11.04.2024, 08:07 ✶
- Przez obóz przewija się sporo osób, a szansę na to, że akurat zobaczy cię jako kota były niewielkie - mruknął Cathal z zastanowieniem. Oczywiście, istniała szansa, że ktoś po prostu ich obserwował. Albo że jakiś członek zespołu nie tyle przekazał informacje o pracownikach i strukturze obozu, by pomóc się tu komuś wślizgnąć, ile opowiadał komuś znajomemu o współpracownikach, a to, że jeden z nich jest animagiem nie znalazło miejsca w tych opowieściach.
Za wiele możliwości.
Nie można było przywiązywać się do jednej teorii, zanim znalazło się dowody na jej potwierdzenie, o tym Cathal jako historyk wiedział aż za dobrze.
Nie zdążył powiedzieć więcej, pojawiła się bowiem Nell, a z nią jak zwykle - zamieszanie. Zaskoczona nieco nagłym przypływem uczuć ze strony McGonagall, poklepała ją wolną ręką po plecach, chociaż rzecz jasna skupiła się głównie na tym, aby torba trzymana w prawej dłoni nie została przypadkiem zgnieciona.
- No zostawić was samych na pięć minut nie można - podsumowała, i tak, naprawdę ciężko byłoby ten ton i sposób bycia podrobić. - Nie Cal? - zdziwiła się, szczerze lub udawanie, wychylając zza ramienia Ginewry, by spojrzeć na Cathala, który uniósł po prostu oczy ku niebu, jakby zabrakło mu na chwilę sił. - Dobra, nic nie mówcie, już rozumiem. To na pewno wina Jamila.
- Też nie - odparł Shafiq. - Ktoś z zewnątrz próbował się tutaj dostać. W twojej postaci.
Nell zamarła na moment, zamrugała, a na jej drobnej twarzy pojawiła się czysta konsternacja.
- Że co? Jak to w mojej postaci?
- Wyglądał jak ty. Ginny zorientowała się, że coś jest nie tak, ale ta osoba wiedziała sporo o obozie. Bez problemów znalazła ten namiot i znała imię Ginewry.
- Jak dopadnę, to nogi z dużym powyrywam! - wściekła się Nell, błyskawicznie przechodząc od konsternacji do gniewu. Policzki aż się jej zaczerwieniły. - Jako ja! