• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem.

[06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem.
entropy
What if I fall into the abyss?
What if I swing only just to miss?
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Egzorcystka, medium, wróżbitka
Jest w niej pewna nerwowość, którą widać tak samo w gestach jak i odległym spojrzeniu zielonych oczu, pod którymi rozsiane zostały konstelacje piegów. Blond włosy ma zawsze ścięte przed ramiona. Jej drobną, niewielką (160cm) sylwetkę otacza zwykle ciężki zapach kadzideł, który wydaje się wżerać w każdy skrawek jej ciała i noszonych przez nią materiałów, ale kiedy komuś dane jest znaleźć się dostatecznie blisko, spod spodu przebija się pewna o wiele lżejsza nuta, przywodząca na myśl letnią noc, podczas której z łatwością można policzyć na niebie wszystkie gwiazdy.

Ambrosia McKinnon
#12
11.04.2024, 00:57  ✶  
Parsknęła, również wyraźnie rozbawiona tym, że w odpowiedzi na pierwsze jego pytanie talia pokazała im właśnie Ósemkę Denarów.
- A co, myślałeś że będzie łatwo? - uśmiechnęła się do niego zaczepnie, spoglądając w jego roześmianą przez moment twarz, jakby właśnie opromieniało ją Słońce w najpiękniejszym swoim wydaniu.

Ona nigdy nie prosiła, a przynajmniej lubiła myśleć, że tego nie robiła. Jeśli już, to nigdy wprost i nie w ten obcesowy, upodlający wręcz sposób, jakby zdesperowana była po nawet najdrobniejszy gest czułości. Kochaj mnie, żądała wręcz często, dając mu do zrozumienia że tego właśnie od niego potrzebuje - jednak w jaki sposób, to zależało tylko od niego. Była zbyt dumna na to, by poddać się najgorszym swoim słabościom i paść przed nim na kolana, niby wznosząc ku niemu najgorętsze modły. Przewrotna była w swojej potrzebie, by obdarzał ją uczuciem, swoje ofiary i prośby składając raczej w kapliczce skrytej głęboko w jej sercu i przed jego bezpośrednim spojrzeniem.  Jej błagalne spojrzenie mogły oglądać co najwyżej jego plecy, kiedy odwracał się wreszcie od niej; Proszę, nie zostawiaj mnie. Nie pozwól mi być samą. Nie na zawsze. Bo bez Ciebie nie dam sobie rady. Ale kiedy tylko znowu natrafiała na jego wzrok, prostowała się i zadzierała podbródek, rzucając wyzwanie swojemu Bogu.

Zachichotała, spoglądając na sylwetkę Cesarza, którą zaprezentowały im karty. Podobnie jak Alexander, myślała o Morpheusie, kiedy na nią patrzyła. Ale w tym momencie nie ciągnęło ją do tego, by rozwijać tę kartę dalej. Z przekorą tylko przemknęło jej przez głowę, czy znaczyło to, że jakimś pokrętnym cudem faktycznie tutaj, w Windermere przyjdzie im spotkać Longbottoma. To by dopiero było zabawne.

Podczas gdy Alexander rozkładał w myślach na części pierwsze Cesarza, to jak bardzo chciał nim być i wszystkie kwestie składające się na jego relację z Lorettą, Ambrosia z pełnym zadowoleniem przyglądała się jemu i splatającym się dookoła niemu promieniom słońca. I przez moment, bardzo krótką chwilę pomyślała, jak tożsame z nim mogąc być słowa, które z przekorą rzuciła do Morpheusa, kiedy w czerwcu zawitał do Ataraxii. Słońce jest zbyt jasne. Często oślepia i parzy, kiedy pozwolić sobie na zbyt długie pławienie się w jego promieniach. I w tym momencie McKinnon czuła się zwyczajnie ślepa, chociaż nie mogła powiedzieć, że specjalnie jej to przeszkadzało. Słońce, jakie tkwiło głęboko w Alexandrze i która zdawała się dostrzegać jako jedyna, trwale wypalało na jej siatkówce jego sylwetkę i gdzie nie spojrzała, zawsze go widziała. A teraz, kiedy był tak blisko, nie mogła patrzeć gdziekolwiek indziej przez dłużej jak kilka chwil.

