10.04.2024, 10:26 ✶
Anthony przypatrywał się Isaacowi przez moment nie kryjąc już wcale uśmiechu pomiędzy kolejnymi zaciągnięciami się shishą. Zjadł bardzo bało, choć z drugiej strony stół degustacyjny starczyłby dla czterech osób co najmniej. Niemniej to nie jedzenie interesowało go w tym spotkaniu, a młodzik, który nie wiedział kiedy przestać mówić. To było zabawne, zdać sobie sprawę, że Isaac Bagshot był rówieśnikiem Erika. Ten drugi jednak od lat szarpał się z brudną policyjną robotą, może to nadgryzło prostotę wypowiedzi, bezpośredniość, twardość moralnego kręgosłupa. Ministerstwo niszczyło ludzi. Anthony westchnął lekko zasmucony, choć w ogóle nie chodziło o słowa rozmówcy. Skupił się więc na swoim stażyście i podjął odkładając ustnik. Tego dnia zaciągnął się już ostatni raz.
– Owszem to ten kompleks, ale nie jego część dostępna mugolom. Pięć ósmych kwadratowej mili, kawał przestrzeni w której arcymag ma wiele do powiedzenia. Rób co chcesz, jedyną tajemnicą pozostają wykopaliska w trakcie wyjazdu, na którym będziesz oczywiście, jako pracownik departamentu, lub mój gość, zgodnie z Twoją prośbą. – niespiesznie podniósł się ze swojego krzesła. Dla niego spotkanie było już zakończone. Zastygł jednak na moment rozważając kilka spraw w swojej głowie w czasie, gdy wycierał i tak czyste koniuszki długich zwinnych palców o pozostawioną serwetkę.
–Powodem dla którego zaprosiłem Cię do pracy, z powodu którego liczyłem, że przyjmiesz to zaproszenie jest Twoja dusza. – w czerni, z łagodnym uśmiechem, który tak bardzo nie pasował do wychudzonej twarzy o ostrych kościach policzkowych, brakło mu tylko cyrografu do podpisania ludzką krwią. – Otóż, uważam idealistów za bardzo szlachetny i piękny, acz kruchy gatunek człowieka. Widziałem zbyt wiele razy, jak świat przeżuwał a potem spluwał takim idealistą, pozostawiając go cynicznym, pustym w środku, nazywającym to dorosłością. Bardzo zależy mi na tym, żebyś napisał swoją trzecią książkę. Bardzo zależy mi na tym, aby mieć gdzieś w swojej okolicy człowieka, który będzie mi przypominał dlaczego warto mieć serce po właściwej stronie. – albo takiego, któremu panna Stanhope uwierzy bez zawahania to już dodał w myśli, prawda była taka, że autentyczność była w cenie bardzo, zwłaszcza po kulturowej rewolucji. Za moment ulicami mugolskiego Londynu miała przejść pierwsza parada równości. Nie zamierzał Bagshota wysyłać do rozmów z kimkolwiek z wyższych sfer, od tego miał Lisę. Ale pospólstwo? Będzie nim oczarowane. Będzie prosić, żeby wpływał na Shafiqa, będą przez niego próbowali załatwić swoje brudy. – Tylko proszę, pij i współżyj w sprawdzonych miejscach. – dorzucił jako żart na koniec i skłonił mu się w ramach pożegnania. Nic więcej, żadnych słów, żadnych obietnic.
To w końcu drugi etap rekrutacji, a nie decyzja o małżeństwie na całe życie.
– Owszem to ten kompleks, ale nie jego część dostępna mugolom. Pięć ósmych kwadratowej mili, kawał przestrzeni w której arcymag ma wiele do powiedzenia. Rób co chcesz, jedyną tajemnicą pozostają wykopaliska w trakcie wyjazdu, na którym będziesz oczywiście, jako pracownik departamentu, lub mój gość, zgodnie z Twoją prośbą. – niespiesznie podniósł się ze swojego krzesła. Dla niego spotkanie było już zakończone. Zastygł jednak na moment rozważając kilka spraw w swojej głowie w czasie, gdy wycierał i tak czyste koniuszki długich zwinnych palców o pozostawioną serwetkę.
–Powodem dla którego zaprosiłem Cię do pracy, z powodu którego liczyłem, że przyjmiesz to zaproszenie jest Twoja dusza. – w czerni, z łagodnym uśmiechem, który tak bardzo nie pasował do wychudzonej twarzy o ostrych kościach policzkowych, brakło mu tylko cyrografu do podpisania ludzką krwią. – Otóż, uważam idealistów za bardzo szlachetny i piękny, acz kruchy gatunek człowieka. Widziałem zbyt wiele razy, jak świat przeżuwał a potem spluwał takim idealistą, pozostawiając go cynicznym, pustym w środku, nazywającym to dorosłością. Bardzo zależy mi na tym, żebyś napisał swoją trzecią książkę. Bardzo zależy mi na tym, aby mieć gdzieś w swojej okolicy człowieka, który będzie mi przypominał dlaczego warto mieć serce po właściwej stronie. – albo takiego, któremu panna Stanhope uwierzy bez zawahania to już dodał w myśli, prawda była taka, że autentyczność była w cenie bardzo, zwłaszcza po kulturowej rewolucji. Za moment ulicami mugolskiego Londynu miała przejść pierwsza parada równości. Nie zamierzał Bagshota wysyłać do rozmów z kimkolwiek z wyższych sfer, od tego miał Lisę. Ale pospólstwo? Będzie nim oczarowane. Będzie prosić, żeby wpływał na Shafiqa, będą przez niego próbowali załatwić swoje brudy. – Tylko proszę, pij i współżyj w sprawdzonych miejscach. – dorzucił jako żart na koniec i skłonił mu się w ramach pożegnania. Nic więcej, żadnych słów, żadnych obietnic.
To w końcu drugi etap rekrutacji, a nie decyzja o małżeństwie na całe życie.