Uśmiechnęła się zupełnie szczerze, nie wiedziała ile jest prawdy, w tym co mówi, a ile zwykłej uprzejmości, jednak komplementy zawsze były przyjemne, no i jednak wydawało jej się, że kto, jak kto, ale Lou zawsze był szczery. Miała wrażenie, że zawsze mówi to co myśli i raczej nie sięga po kłamstwo, przynajmniej nie w rozmowach z bliskimi, a uważała, że są sobie bliscy. Może i była od niego trochę młodsza, mniej doświadczona, jednak ciągle pozostawali rodziną, a więzy krwi były ważne, szczególnie pośród osób im podobnych, czystokrwistych. Sama bardzo ceniła sobie towarzystwo Lou, jego zaufanie, wiedziała, że może się do niego zwrócić w każdej sprawie, dobrze było mieć wokół siebie takie osoby, bo nigdy nie wiadomo, kiedy może przydać się ich pomoc. Trixie zresztą też w każdej chwili była gotowa spełniać jego prośby. Miała do niego sentyment. - Nie przesadzaj z tymi komplementami, bo moje ego urośnie jeszcze bardziej i stanę się nieznośna. - Dodała z uśmiechem na twarzy, bo można było o niej powiedzieć naprawdę wiele, ale na pewno nie to, że brakowało jej pewności siebie. Została wychowana, aby czuć poczucie wyższości nad większością społeczeństwa, czuła się lepsza, nie ma się co oszukiwać, a słowa kuzyna tylko ją w tym upewniały.
- Nie możesz? Pamiętaj, że możemy wszystko. - Dodała jeszcze, bo uważała, że nie warto się ograniczać, zdecydowanie lepiej spełniać swoje zachcianki, nawet jeśli w grę wchodziło zabójstwo. Nie zamierzała jednak ciągnąć go za język i wypytywać z czego wynikają te ograniczenia, najwyraźniej miał jakiś powód, może kiedyś zmieni zdanie i wybierze najprostsze, a zarazem najbardziej satysfakcjonujące rozwiązanie. Na pewno by mu wtedy ulżyło.
- Oczywiście, zgadzam się, muszę przyznać rację. Jak widać brak mi doświadczenia, mam nadzieję, że dzięki tobie go nieco nabiorę. Może dzięki temu w przyszłości będzie mi łatwiej dokonać wyboru. - Bardzo ważne było podkreślenie swojej wyższości, to fakt, kto jak kto, ale Lou o tym wiedział. Jego pewność siebie ją zachwycała, widać, że jego również wychowano w odpowiedni sposób. Byli pod tym względem do siebie bardzo podobni, świadomi tego, gdzie w tym świecie jest ich miejsce.
Usiadła wreszcie na krześle, które jej wysunął. Wyprostowała się niczym struna, chociaż nie było tu nikogo poza nimi, z przyzwyczajenia, zawsze, wszystko robiła idealnie. Usłyszała jego szept, problem, czy faktycznie był to problem? Tego nie wiedziała jeszcze sama. Coś się popsuło, tak, tego była pewna, ale czy był to problem? Może wręcz przeciwnie, lepiej teraz, niż po ślubie, zerwane zaręczyny były na pewno mniejszym skandalem od ewentualnego rozwodu. Póki co, sama nie do końca wiedziała, co powinna o tym wszystkim myśleć, ta sprawa trwała, nie dochodziło do żadnych wyjaśnień, nikt się nie określił, co chyba tylko jeszcze bardziej ją irytowało, bo chciałaby wiedzieć na czym stoi, jednak póki co zamierzała nieco się zdystansować, żeby ponownie nie doprowadzić do wielkiej kłótni.
Nie sądziła, że Lou był osobą, z którą powinna rozmawiać o takich sprawach, trochę jej było głupio? Z drugiej jednak strony, może mógłby jej pomóc, był facetem i najprawdopodobniej potrafiłby spojrzeć na wszystko inaczej. - Dowiedziałam się pewnych rzeczy, które nie do końca mi się spodobały, ale najwyraźniej nie mogę mieć na to wpływu. - Miała wrażenie, że jej narzeczony wybrał współpracownika, miał prawo, jednak ona nie znosiła być na drugim miejscu. - Co najbardziej mnie w tym wszystkim zirytowało, nazwał mnie słabą, rozumiesz? Mnie, słabą? - Nadal nie mogła wyprzeć tych słów ze swojego umysłu, wracały do niej niczym bumerang, bo była to chyba jedna z najgorszych obelg, jakie usłyszała.
Obserwowała Lou gdy nalewał wino do kieliszka, miało przepiękny kolor, kiedy skończył sięgnęła po kieliszek, zdawała sobie sprawę, że nalał dużo więcej, niż wypadało, jednak było to dobre posunięcie, bo potrzebowała alkoholu, szczególnie, kiedy rozmowa zeszła na takie niewygodne tematy. Upiła całkiem spory łyk wina, po czym przejechała językiem po ustach, żeby pozbyć się z nich ich smaku. Tak naprawdę to nie przepadała jakoś specjalnie za alkoholem.