09.04.2024, 19:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.04.2024, 19:18 przez Cathal Shafiq.)
- Jeszcze wczoraj posługiwała się swoją własną - powiedział Cathal i w tym momencie upewnił się, że Ginewra miała rację. Jeżeli zauważyła, że to inna różdżka, ta musiała być charakterystyczna – na tyle, że przyciągało to uwagę. A Nell nie miała dziś za bardzo czasu na wizytę u Ollivandera. Zresztą, gdyby musiała zmienić różdżkę, na pewno marudziłaby z tego powodu tak, że nie tylko Cathal by tego nie przegapił. O nowym zakupie wiedziałaby całą ekipa.
Notatnik jeszcze by go tak nie zdziwił, Nell miała ich mnóstwo. Ale cała reszta układała się w historię, która ani trochę się mu nie podobała. Mapa - Nell faktycznie robiła takie mapy, ktoś wiedział więc i o tym. Poza tym…
– Wątpię. A przynajmniej nikt nie nastawił mnie, to Nell do mnie przyszła. Nawet jeśli ktoś sprowokowałby Nell do tej kłótni, nie miałby pewności, czy ta opuści obóz... Ale skoro wiedzieli, kiedy stąd znikła, albo nas obserwują, albo mamy tutaj kreta.
Jego twarz stężała na moment na samą myśl o tej drugiej możliwości. Gdyby wiedział, kto to taki, istniała całkiem spora szansa, że poszedłby i zatłukłby drania gołymi rękami... co oczywiście zaprowadziłoby Shafiqa prosto do Azkabanu. Niestety, ukrycie morderstwa tutaj było trudne i wymagało przemyślanego działania. Nie mordowania w afekcie.
– Nie znam żadnego widmowidza, którego mógłbym zatrudnić. Nie w Anglii – wymruczał, kręcąc głową. Widmowidzowie, niestety (albo stety, bo w gruncie rzeczy Cathal chciał przecież bardzo wiele rzeczy ukryć), nie rośli na drzewach, a jedyna osoba obdarzona tą umiejętnością, którą Shafiq znał naprawdę dobrze, umarła wiele lat temu w Irlandii – a wcześniej czy to ten talent, czy umiejętność wywoływania duchów, doprowadziły ją na skraj szaleństwa. – Musimy rozejrzeć się wokół obozowiska, czy nie ma żadnych śladów. A ja muszę jeszcze raz sprawdzić listę pracowników…
– Czy was popierdoliło do reszty, czy tak żyć beze mnie nie możecie, hę?! – dobiegło z zewnątrz, po czym płachta namiotu została uchylona i do środka zajrzała Nell Bagshot. Ubrana dokładnie w te same ciuchy, które Ginewra widziała nie dalej niż jakieś pół godziny temu. – Ja wiem, że jestem piękna, mądra i wspaniała, i trudno się obyć bez mojego towarzystwa, ale moglibyście dać mi odetchnąć chociaż godzinę! Ile mnie nie było, trzydzieści minut? – wyrzucała z siebie z ogromną prędkością, gestykulując przy tym torbą z Miodowego Królestwa. – Nie zdążyłam wybrać i czekolady – dodała już spokojniej, spoglądając na Ginewrę. – Ledwo dałam radę zapłacić za to, co już miałam w torbie, bo Tobias mnie szarpał za ramię, bo już – teraz – natychmiast musimy iść, bo jakaś krew, napad! Jak kogoś mordujesz, to mógłbyś nie w biały dzień, Cal.
Notatnik jeszcze by go tak nie zdziwił, Nell miała ich mnóstwo. Ale cała reszta układała się w historię, która ani trochę się mu nie podobała. Mapa - Nell faktycznie robiła takie mapy, ktoś wiedział więc i o tym. Poza tym…
– Wątpię. A przynajmniej nikt nie nastawił mnie, to Nell do mnie przyszła. Nawet jeśli ktoś sprowokowałby Nell do tej kłótni, nie miałby pewności, czy ta opuści obóz... Ale skoro wiedzieli, kiedy stąd znikła, albo nas obserwują, albo mamy tutaj kreta.
Jego twarz stężała na moment na samą myśl o tej drugiej możliwości. Gdyby wiedział, kto to taki, istniała całkiem spora szansa, że poszedłby i zatłukłby drania gołymi rękami... co oczywiście zaprowadziłoby Shafiqa prosto do Azkabanu. Niestety, ukrycie morderstwa tutaj było trudne i wymagało przemyślanego działania. Nie mordowania w afekcie.
– Nie znam żadnego widmowidza, którego mógłbym zatrudnić. Nie w Anglii – wymruczał, kręcąc głową. Widmowidzowie, niestety (albo stety, bo w gruncie rzeczy Cathal chciał przecież bardzo wiele rzeczy ukryć), nie rośli na drzewach, a jedyna osoba obdarzona tą umiejętnością, którą Shafiq znał naprawdę dobrze, umarła wiele lat temu w Irlandii – a wcześniej czy to ten talent, czy umiejętność wywoływania duchów, doprowadziły ją na skraj szaleństwa. – Musimy rozejrzeć się wokół obozowiska, czy nie ma żadnych śladów. A ja muszę jeszcze raz sprawdzić listę pracowników…
– Czy was popierdoliło do reszty, czy tak żyć beze mnie nie możecie, hę?! – dobiegło z zewnątrz, po czym płachta namiotu została uchylona i do środka zajrzała Nell Bagshot. Ubrana dokładnie w te same ciuchy, które Ginewra widziała nie dalej niż jakieś pół godziny temu. – Ja wiem, że jestem piękna, mądra i wspaniała, i trudno się obyć bez mojego towarzystwa, ale moglibyście dać mi odetchnąć chociaż godzinę! Ile mnie nie było, trzydzieści minut? – wyrzucała z siebie z ogromną prędkością, gestykulując przy tym torbą z Miodowego Królestwa. – Nie zdążyłam wybrać i czekolady – dodała już spokojniej, spoglądając na Ginewrę. – Ledwo dałam radę zapłacić za to, co już miałam w torbie, bo Tobias mnie szarpał za ramię, bo już – teraz – natychmiast musimy iść, bo jakaś krew, napad! Jak kogoś mordujesz, to mógłbyś nie w biały dzień, Cal.