16.12.2022, 12:32 ✶
Nora miała rację. Kiedy tak patrzyła na ciebie z założonymi rękami, wzrokiem sugerującym, że nie przyjmie odmowy, ciężko było powiedzieć jej: nie. Z drugiej strony gdyby nie ona, Fergus pewnie wybrałby góra dwa przedmioty, żeby skupić się wyłącznie na tym, co go interesowało. A gdzie wszechstronność? Chociaż po SUMach uważał, że nijak mu się to w życiu nie przyda, w przyszłości prawdopodobnie będzie mógł jej podziękować. To ona była racjonalniejsza w tej relacji, istnym głosem rozsądku.
- Gdybym wiedział, pewnie bylibyśmy już dawno w lochach – odpowiedział, bo nawet jeśli się ociągał, prędzej czy później Nora i tak zaciągnęłaby go na dół. – Dumbledore ostatnio non stop przesiaduje w gabinecie, więc nic dziwnego, że niewiele odkrył. Zauważyłaś? – zagaił, nawiązując do tego, że dyrektor coraz rzadziej pojawiał się podczas posiłków, co zazwyczaj zwiastowało jakieś kłopoty w ministerstwie. Inni nauczyciele jednak zbywali pytania uczniów, mówiąc, że Dumbledore to zajęty człowiek. Może mieli rację i niepotrzebnie nadinterpretował? I może Nora rzeczywiście miała rację? Zamek nadal posiadał wiele do odkrycia, a Fergusowi tylko się wydawało, że wiedział już wszystko? Wystarczyło spojrzeć na bibliotekę, w której co chwila odnajdował jakąś nową tematykę.
- A dlaczego nie? – zapytał, unosząc brwi, bo rzeczywiście był zdziwiony, jak bardzo Nora się tym przejęła. – Nie potrzebujesz kłopotów, zwłaszcza że jesteś prefektem. A mi wszystko jedno, czy dostanę kolejny szlaban – przyznał jeszcze. Ciekawe, czy mógłby wpisać sobie w życiorys umiejętność szybkiego sprzątania bez użycia magii? Środki czystości w kanciapie woźnego wymieniłby obudzony o północy. I to w kolejności alfabetycznej od tyłu.
- Ej, jeśli miałbym taki zamiar i byłbym w drodze do jego gabinetu, ale zrezygnowałbym w trakcie, żeby go zmylić – zaczął, zastanawiając się na głos, bo wzięło go na zbytnie kombinowanie – to on by to wszystko zobaczył, czy wróżba zmieniłaby się w trakcie? Albo okazałoby się, że to zupełnie bez sensu? Chyba sam się już pogubiłem.
Westchnął, dochodząc do wniosku, że chyba bardziej powinien się skupić na drodze, niż na zbytnim rozmyślaniu nad wróżbiarstwem. Nie lubił tej dziedziny magii, ale czasem go bawiła. Zwłaszcza, kiedy Nora czytała horoskopy z tych kolorowych czasopism dla czarownic. Za każdym razem zastanawiało go, czy kopiowali je ze starych numerów, czy rzeczywiście zatrudniali jakiegoś jasnowidza, bo dziwnym trafem zawsze brzmiały dość podobnie, zwłaszcza te skierowane do niego.
Parsknął śmiechem na uwagę o Abbocie. Miała rację, że niekoniecznie wykazywał się intelektem. Jako jedyny dał się ugryźć żądlibąkowi na opiece nad magicznymi stworzeniami i przynajmniej dwa razy w miesiącu wysadzał swój kociołek podczas zajęć. Jakim cudem dopuścili go do kolejnej klasy? I przede wszystkim, jakim cudem trafił do tego samego domu, co Fergus? Mniejsza o Abbotta.
- Może jedno i drugie? – zaśmiał się, ale zaraz zrzedła mu mina, kiedy dostrzegł pozę przyjaciółki. Wróżyło reprymendę. – No weź, mam traumę po ostatniej zgadywance, co Slughorn ma w kociołku. Ja przynajmniej obstawiałem kawę. Ta ruda z twojego domu, jak jej tam było… powiedziała, że to szampon Longbottoma.
Prychnął, niezadowolony z tego, że mu się oberwało od zbroi, która wyglądała na dosyć ciężką. I przede wszystkim twardą, o czym zdołał się przekonać. Ruszył za Figg, wciąż przeklinając pod nosem i pocierając obolałe ramię.
