16.12.2022, 14:08 ✶
Sycił się zatem tym, co mu pozostało z tej zabawy - Fergus bez niego utonie i nie wróci na brzeg. Potrzebował go czy tego chciał czy nie. Wbrew pozorom nie był okrutnikiem i nie sprawia mu przyjemności cudza męczarnia. Ma wpojony odruch udzielenia pomocy co z reguły mieszało się z jego oczekiwaniem wdzięczności. W obecnej sytuacji wkurzył Fergusa, który nie podzielał jego entuzjazmu z pływania. Z tego względu postanowił na tę szczyptę bezinteresowności i odstawi go suchego do portu. Do tego czasu musi go wysuszyć ale jego mina pozostawiała wiele do życzenia. Miał na twarzy dziwny grymas, jakby nie wiedział czy ma się złościć czy naigrywać z poczucia winy towarzysza.
Tyle dobrego, że Fergus zaczął go słuchać. Najwyższa pora! Przynajmniej nie utonie. Niestety ale to nie był koniec poleceń. Szczerze obawiał się, że kolejne nie przypadną mu do gustu. Zacisnął usta w bladą linię i próbował znaleźć alternatywne rozwiązanie. Zaklęcie transmutacyjne? Nie był w nich zbyt dobry. To cud, że udało mu się pomniejszyć skórzaną kurtkę. Wkopał biednego Fergusa w niezłe bagno - na szczęście nie dosłownie.
Drgnął kiedy ten wybuchnął śmiechem. Nie do wiary, udało mu się zażartować i rozbawić Olivandera, który chwilę temu wyglądał jakby chciał dobrać mu się do gardła. Trochę odetchnął z ulgą ale tylko trochę. Czuł w ramionach i karku narastające zmęczenie od dźwigania, rzucania czarów i pływania.
- Pamiętam ale wiem, że tego nie zrobisz. Cóż, nie umiesz zbyt szybko pływać a ja znowuż jak najbardziej. - wzruszył ramionami ale przy tym kącik jego ust zdradziecko drżał. To nie jest wyzwanie… chyba. Nie dziś kiedy jego szanowny gość ma już sine usta i zaraz zacznie szczękać zębami. Jutro znowuż będzie miał zakwasy pleców i odciski na dłoniach. Tak, zdawał sobie sprawę, że to zasługiwało na zemstę i powinien się tego spodziewać. Ba, akceptował taką kolej rzeczy co nie znaczy, że pozostanie bierny.
- Domyślam się i jestem ciekaw jak to zrobisz skoro właśnie się zdradziłeś i już wiem, aby nie dać się z tobą nigdzie umówić. - choć wciąż nie patrzył mu w oczy to trochę rozluźnił się kiedy Fergus przestał się wściekać. Daleko było do entuzjazmu z początku wycieczki ale przynajmniej Olivander nie groził już krwiożerczym wybuchem. Z drugiej strony chętnie by tego doświadczył… wróć, o czym on myśli. Chyba za dużo stresu jak na dzisiejszy dzień.
- Nie moczyć, nie palić. Tobie da się w ogóle dogodzić?- roześmiał się bez szczególnej wesołości i przepłynął naokoło łodzi aby znaleźć się obok zmęczonego gościa.
- Teraz ci się nie spodoba ale musisz się rozebrać.- dobrze, że nie było jeszcze tak zimno aby miały grozić im odmrożenia palców.
- Nie mówię tego złośliwie. Twój organizm teraz nagrzewa się ale po to aby wysuszyć ubrania a powinien zająć się rozgrzewaniem twoich narządów wewnętrznych. Musisz się więc rozebrać, rzucę od razu na ciebie ten czar i później będziemy mogli zająć się suszeniem ubrań. Poruszasz nadgarstkiem i raz dwa się rozgrzejesz. Gdybyś założył strój to by nie było to wszystko konieczne…- mówiąc to opierał łokieć o brzeg szalupy. Wysuszenie jego ubrań powinno zająć im maksymalnie dwadzieścia minut i przez ten czas Fergus musi wytrzymać na zaklęciu rozgrzewającym. Mówił poważnie, nie było w tym żadnego podstępu. Ot, dzielił się wiedzą Flintów. Niech sobie wyobrazi co zrobi z nim wiatr kiedy usiądzie w łódce w przemoczonych ubraniach.
