09.04.2024, 19:55 ✶
Nigdy nie był człowiekiem o wysokiej intuicji, a przynajmniej nie tej gwarantującej przetrwanie. Atawistyczne zachowania, prymitywne popędy... od maleńkości otoczony kulturą z wysokiej półki, nie przetrwałby godziny w lesie. Ba! Nie przetrwałby godziny poza cywilizacją, jeśli ktokolwiek odebrałby mu różdżkę. Ale teraz, jakimś szczątkowym tknieniem małpy, którą niegdyś byli ludzie, zdał sobie sprawę z tego, że leży na nim cudze spojrzenie. W tamtym momencie podniósł głowę i skrzyżował spojrzenie z Robertem Mulciberem.
Bracia od zawsze przyciągali wzrok, jak większość bliźniaków intrygując tych, którzy urodzili się bez swojego odbicia w lustrze. Adrenalina niepewności z którym się rozmawia, tym bardziej, że obaj lubili te szarady. Anthony jednak z zaskoczeniem odkrywał, że łatwiej niż innym przychodzi mu rozpoznawanie Roberta od Richarda. Jak dzieło sztuki ustawione obok zręcznej kopii oszusta, choć w tym konkretnym przypadku nie chcąc obrazić żadnego z braci prominentnej rodziny, nie rozsądzałby, nie dawałby swoim rozważaniem wybrzmieć w przestrzeni. Podskórnie jednak wiedział, że nie musi nawet zadawać tego pytania. Podskórnie znał na nie odpowiedź.
Podniósł się powoli, ani na moment nie odrywając oczu od starszego o ledwie dwa lata ucznia. Był wyżej stopniem miał przywileje, ale nie był typem lidera. Bardziej scenarzysty, który potrafił bardzo dobrze opracować rolę, która przekona ciało pedagogiczne do tego, aby tym liderem go uczynić. Naczelny prefekt... Nigdy to nie było jego ambicją, ale obaj panowie przecież żyli ambicjami swoich ojców, czyż nie?
– Czy to już ta godzina? Nie wydaje się jeszcze tak późno... – zapytał imitując bezbłędnie Francuski, jakby urodził się pośród słodkich pól prowansalskiej lawendy.
Bracia od zawsze przyciągali wzrok, jak większość bliźniaków intrygując tych, którzy urodzili się bez swojego odbicia w lustrze. Adrenalina niepewności z którym się rozmawia, tym bardziej, że obaj lubili te szarady. Anthony jednak z zaskoczeniem odkrywał, że łatwiej niż innym przychodzi mu rozpoznawanie Roberta od Richarda. Jak dzieło sztuki ustawione obok zręcznej kopii oszusta, choć w tym konkretnym przypadku nie chcąc obrazić żadnego z braci prominentnej rodziny, nie rozsądzałby, nie dawałby swoim rozważaniem wybrzmieć w przestrzeni. Podskórnie jednak wiedział, że nie musi nawet zadawać tego pytania. Podskórnie znał na nie odpowiedź.
Podniósł się powoli, ani na moment nie odrywając oczu od starszego o ledwie dwa lata ucznia. Był wyżej stopniem miał przywileje, ale nie był typem lidera. Bardziej scenarzysty, który potrafił bardzo dobrze opracować rolę, która przekona ciało pedagogiczne do tego, aby tym liderem go uczynić. Naczelny prefekt... Nigdy to nie było jego ambicją, ale obaj panowie przecież żyli ambicjami swoich ojców, czyż nie?
– Czy to już ta godzina? Nie wydaje się jeszcze tak późno... – zapytał imitując bezbłędnie Francuski, jakby urodził się pośród słodkich pól prowansalskiej lawendy.