Patrzyła na niego, nagle mając wrażenie że nie ma niczego innego na świecie. Byli sami. Zupełnie sami, otuleni miękką zasłoną zrozumienia. Szukała; jakiejś nieprawidłowości, skazy na obrazie człowieka, w którego właśnie się wpatrywała, ale nie była w stanie znaleźć niczego takiego. Widziała tylko mężczyznę, który kiedy na nią patrzył, robił to naprawdę, zaglądając tymi błękitnymi oczami gdzieś do środka, jakby było tam coś na co warto było spoglądać.

Uśmiechnęła się do niego, chociaż po prawdzie to do tej pory, nawet kiedy głębszy wyraz znikał z jej twarzy, w kącikach ust wciąż pozostawała rozanielona nuta.
- Dobrze. Byłabym niezmiernie rozczarowana, gdyby było inaczej - skonstatowała, przyglądając się jak zręcznie tasuje jej karty, na koniec jednak układając je w charakterystyczny dla siebie sposób. - Hm, pochyl się - rzuciła, przyjmując do dłoni potasowaną talię i wyrównując ją, zanim sięgnęła do jego twarzy. Nakryła dłonią jego policzek, a potem pocałowała dokładnie tak samo, jak zdarzyło się jej jeszcze we Francji. Pocałunek, który jednocześnie był tylko ich, a z drugiej strony nie byli w stanie poczuć na sobie swoich oddechów czy smaku i miękkości ust. Pocałunek który istniał tylko, jeśli naprawdę by tego chcieli. Czuła, jak serce znowu gubi rytm i robi jej się słodko. Chciała pocałować go naprawdę, ale mogła pomyśleć o tysiącu powodów dla których zrobienie tego było bardzo złym pomysłem. Pierwszym z nich był fakt, że w gruncie rzeczy niczego bardziej teraz nie chciała.

Westchnęła, przez moment patrząc na swoje palce, dotykające delikatnie jego skóry, w geście w którym pomimo prostoty, kryło się tak wiele czułości. Ale zaraz cofnęła się, zaraz też odwracając do niego plecami i przyglądając się Głupcowi, który znajdował się na samym wierzchu talii. Pokręciła głową i przełożyła karty, bo przecież wiedziała, gdzie szukać włożonych przez niego Kochanków, umieszczając ich na samej górze.

- Wiesz, tak sobie myślę, że moglibyśmy się przejść nawet zaraz, co ty na to? - zapytała, przez moment jeszcze patrząc na trzymaną w rękach talię i kartę na samej jej górze, zanim powoli zawinęła ją w jedwabną chusteczkę. - Jako, że wylosowały nam się same proste Księżyce, jak wcześniej przepowiedziałeś, to nie możemy pozwolić za długo czekać i tej wizji, prawda? - sięgnęła dłonią, wskazując na plecy i znajdujące się tam zapięcie sukienki, którą miała teraz na sobie. Ale nie spojrzała na niego, w jakiś sposób zwyczajnie bojąc się, a może zanadto czując cały czas jak ta głupia dziewczyna, którą była kiedyś.


she was a gentle
sort of horror
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (4247), Ambrosia McKinnon (3583), Pan Losu (69)




Wiadomości w tym wątku
[06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Alexander Mulciber - 06.04.2024, 23:13
RE: [05.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Pan Losu - 06.04.2024, 23:13
RE: [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Ambrosia McKinnon - 07.04.2024, 00:08
RE: [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Pan Losu - 07.04.2024, 00:08
RE: [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Alexander Mulciber - 07.04.2024, 02:30
RE: [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Ambrosia McKinnon - 07.04.2024, 03:57
RE: [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Alexander Mulciber - 08.04.2024, 19:44
RE: [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Ambrosia McKinnon - 08.04.2024, 21:21
RE: [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Alexander Mulciber - 10.04.2024, 01:59
RE: [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Ambrosia McKinnon - 10.04.2024, 03:40
RE: [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Alexander Mulciber - 10.04.2024, 18:35
RE: [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Ambrosia McKinnon - 11.04.2024, 00:57
RE: [06.08.1972] Szaleństwo Windermere. Kiedy słońce było bogiem. - przez Alexander Mulciber - 12.04.2024, 00:55

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa