Tymczasem Heather uczyła się fal, bo Brenna to robiła, a skoro Brenna to robiła, to musiało być i fajne i przydatne, dwie pieczenie na jednym ogniu. Zresztą po prostu chciała spróbować, zobaczyć, czy sobie poradzi, potwierdzić swoje śmiałe założenie, że większość rzeczy jej lekko przychodzi, w końcu tak jej powtarzali w Hogwarcie, że jest zdolna, ale leniwa, ciekawe ile z tego nadal w niej zostało. Zresztą lubiła uczyć się nowych magicznych umiejętności, bo były to akurat rzeczy bardzo mocno przydatne podczas trwającego aktualnie konfliktu czarodziejów, kto wie, kiedy fale będą mogły okazać się przydatne, a jeśli nigdy, to na pewno mogłaby je wykorzystać do tego, żeby gadać ludziom w głowach. Wtedy to dopiero mieliby jej dość.
- Próbowałam, swoją drogą, trudne te fale, bo skąd możesz wiedzieć, że umysł nie robi ci figli i właśnie sobie nie zwizualizowałaś czyjegoś głosu w głowie? - To było dla niej zastanawiające, znaczy, jasne mogła się skonsultować z tą drugą osoba, ale co jeśli nie było jej obok? Wtedy wyglądało to nieco gorzej.
- Tak, to było niezbyt przyjemne doświadczenie, ale skoro mamy już wprawę, myślę, że jakby pojawił się kolejny przypadek, to poszłoby nam zdecydowanie lepiej. - W końcu uczyli się na tym, czego doświadczyli, Wood zdecydowanie nie brakowało entuzjazmu do walki z niebezpiecznymi amuletami, ale też nie oberwała jakoś specjalnie podczas tej misji. - Tak, ten wiersz miał drugie dno. - Śniła przecież o swoim uwolnieniu od klątwy żywiołów, największym marzeniu, jakie miała na tę chwilę. Zresztą nie tylko ona miała te dziwne sny, większość z osób, które znalazły się na tej przeklętej wyspie ich doświadczyła.
Magia, która na nich oddziaływała musiała być bardzo silna, w końcu oddziaływała na kilka osób i trzymała ich zaklętych w snach. Potężny czarodziej musiał rzucić to zaklęcie.
Głos Brenny rozbrzmiał jej w głowie. Najważniejsze, że mówiła, że wszystko jest dobrze, nie wiedziała na ile powinna jej wierzyć, bo przecież oberwała dosyć mocno, ale nie chciała też podważać tego co mówiła partnerka. Skupiła się na tym, aby przesłać jej wiadomość. Zajęło jej to dłuższą chwilę, jakieś pięć, może nawet sześć prób, jeśli nie więcej. Nie poddawała się jednak, próbowała do skutku. Wreszcie Longbottom mogła usłyszeć głos Rudej Cieszę się. Znowu niezbyt długa wiadomość, ale na nic więcej nie było jej stać w tej chwili.
- Tak, te sny, były okropnie prawdziwe, wiesz, że śniłam o swoim ślubie? - Nie pamiętała, czy wspominała o tym wcześniej Brennie, pewnie nie, byli zajęci tym, żeby odstawić ją do medyków. Nie spotkała się jeszcze z tak bardzo realistycznym snem. - Na całe szczęście tylko cię drasnął, to mogło się skończyć dużo gorzej. - Nie pierwszy raz, przecież ciągle pakowali się w jakieś kłopoty, nie przywykła do tego jeszcze, aż tak bardzo, chociaż powoli stawało się to codziennością.