- Pobożne życzenia. Nawet jeśli coś mnie ugryzie to nie usłyszysz bo zaraz zaczniesz stękać zębami.- westchnął i wcisnął różdżkę za ucho. Przepłynął z powrotem na swoją stronę łódki i z lekkim trudem (ale żeglarską gracją!) wgramolił się do środka. Ociekał wodą, usta i palce stóp miał sine, dostał gęsiej skórki ale nie był przemarznięty na wskroś. Pływał często, lubił chłód a i jego kombinezon kąpielowy miał za zadanie odpychać wilgoć od ciała. Zdecydowanie miał więcej czasu zanim dotrze do momentu samoistnego transmutowania się w sopel lodu. Przykucnął i wyciągnął ręce do Fergusa aby pomóc mu wleźć do środka. Chciał chwycić go za łokcie i po prostu wciągnąć. Łódź zapewne będzie chybotać ale póki Olivander na niego nie spadnie to nie powinni wrócić do momentu tonięcia.
- No pospiesz się. Dawaj. - pogonił go z rozbieraniem i kiedy tylko ten zdjął górę (o ile w ogóle chciał się słuchać) to siadając za jego ramieniem przytknął ciemnoszarą różdżkę do jego karku i zainkantował czar stopniowo rozgrzewający. To uczucie podobne do pierwszego łyku zimowej herbaty zaparzonej na bazie ognistych nasion, imbiru i goździków. Jedyne co to brakowało walorów smakowych. Efekt jednak mógł być podobny jeśli uda mu się powstrzymać ten czar odpowiednio długo. Wystarczy żeby Ferugs przestał dygotać. Tak, zdecydowanie żałował, że go wrzucił do wody. Widząc jaki jest zmarnowany, zimny i mokry zaczynał pluć sobie w brodę za swoje szczeniackie zachowanie. Znajdował się poza wodą więc jego odwaga od razu stopniała a mimika stężała. Tak to jest kiedy nie ma wprawy w okazywaniu swoich drobnych objawów szaleństwa. Nie był Cynthią, która potrafiła wyjść z twarzą z każdej sytuacji. Nic jednak o tym nie mówił, po prostu nagrzewał towarzystwo zaklęciem i czekał na znak kiedy może przestać. Milczenie z jego strony stopniowo narastało.
Tyle dobrego, że Fergus zaczął go słuchać. Najwyższa pora! Przynajmniej nie utonie. Niestety ale to nie był koniec poleceń. Szczerze obawiał się, że kolejne nie przypadną mu do gustu. Zacisnął usta w bladą linię i próbował znaleźć alternatywne rozwiązanie. Zaklęcie transmutacyjne? Nie był w nich zbyt dobry. To cud, że udało mu się pomniejszyć skórzaną kurtkę. Wkopał biednego Fergusa w niezłe bagno - na szczęście nie dosłownie.
Drgnął kiedy ten wybuchnął śmiechem. Nie do wiary, udało mu się zażartować i rozbawić Olivandera, który chwilę temu wyglądał jakby chciał dobrać mu się do gardła. Trochę odetchnął z ulgą ale tylko trochę. Czuł w ramionach i karku narastające zmęczenie od dźwigania, rzucania czarów i pływania.
- Pamiętam ale wiem, że tego nie zrobisz. Cóż, nie umiesz zbyt szybko pływać a ja znowuż jak najbardziej. - wzruszył ramionami ale przy tym kącik jego ust zdradziecko drżał. To nie jest wyzwanie… chyba. Nie dziś kiedy jego szanowny gość ma już sine usta i zaraz zacznie szczękać zębami. Jutro znowuż będzie miał zakwasy pleców i odciski na dłoniach. Tak, zdawał sobie sprawę, że to zasługiwało na zemstę i powinien się tego spodziewać. Ba, akceptował taką kolej rzeczy co nie znaczy, że pozostanie bierny.
