10.04.2024, 22:28 ✶
Złapałem od niej fajki, zadowolony, że zechciała podzielić się ze mną swoimi małymi skarbami. Pewnie bym nie zauważył tej lecącej chwilę później zapalniczki, gdyby mi nie zalśniła w powietrzu złowrogo. W przeciwieństwie do Geraldine, wolałem już nie ryzykować. Zdawało mi się, że dziś będzie piękny dzień, stąd zamiast ponownie przysiadać na oknie, pacnąłem sobie na podłodze tyłkiem. Oczywiście nie bezpośrednio pod rozlaną kawą, tylko nieco w bok. Czułem jej zapach w pobliżu, ale już nie kusiła do wypicia. Nie smakowałaby nawet tak jak kiedyś. Pewnie znowu ziemiście.
Odpaliłem papierosa, a resztę położyłem obok siebie na podłodze.
- Niezbyt. Ale oddycham przy tym, zaciągam się... To trochę tak, jakbym żył - przyznałem się, nawet w miarę spokojnie jak na fakty, do których właśnie się przyznałem. Niby nie brzmiałem jakoś źle przy tym i wcale nie wyrzucałem tego w kierunku Geraldine, to nie sądziłem by to było dla niej pocieszające. Wręcz przeciwnie. I tak bardzo cisnęło mi się na usta by przy tej okazji opowiedzieć jej, jakie cudowne uczucie zalewało mnie, kiedy piłem krew, że tedy naprawdę czułem, że żyłem, i że chętnie bym pił i pił, i pił, i pił, i spiłbym całe wioski, żeby się tak czuć non stop, ale ugryzłem się w język. To nie był dobry moment ani dobry temat nawet. Mnie samego przerażała ta wizja, ale to było moje pojebane małe marzenie by się nie ograniczać w tej ciepłej, świeżej krwi... Czasami się zastanawiałem, co Gerard by powiedział na taki obrót sprawy. Hmm. Może natychmiastowa dekapitacja? Hah. Myślę, że mógłby tak postąpić ktokolwiek z naszej rodziny.
- Trudno z odwrotną psychologią. Patent stary jak świat, aaaleee... Gdyby mnie to uszczęśliwiło, że jesteś z kimś normalnym, kto będzie na ciebie zasługiwał, zamiast z całą rzeszą jakichś kutasów? - zapytałem ją i jak na młodszego braciszka przystało, zrobiłem niewinne, dziecięce spojrzenie numer osiem. Idealne do wymuszania obietnic na bliskich.
Z Erikiem to na razie przemilczałem, bo faktycznie od jakiegoś czasu czułem, że coś jest z nim nie tak, że jest w nim coś, co można by określić mianem nieludzkiego, ale jakoś nie skupiałem się na tym zanadto. Może z tego względu, że od lat przyjaźnił się Geraldine, której ufałem jak mało komu, poza tym dobrze mu z oczu patrzyło przez te lata.
Odpaliłem papierosa, a resztę położyłem obok siebie na podłodze.
- Niezbyt. Ale oddycham przy tym, zaciągam się... To trochę tak, jakbym żył - przyznałem się, nawet w miarę spokojnie jak na fakty, do których właśnie się przyznałem. Niby nie brzmiałem jakoś źle przy tym i wcale nie wyrzucałem tego w kierunku Geraldine, to nie sądziłem by to było dla niej pocieszające. Wręcz przeciwnie. I tak bardzo cisnęło mi się na usta by przy tej okazji opowiedzieć jej, jakie cudowne uczucie zalewało mnie, kiedy piłem krew, że tedy naprawdę czułem, że żyłem, i że chętnie bym pił i pił, i pił, i pił, i spiłbym całe wioski, żeby się tak czuć non stop, ale ugryzłem się w język. To nie był dobry moment ani dobry temat nawet. Mnie samego przerażała ta wizja, ale to było moje pojebane małe marzenie by się nie ograniczać w tej ciepłej, świeżej krwi... Czasami się zastanawiałem, co Gerard by powiedział na taki obrót sprawy. Hmm. Może natychmiastowa dekapitacja? Hah. Myślę, że mógłby tak postąpić ktokolwiek z naszej rodziny.
- Trudno z odwrotną psychologią. Patent stary jak świat, aaaleee... Gdyby mnie to uszczęśliwiło, że jesteś z kimś normalnym, kto będzie na ciebie zasługiwał, zamiast z całą rzeszą jakichś kutasów? - zapytałem ją i jak na młodszego braciszka przystało, zrobiłem niewinne, dziecięce spojrzenie numer osiem. Idealne do wymuszania obietnic na bliskich.
Z Erikiem to na razie przemilczałem, bo faktycznie od jakiegoś czasu czułem, że coś jest z nim nie tak, że jest w nim coś, co można by określić mianem nieludzkiego, ale jakoś nie skupiałem się na tym zanadto. Może z tego względu, że od lat przyjaźnił się Geraldine, której ufałem jak mało komu, poza tym dobrze mu z oczu patrzyło przez te lata.