10.04.2024, 14:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2024, 23:55 przez Millie Moody.)
Pojawienie się gospodarza imprezy nie zbudziło wiele więcej emocji w głowie niestabilnej, ale całkiem wysoko funkcjonującej dziewuchy. To jak wlewać kubek wody do oceanu – kapka w tę czy drugą stronę nie zmieniała za bardzo sytuacji.
Mills zmrużyła czujnie złociste oczy, w których odbijała się nikle łuna oświetlenia rezydencji. Obserwowała go czujnie, zupełnie tak jakby zamierzała w każdej chwili zarzucić mu złamanie jakiegoś paragrafu i zakucie w magiczne kajdanki. Oj mocno by pętała złociste struny na tych wyglansowanych łapkach. Cała jej postawa zdradzała gotowość do podjęcia rękawicy, niedawne rozluźnienie przy fajce podczas pełnieni służby czmychnęła gdzieś niepostrzeżenie.
Dała mu mówić, choć szczupła twarz wyrażała niechęć i dystans od pierwszych jego słów. Ani na moment nie zabrała spojrzenia, zupełnie jakby bawili się w grę, kto pierwszy odwróci wzrok. Ona nie zamierzała przegrać. Nienawidziła przegrywać, nawet jeśli całe jej życie było jedną wielką porażką.
Gdy w końcu umilkł, oblepiwszy ją tymi wszystkimi "komplementami", sarknęła w ponurym rozbawieniu:
– Striptiz był kilka godzin temu. – rzuciła zamiast jakiejkolwiek normalnej odpowiedzi, zaciągając się swoim wyciągniętym z kałuży biedy skrętem.
– Towarzystwo się rozlazło, nic nie wybuchło brawo, takie imprezy lubię najbardziej. – skłamała. Wolałaby zgarniać szufelką ich flaki rozwleczone po okolicy. Ale przystojniaczek nie musiał o tym wiedzieć. – Nic tu po mnie w takim razie panie obywatelu, w imieniu Brygady Uderzeniowej dziękujemy za współpracę i polecamy się na przyszłość. – w jej ustach formułka brzmiała płycej niż dno kałuży z roztopionej hałdy śniegu. Ciągnęła mocno, a żar przesuwał się po ususzonych liściach, nadpalając z pewnością filtr. Jej usta smakowałyby teraz jak popiół który tak zachłannie wtłaczała sobie do płuc.
Mills zmrużyła czujnie złociste oczy, w których odbijała się nikle łuna oświetlenia rezydencji. Obserwowała go czujnie, zupełnie tak jakby zamierzała w każdej chwili zarzucić mu złamanie jakiegoś paragrafu i zakucie w magiczne kajdanki. Oj mocno by pętała złociste struny na tych wyglansowanych łapkach. Cała jej postawa zdradzała gotowość do podjęcia rękawicy, niedawne rozluźnienie przy fajce podczas pełnieni służby czmychnęła gdzieś niepostrzeżenie.
Dała mu mówić, choć szczupła twarz wyrażała niechęć i dystans od pierwszych jego słów. Ani na moment nie zabrała spojrzenia, zupełnie jakby bawili się w grę, kto pierwszy odwróci wzrok. Ona nie zamierzała przegrać. Nienawidziła przegrywać, nawet jeśli całe jej życie było jedną wielką porażką.
Gdy w końcu umilkł, oblepiwszy ją tymi wszystkimi "komplementami", sarknęła w ponurym rozbawieniu:
– Striptiz był kilka godzin temu. – rzuciła zamiast jakiejkolwiek normalnej odpowiedzi, zaciągając się swoim wyciągniętym z kałuży biedy skrętem.
– Towarzystwo się rozlazło, nic nie wybuchło brawo, takie imprezy lubię najbardziej. – skłamała. Wolałaby zgarniać szufelką ich flaki rozwleczone po okolicy. Ale przystojniaczek nie musiał o tym wiedzieć. – Nic tu po mnie w takim razie panie obywatelu, w imieniu Brygady Uderzeniowej dziękujemy za współpracę i polecamy się na przyszłość. – w jej ustach formułka brzmiała płycej niż dno kałuży z roztopionej hałdy śniegu. Ciągnęła mocno, a żar przesuwał się po ususzonych liściach, nadpalając z pewnością filtr. Jej usta smakowałyby teraz jak popiół który tak zachłannie wtłaczała sobie do płuc.