10.04.2024, 20:10 ✶
- Oh, więc to po prostu spotkanie obiadowe niezwiązane z pracą. Dlaczego mnie to wcale nie uspokoiło? - zapytał retorycznie, wzdychając z nutą dramatyzmu.
Dlaczego Stasiek był taki zaskoczony? Przecież należeli do tej samej durnej organizacji, o zgrozo, musiał wiedzieć o tym, że Robert się nim poniekąd opiekował. Owszem, to spotkanie było niespodziewane — mogło świadczyć zaręczynach, wspólnym zadaniu od Czarnoksiężnika, ale i o zwykłych interesach pomiędzy ich rodzinami. Spojrzenie chłopaka przeskakiwało pomiędzy dwójką towarzyszących mu mężczyzn, jakby szukał w ich zachowaniu lub też słowach dodatkowych wskazówek. Atmosfera mu się nie podobała, podobnie jak westchnienie — jakże głębokie, jego brata.
- Jedyną osobą, która zdaje się o czymś nie wiedzieć, jestem ja. - zauważył z delikatnym wzruszeniem ramion i miną sugerującą, że pracował nad pogodzeniem się z własnym losem. Poprawił rękawy koszuli, dłonią przesunął po włosach i tym razem to on westchnął, gdy Stasiek zaprzeczył aranżowanemu związkowi z córką Roberta. Nie była blondynką? Ściągnął brwi, wydając z siebie mruknięcie zastanowienia — dlaczego tak zareagował i co tu się właściwie działo? Niby wiedział, że brat miał przed nim sekrety, ale zawsze go to dotykało w ten sam sposób, bo on mówił mu przecież wszystko! Wpadał wtedy w jakąś paranoję, że Stanley przestawał mu ufać.
Wyprostował się jak struna, wyciągając dłonie z kieszeni, którymi wykonał przepraszający gest, jakby odrobinę się zapomniał. Jeśli ktokolwiek miał mieć na niego wpływ, to tylko Borgin starszy. Po głowie chodziła mu setka pytań, niektóre zmierzały w bardzo niepokojącym kierunku — jak te spojrzenia, które sobie ciągle posyłali. Jakby coś ich łączyło.. Głębszego? Zamrugał, a jego spojrzenie kolejny raz przemknęło z brata, na Roberta i z Roberta, na Staszka. O nie, kazał mu usiąść, więc kaliber informacji był dość mocny. Dlatego nie miał jeszcze narzeczonej? Zwilżył wargi, odrobina zdenerwowania przemknęła przez twarz chłopaka, ale usiadł, nie chowając już rąk do kieszeni. Skrzyżował je na klatce piersiowej, co miało podkreślić jego oczekiwanie. Z trudem nie wchodził mu w słowo, zawieszając na nim spojrzenie, a usta Tośka rozchyliły się, przypominając trochę wyjętą z wody rybę. Kolejny raz kręcił głową, będzie na pewno bolała go szyja. Czuł, jak żyłka pulsuje mu na szyi, jak tli się w nim złość i budzi głęboko uśpiona agresja, której miał tak duże pokłady. Zacisnął palce w pięści i wstał, krzesło stuknęło i szurnęło głośno, ale mebel się nie przewrócił.
- Ten chuj.. - zaczął, a potem odwrócił głowę w stronę Roberta, w którego mimowolnie wycelował palcem, który akurat zamykał drzwi od pokoju. - Bez urazy. - zaznaczył, zaraz wracając jednak do Stanleya, robiąc krok w jego stronę. - Jest Twoim ojcem? Tym, który Cię porzucił, nie chciał, nie wiem — kurwa on jeden wie, dlaczego to zrobił. I nic mi nie powiedziałeś?
Prychnął, robiąc kilka kroków w prawo i w lewo, liczył w głowie do dziesięciu, żeby bardziej nie wybuchnąć. Czuł się w kropce, bo lubił Roberta, wiedząc, jak dużo może się od niego nauczyć i jakie miał szczęście, że to on był jego opiekunem w organizacji, tolerując fakt, że Tosiek nie brudził sobie rąk bezpośrednio. Przeciągnął językiem po dolnej wardze, widocznie bijąc się z myślami. Bo jak miał mu niby wybaczyć to, co zrobił Staśkowi? Obserwował, jak Robert wrócił do pokoju ze szklankami z trunkiem. Było to potrzebne, bardziej niż papieros i nikotyna, której uzależnienie się domagało. Podziękował skinieniem głowy, bo ostatecznie Antek był gentlemanem i złapał za szklankę i duszkiem wypił, czując, jak mocny alkohol pali jego przełyk i podniebienie, jak razi go cierpkość. - No tak, usiądźmy sobie jak gdyby nigdy nic do zapiekanki. - zaśmiał się, stukając palcami w trzymane szkło. W głowie mu się ta komedia nie mieściła. - Nie wiem, będziecie odbudowywać rodzinne więzi, a ja jestem jako dodatek do Stanleya?
Odstawił szklankę, podchodząc do okna z rękoma w kieszeniach, jako oznaka jawnego buntu i urazy do swojego opiekuna, Borgina Starszego. A on myślał, że ciężko go w życiu zaskoczyć, że jest taki tolerancyjny i światowy, a tu proszę, takiego obrotu spraw i plot twista się zupełnie nie spodziewał.
