Jasnowidzenie miało jedną, przeogromną wadę (oprócz wielu innych wad, nierelewantnych w tym momencie, jak łatwość popadania w uzależnienia), widzisz nawet wtedy, gdy masz zamknięte oczy. W przypadku Longbottoma zadziałało to jako młyn samonapędzającej się histerii. Niewymowny panicznie bał się wysokości i o ile schody przed upadkiem ich, stanowiły niedogodność, którą zamierzał zaaranżować w trakcie remontu tak, aby zapewnić sobie komfort, tak wątłe podparcie i magicznie rozszerzona przestrzeń wywoływały w nim zimne poty i nienaturalną bladość.
Morfeusz miał kolor świeżego wapna, zaciśnięte oczy i palce jednej dłoni wczepione w kawałek ściany, do którego próbował przylgnąć.
Szumiało mu w uszach, a wizje, głównie lękowe, tylko wprawiały serce w jeszcze większe palpitacje. Oto jak umrze Niewymowny Longbottom, podczas zwiedzania nieruchomości, na zawał, z powodu strachu przed wysokością. Co prawda Morfeusz zapowiadał swoją śmierć przynajmniej trzy razy w tygodniu, a jako nastolatek mówił nonszalancko, że umrze młodo, ale tym razem miał wrażenie, że Anthony będzie musiał wejść w rolę egzekutora ostatniej woli czarodzieja.
Na dodatek jeszcze to. Okropny głos, uczucie oddechu na karku, płachta, która zajmowała zbyt dużo miejsca na schodku, utrudniając pewnie stanięcie w przestrzeni. Teraz rzeczywiście potrzebował swojego rycerza na białym koniu. Albo wilkołaka na ratunek.
— Czy jeśli panią pocałuję, to zmieni się pani w księżniczkę? — zapytał, próbując być dowcipnym, pewnym siebie, ale absolutnie nie brzmiał tak, jak zwykle. Uleciał z niego wola walki, brawura. Pozostałe jedynie strach. Nawet nie próbował rzucić zaklęcia i zapomniał, że może się po prostu teleportować gdzieś indziej.