to nie zgodziła. Wiedział już, to była część jej planu, by pchnąć interes dalej. Wiedział też, bo przecież ją znał, że nie poniży się aż tak dla pieniędzy, by wziąć ślub z Malfoyem. I wiedział też, co jego rodzina myślała o Weasleyach.
Parsknął więc śmiechem, szczerze rozbawiony.
- Tak, oczywiście. A przez próg przeniesie ona ciebie, nie ty ją, a tort zrobicie w kształcie Zaczarowanych Różności - prychnął, kręcąc głową. Już przypomniał sobie, dlaczego tak chętnie wyciągał kuzyna na piwo - mimo tej całej otoczki i kreowania się na dupka, potrafił go rozbawić jak mało kto. Spoważniał jednak, gdy ten zarzucił mu jakąś intrygę, na którą przecież Aidan raczej sam by nie wpadł. Nie w stanie tak silnego wzburzenia, w jakim był w tej chwili. - Ty masz jakiś problem z rozumieniem po angielsku? Może trzepnięcie w ucho ci pomoże?
Zapytał, marszcząc brwi. Uczepił się tej myśli, że o coś więcej mu może chodzić, jak rzep i puścić nie chciał. Zaczynało go to poważnie denerwować. Nie miał jednak zamiaru tłuc kuzyna tak długo, dopóki cokolwiek dotrze do tej tlenionej blond głowy. Zgasił więc papierosa, nie przejmując się tym, że rozsypuje popiół na stolik.
- Jeśli Penny będzie miała przez ciebie kłopoty, połamię cię - powiedział cicho, a w jego oczach błysnęły poważne refleksy. Zaraz jednak mrugnął do blondyna, jakby to wszystko miało być żartem. Miało? A może nie miało? Musiał sam to ocenić, bo Parkinson wstał. - Dawno nie piliśmy, musimy się zgadać. Jak już opanujesz ten pożar, daj znać. Postawię ci ognistą.
Rzucił na odchodnym, poprawiając kołnierz kurtki. Sam odprowadził się do drzwi, bywał tu i wiedział, jak stąd wyjść.
Parsknął więc śmiechem, szczerze rozbawiony.
- Tak, oczywiście. A przez próg przeniesie ona ciebie, nie ty ją, a tort zrobicie w kształcie Zaczarowanych Różności - prychnął, kręcąc głową. Już przypomniał sobie, dlaczego tak chętnie wyciągał kuzyna na piwo - mimo tej całej otoczki i kreowania się na dupka, potrafił go rozbawić jak mało kto. Spoważniał jednak, gdy ten zarzucił mu jakąś intrygę, na którą przecież Aidan raczej sam by nie wpadł. Nie w stanie tak silnego wzburzenia, w jakim był w tej chwili. - Ty masz jakiś problem z rozumieniem po angielsku? Może trzepnięcie w ucho ci pomoże?
Zapytał, marszcząc brwi. Uczepił się tej myśli, że o coś więcej mu może chodzić, jak rzep i puścić nie chciał. Zaczynało go to poważnie denerwować. Nie miał jednak zamiaru tłuc kuzyna tak długo, dopóki cokolwiek dotrze do tej tlenionej blond głowy. Zgasił więc papierosa, nie przejmując się tym, że rozsypuje popiół na stolik.
- Jeśli Penny będzie miała przez ciebie kłopoty, połamię cię - powiedział cicho, a w jego oczach błysnęły poważne refleksy. Zaraz jednak mrugnął do blondyna, jakby to wszystko miało być żartem. Miało? A może nie miało? Musiał sam to ocenić, bo Parkinson wstał. - Dawno nie piliśmy, musimy się zgadać. Jak już opanujesz ten pożar, daj znać. Postawię ci ognistą.
Rzucił na odchodnym, poprawiając kołnierz kurtki. Sam odprowadził się do drzwi, bywał tu i wiedział, jak stąd wyjść.
Koniec sesji