Ci, którzy go dobrze znali, doskonale wiedzieli, że Leon jest z charakteru przemiłym i zarazem osobliwym człowiekiem. Gdyby teraz na niego spojrzeli, zapytaliby z pewnością o to, kim jest i co zrobił z tym Leonem, którego tak dobrze znają. Dalsza lakoniczna konwersacja z będącą jego sąsiadką dziewczyną działała na niego negatywnie, pogłębiając wdzierającą mu się w każdą myśl złość. Nieszczególnie interesowało go to, co ma mu do powiedzenia. Najlepiej aby nie mówiła w ogóle. To nie było jej najmocniejszą stroną, skoro zdawała się mieć problem z wypowiadaniem pełnych zdań.
— Niestety. — Wiedziony wzbierającym w nim uczuciem wyraził swoje ubolewanie z powodu dzielenia części kempingu w jego odczuciu niedojrzałą smarkulą, która ledwo co Hogwart skończyła. Nie miało znaczenia to, że wół zapomniał jak cielęciem był. — Masz na imię Sophie, nie hałasujesz i masz problem z wypowiadaniem się pełnymi zdaniami? — Zadane przez niego pytanie nacechowane było wyczuwalną w jego głosie irytacją. Byłaby ona większa, gdyby wiedział, co zakłębiło się w głowie dziewczyny. Zachowywała się dziwacznie, wzdychając i zasłaniając usta dłonią. Wydawała się zawstydzona. Powinna być! Miała siano w głowie! Bardzo szybko wróciła do niego spojrzeniem. Nie czuł posmaku krwi wypływającej z nosa.
— Zawsze spoglądasz na innych w tak namolny sposób? — To pytanie nie odbiegało tonem od poprzedniego, które opuściło jego usta, które tak pragnęła całować.