Wood nie odpuściłaby treningu. Nigdy. Musieli być najlepsi, bez względu na warunki atmosferyczne. Zresztą komu przeszkadzało, że trochę wytaplają się w błocie? Jeśli w drużynie znalazłaby się taka osoba, to Heather zadbałaby o to, aby długo nie była jej członkiem. Poświęcenie było ważne, istotne, aby potrafili latać w każdych warunkach atmosferycznych, w końcu najważniejsze było to, żeby Gryfoni zdobyli puchar, bez względu na wszystko.
Może się trochę ubrudzili, trochę to chyba mało powiedziane. Byli umorusani w błocie od stóp do głów. Heather podczas treningów nie czuła zimna, nic jej nie przeszkadzało, w powietrzu czuła się jak ryba w wodzie. W tym roku zostało to nawet docenione, bo została kapitanem drużyny, z czego była okropnie dumna. Była w końcu dopiero na piątym roku.
Podczas treningu doszło do małego wypadku. Wpadła na jedną ze swoich koleżanek z drużyny, zderzyły się dość boleśnie. Nie przeszkadzało im to jednak w dokończeniu treningu. Dopiero w szatni, kiedy się przebierała poczuła, że ramię boli ją trochę bardziej niż powinno. Nie był to pierwszy raz, kiedy sobie coś uszkodziła, nie zamierzała iść do medyka, od takich spraw miała Camerona, który wieczorem zapewne to obejrzy - jak zawsze. Była jego obiektem doświadczalnym i wcale jej to nie przeszkadzało.
Heather szła za Kenzi, teraz istotne było to, aby znaleźć się w zamku i trochę ogrzać. Może zmyć z włosów to błoto, przebrać się i doprowadzić do jakiegoś porządku. Nie wydawała się przejmować tym, że pozostawiały po sobie ślady błota, nie było to dla niej istotne, ktoś to w końcu posprząta, czyż nie? Tylko, że woźny najwyraźniej się zdenerwował, czmychnęła więc za Greengrass do łazienki, coby się przed nim schować, zauważyła, że jej koleżanka pozbyła się śladów, które mogłyby sprowadzić mężczyznę za nimi. Chyba były bezpieczne.
Dopiero kiedy weszły do łazienki zobaczyła, że Kenzi ma na twarzy krew. Podeszła bliżej niej. - Wszystko gra, chyba dość mocno cię poturbowałam?- Wolała się upewnić, że nie jest to coś poważnego. Nie chciała mieć na sumieniu koleżanki. Nie zrobiła jej krzywdy celowo,ale wiadomo, że gra rządziła się swoimi własnymi prawami. Na boisku Wood była bestią, nie do końca nad sobą panowała, bo liczyło się tylko i wyłącznie zwycięstwo. Sobie też nie opuszczała, latała z kontuzjami, kiedy musiała. Poświęcenie było cenione w sporcie.
Wtedy też usłyszała jęk, a może płacz? Sama nie wiedziała, co to jest. Nie brzmiało to najlepiej, jakby ktoś gdzieś tutaj skomlał. Jakiś uczeń, którego ktoś zwyzywał, czy coś innego. Wypadałoby sprawdzić. Odwróciła się w poszukiwaniu osoby, która wydawała te dźwięki.