- Żebym ja zaraz nie był złośliwy – mruknął, chociaż na to było już chyba za późno. – Myślisz, że nam pomogą? – Wskazał na mijane portrety, które słysząc jego słowa, zaczęły przyglądać się z uwagą. Chociaż kilka postaci natychmiast zniknęło za ramami, jak gdyby chciały uniknąć kontaktu z zagubionymi uczniami.
- Gdybym wiedział, pewnie bylibyśmy już dawno w lochach – odpowiedział, bo nawet jeśli się ociągał, prędzej czy później Nora i tak zaciągnęłaby go na dół. – Dumbledore ostatnio non stop przesiaduje w gabinecie, więc nic dziwnego, że niewiele odkrył. Zauważyłaś? – zagaił, nawiązując do tego, że dyrektor coraz rzadziej pojawiał się podczas posiłków, co zazwyczaj zwiastowało jakieś kłopoty w ministerstwie. Inni nauczyciele jednak zbywali pytania uczniów, mówiąc, że Dumbledore to zajęty człowiek. Może mieli rację i niepotrzebnie nadinterpretował? I może Nora rzeczywiście miała rację? Zamek nadal posiadał wiele do odkrycia, a Fergusowi tylko się wydawało, że wiedział już wszystko? Wystarczyło spojrzeć na bibliotekę, w której co chwila odnajdował jakąś nową tematykę.
- A dlaczego nie? – zapytał, unosząc brwi, bo rzeczywiście był zdziwiony, jak bardzo Nora się tym przejęła. – Nie potrzebujesz kłopotów, zwłaszcza że jesteś prefektem. A mi wszystko jedno, czy dostanę kolejny szlaban – przyznał jeszcze. Ciekawe, czy mógłby wpisać sobie w życiorys umiejętność szybkiego sprzątania bez użycia magii? Środki czystości w kanciapie woźnego wymieniłby obudzony o północy. I to w kolejności alfabetycznej od tyłu.
- Ej, jeśli miałbym taki zamiar i byłbym w drodze do jego gabinetu, ale zrezygnowałbym w trakcie, żeby go zmylić – zaczął, zastanawiając się na głos, bo wzięło go na zbytnie kombinowanie – to on by to wszystko zobaczył, czy wróżba zmieniłaby się w trakcie? Albo okazałoby się, że to zupełnie bez sensu? Chyba sam się już pogubiłem.
Westchnął, dochodząc do wniosku, że chyba bardziej powinien się skupić na drodze, niż na zbytnim rozmyślaniu nad wróżbiarstwem. Nie lubił tej dziedziny magii, ale czasem go bawiła. Zwłaszcza, kiedy Nora czytała horoskopy z tych kolorowych czasopism dla czarownic. Za każdym razem zastanawiało go, czy kopiowali je ze starych numerów, czy rzeczywiście zatrudniali jakiegoś jasnowidza, bo dziwnym trafem zawsze brzmiały dość podobnie, zwłaszcza te skierowane do niego.
Parsknął śmiechem na uwagę o Abbocie. Miała rację, że niekoniecznie wykazywał się intelektem. Jako jedyny dał się ugryźć żądlibąkowi na opiece nad magicznymi stworzeniami i przynajmniej dwa razy w miesiącu wysadzał swój kociołek podczas zajęć. Jakim cudem dopuścili go do kolejnej klasy? I przede wszystkim, jakim cudem trafił do tego samego domu, co Fergus? Mniejsza o Abbotta.
- Może jedno i drugie? – zaśmiał się, ale zaraz zrzedła mu mina, kiedy dostrzegł pozę przyjaciółki. Wróżyło reprymendę. – No weź, mam traumę po ostatniej zgadywance, co Slughorn ma w kociołku. Ja przynajmniej obstawiałem kawę. Ta ruda z twojego domu, jak jej tam było… powiedziała, że to szampon Longbottoma.
Prychnął, niezadowolony z tego, że mu się oberwało od zbroi, która wyglądała na dosyć ciężką. I przede wszystkim twardą, o czym zdołał się przekonać. Ruszył za Figg, wciąż przeklinając pod nosem i pocierając obolałe ramię.
- Żebym ja zaraz nie był złośliwy – mruknął, chociaż na to było już chyba za późno. – Myślisz, że nam pomogą? – Wskazał na mijane portrety, które słysząc jego słowa, zaczęły przyglądać się z uwagą. Chociaż kilka postaci natychmiast zniknęło za ramami, jak gdyby chciały uniknąć kontaktu z zagubionymi uczniami.