Dlaczego Stasiek był taki zaskoczony? Przecież należeli do tej samej durnej organizacji, o zgrozo, musiał wiedzieć o tym, że Robert się nim poniekąd opiekował. Owszem, to spotkanie było niespodziewane — mogło świadczyć zaręczynach, wspólnym zadaniu od Czarnoksiężnika, ale i o zwykłych interesach pomiędzy ich rodzinami. Spojrzenie chłopaka przeskakiwało pomiędzy dwójką towarzyszących mu mężczyzn, jakby szukał w ich zachowaniu lub też słowach dodatkowych wskazówek. Atmosfera mu się nie podobała, podobnie jak westchnienie — jakże głębokie, jego brata.
- Jedyną osobą, która zdaje się o czymś nie wiedzieć, jestem ja. - zauważył z delikatnym wzruszeniem ramion i miną sugerującą, że pracował nad pogodzeniem się z własnym losem. Poprawił rękawy koszuli, dłonią przesunął po włosach i tym razem to on westchnął, gdy Stasiek zaprzeczył aranżowanemu związkowi z córką Roberta. Nie była blondynką? Ściągnął brwi, wydając z siebie mruknięcie zastanowienia — dlaczego tak zareagował i co tu się właściwie działo? Niby wiedział, że brat miał przed nim sekrety, ale zawsze go to dotykało w ten sam sposób, bo on mówił mu przecież wszystko! Wpadał wtedy w jakąś paranoję, że Stanley przestawał mu ufać.
Wyprostował się jak struna, wyciągając dłonie z kieszeni, którymi wykonał przepraszający gest, jakby odrobinę się zapomniał. Jeśli ktokolwiek miał mieć na niego wpływ, to tylko Borgin starszy. Po głowie chodziła mu setka pytań, niektóre zmierzały w bardzo niepokojącym kierunku — jak te spojrzenia, które sobie ciągle posyłali. Jakby coś ich łączyło.. Głębszego? Zamrugał, a jego spojrzenie kolejny raz przemknęło z brata, na Roberta i z Roberta, na Staszka. O nie, kazał mu usiąść, więc kaliber informacji był dość mocny. Dlatego nie miał jeszcze narzeczonej? Zwilżył wargi, odrobina zdenerwowania przemknęła przez twarz chłopaka, ale usiadł, nie chowając już rąk do kieszeni. Skrzyżował je na klatce piersiowej, co miało podkreślić jego oczekiwanie. Z trudem nie wchodził mu w słowo, zawieszając na nim spojrzenie, a usta Tośka rozchyliły się, przypominając trochę wyjętą z wody rybę. Kolejny raz kręcił głową, będzie na pewno bolała go szyja. Czuł, jak żyłka pulsuje mu na szyi, jak tli się w nim złość i budzi głęboko uśpiona agresja, której miał tak duże pokłady. Zacisnął palce w pięści i wstał, krzesło stuknęło i szurnęło głośno, ale mebel się nie przewrócił.
- Ten chuj.. - zaczął, a potem odwrócił głowę w stronę Roberta, w którego mimowolnie wycelował palcem, który akurat zamykał drzwi od pokoju. - Bez urazy. - zaznaczył, zaraz wracając jednak do Stanleya, robiąc krok w jego stronę. - Jest Twoim ojcem? Tym, który Cię porzucił, nie chciał, nie wiem — kurwa on jeden wie, dlaczego to zrobił. I nic mi nie powiedziałeś?
Prychnął, robiąc kilka kroków w prawo i w lewo, liczył w głowie do dziesięciu, żeby bardziej nie wybuchnąć. Czuł się w kropce, bo lubił Roberta, wiedząc, jak dużo może się od niego nauczyć i jakie miał szczęście, że to on był jego opiekunem w organizacji, tolerując fakt, że Tosiek nie brudził sobie rąk bezpośrednio. Przeciągnął językiem po dolnej wardze, widocznie bijąc się z myślami. Bo jak miał mu niby wybaczyć to, co zrobił Staśkowi? Obserwował, jak Robert wrócił do pokoju ze szklankami z trunkiem. Było to potrzebne, bardziej niż papieros i nikotyna, której uzależnienie się domagało. Podziękował skinieniem głowy, bo ostatecznie Antek był gentlemanem i złapał za szklankę i duszkiem wypił, czując, jak mocny alkohol pali jego przełyk i podniebienie, jak razi go cierpkość. - No tak, usiądźmy sobie jak gdyby nigdy nic do zapiekanki. - zaśmiał się, stukając palcami w trzymane szkło. W głowie mu się ta komedia nie mieściła. - Nie wiem, będziecie odbudowywać rodzinne więzi, a ja jestem jako dodatek do Stanleya?
Odstawił szklankę, podchodząc do okna z rękoma w kieszeniach, jako oznaka jawnego buntu i urazy do swojego opiekuna, Borgina Starszego. A on myślał, że ciężko go w życiu zaskoczyć, że jest taki tolerancyjny i światowy, a tu proszę, takiego obrotu spraw i plot twista się zupełnie nie spodziewał.