- Domyślam się i jestem ciekaw jak to zrobisz skoro właśnie się zdradziłeś i już wiem, aby nie dać się z tobą nigdzie umówić. - choć wciąż nie patrzył mu w oczy to trochę rozluźnił się kiedy Fergus przestał się wściekać. Daleko było do entuzjazmu z początku wycieczki ale przynajmniej Olivander nie groził już krwiożerczym wybuchem. Z drugiej strony chętnie by tego doświadczył… wróć, o czym on myśli. Chyba za dużo stresu jak na dzisiejszy dzień.
- Nie moczyć, nie palić. Tobie da się w ogóle dogodzić?- roześmiał się bez szczególnej wesołości i przepłynął naokoło łodzi aby znaleźć się obok zmęczonego gościa.
- Teraz ci się nie spodoba ale musisz się rozebrać.- dobrze, że nie było jeszcze tak zimno aby miały grozić im odmrożenia palców.
- Nie mówię tego złośliwie. Twój organizm teraz nagrzewa się ale po to aby wysuszyć ubrania a powinien zająć się rozgrzewaniem twoich narządów wewnętrznych. Musisz się więc rozebrać, rzucę od razu na ciebie ten czar i później będziemy mogli zająć się suszeniem ubrań. Poruszasz nadgarstkiem i raz dwa się rozgrzejesz. Gdybyś założył strój to by nie było to wszystko konieczne…- mówiąc to opierał łokieć o brzeg szalupy. Wysuszenie jego ubrań powinno zająć im maksymalnie dwadzieścia minut i przez ten czas Fergus musi wytrzymać na zaklęciu rozgrzewającym. Mówił poważnie, nie było w tym żadnego podstępu. Ot, dzielił się wiedzą Flintów. Niech sobie wyobrazi co zrobi z nim wiatr kiedy usiądzie w łódce w przemoczonych ubraniach.
- Pobożne życzenia. Nawet jeśli coś mnie ugryzie to nie usłyszysz bo zaraz zaczniesz stękać zębami.- westchnął i wcisnął różdżkę za ucho. Przepłynął z powrotem na swoją stronę łódki i z lekkim trudem (ale żeglarską gracją!) wgramolił się do środka. Ociekał wodą, usta i palce stóp miał sine, dostał gęsiej skórki ale nie był przemarznięty na wskroś. Pływał często, lubił chłód a i jego kombinezon kąpielowy miał za zadanie odpychać wilgoć od ciała. Zdecydowanie miał więcej czasu zanim dotrze do momentu samoistnego transmutowania się w sopel lodu. Przykucnął i wyciągnął ręce do Fergusa aby pomóc mu wleźć do środka. Chciał chwycić go za łokcie i po prostu wciągnąć. Łódź zapewne będzie chybotać ale póki Olivander na niego nie spadnie to nie powinni wrócić do momentu tonięcia.
- No pospiesz się. Dawaj. - pogonił go z rozbieraniem i kiedy tylko ten zdjął górę (o ile w ogóle chciał się słuchać) to siadając za jego ramieniem przytknął ciemnoszarą różdżkę do jego karku i zainkantował czar stopniowo rozgrzewający. To uczucie podobne do pierwszego łyku zimowej herbaty zaparzonej na bazie ognistych nasion, imbiru i goździków. Jedyne co to brakowało walorów smakowych. Efekt jednak mógł być podobny jeśli uda mu się powstrzymać ten czar odpowiednio długo. Wystarczy żeby Ferugs przestał dygotać. Tak, zdecydowanie żałował, że go wrzucił do wody. Widząc jaki jest zmarnowany, zimny i mokry zaczynał pluć sobie w brodę za swoje szczeniackie zachowanie. Znajdował się poza wodą więc jego odwaga od razu stopniała a mimika stężała. Tak to jest kiedy nie ma wprawy w okazywaniu swoich drobnych objawów szaleństwa. Nie był Cynthią, która potrafiła wyjść z twarzą z każdej sytuacji. Nic jednak o tym nie mówił, po prostu nagrzewał towarzystwo zaklęciem i czekał na znak kiedy może przestać. Milczenie z jego strony stopniowo narastało.