09.04.2024, 22:11 ✶
A nie mówiłem, że szczęście nie zwykło się trzymać McKinnonów jakoś szczególnie długo...? Jakieś oznaki farta były, bo udało mi się wyrzucić bezbłędnie ładne zaklęciątko, mimo że za często tego nie robiłem, od wieków nie ćwiczyłem, więc te moje gnaty, mięśnie, stawy się zastały to rzucania śmiesznych zaklęć, ale ewidentnie coś w ich pamięci pozostało. I bardzo dobrze.
Z chorą satysfakcją obserwowałem jak podmuch mknie w kierunku Borgina, ale nie na długo to trwało. Uśmiech spełzł z moich warg z dwóch prozaicznych powodów. Pierwszym powodem było zaklęcie Stanleya, które zbyt sprawnie pozbyło się mojego pięknego podmuchu z drogi. Pac! I nawet chuj nie pozostał z mojego arcydzieła... Dlatego właśnie uważałem, że rzucanie zaklęciami było przereklamowane. Już łatwiej było rzucić typem o ścianę niż przewrócić go wiatrem. Trudno. Człowiek uczył się na własnych błędach. Może kiedyś nauczę się na własnych błędach, a może nie...?
Bo drugi powód też był prozaiczny. Odwróciłem się do siostry plecami, bo z reguły była jak taka uciążliwa pchła... Tylko że ta pchła waliła na ślepo, więc kiedy szczęście obróciło się na jej stronę, zasiadło dumnie na jej szali zwycięstwa, to trafiła raz, a porządnie. Tak, że momentalnie pociemniało mi przed oczami. Jakieś takie odrętwienie poczułem, nawet pustkę, przy czym ujrzałem jakąś pustą myśl w swojej głowie o Persephonie. I tyle mnie było.
Już nie słyszałem subtelnego uderzenia różdżki Ambrosii o podłogę, a tym bardziej jebitnego walnięcia mojego ciała o podłogę. Tam na dole w Podziemiach to na drobną chwilę świat musiał się zatrząść w posadach... Ta, chciałbym. Ale fajnie byłoby sobie tak opowiadać, gdyby nie było się akurat przegranym w tej bitwie, no nie? Dla podtrzymania własnej legendy w obijaniu mord, zapewne lepiej było przemilczeć ten incydent. Nie dawało dobrych preferencji to, że pokonała mnie smarkata siostra i jakiś chłystek, co tam mógł sobie dziewiczego wąsa wciąż zapuszczać.
To co? Koniec imprezy? Przeniesiecie mnie chociaż na kanapę? Czy zostawicie na podłodze? Fajnie by było wezwać może jakiegoś medyka... Czy od razu kołujecie trumnę? Bo wiecie, prawdziwych ludzi Podziemia to raczej zagrzebywało się w prawowitej błotnistej ziemi rynsztokowej.
Ta kostka może da nam pogląd na to, jak długo będę nieprzytomny w skali od 1 do 100, przy czym 1 to chwilę, a 100 to nawet kilka dni...?
Z chorą satysfakcją obserwowałem jak podmuch mknie w kierunku Borgina, ale nie na długo to trwało. Uśmiech spełzł z moich warg z dwóch prozaicznych powodów. Pierwszym powodem było zaklęcie Stanleya, które zbyt sprawnie pozbyło się mojego pięknego podmuchu z drogi. Pac! I nawet chuj nie pozostał z mojego arcydzieła... Dlatego właśnie uważałem, że rzucanie zaklęciami było przereklamowane. Już łatwiej było rzucić typem o ścianę niż przewrócić go wiatrem. Trudno. Człowiek uczył się na własnych błędach. Może kiedyś nauczę się na własnych błędach, a może nie...?
Bo drugi powód też był prozaiczny. Odwróciłem się do siostry plecami, bo z reguły była jak taka uciążliwa pchła... Tylko że ta pchła waliła na ślepo, więc kiedy szczęście obróciło się na jej stronę, zasiadło dumnie na jej szali zwycięstwa, to trafiła raz, a porządnie. Tak, że momentalnie pociemniało mi przed oczami. Jakieś takie odrętwienie poczułem, nawet pustkę, przy czym ujrzałem jakąś pustą myśl w swojej głowie o Persephonie. I tyle mnie było.
Już nie słyszałem subtelnego uderzenia różdżki Ambrosii o podłogę, a tym bardziej jebitnego walnięcia mojego ciała o podłogę. Tam na dole w Podziemiach to na drobną chwilę świat musiał się zatrząść w posadach... Ta, chciałbym. Ale fajnie byłoby sobie tak opowiadać, gdyby nie było się akurat przegranym w tej bitwie, no nie? Dla podtrzymania własnej legendy w obijaniu mord, zapewne lepiej było przemilczeć ten incydent. Nie dawało dobrych preferencji to, że pokonała mnie smarkata siostra i jakiś chłystek, co tam mógł sobie dziewiczego wąsa wciąż zapuszczać.
To co? Koniec imprezy? Przeniesiecie mnie chociaż na kanapę? Czy zostawicie na podłodze? Fajnie by było wezwać może jakiegoś medyka... Czy od razu kołujecie trumnę? Bo wiecie, prawdziwych ludzi Podziemia to raczej zagrzebywało się w prawowitej błotnistej ziemi rynsztokowej.
Ta kostka może da nam pogląd na to, jak długo będę nieprzytomny w skali od 1 do 100, przy czym 1 to chwilę, a 100 to nawet kilka dni...?
Rzut 1d100 - 26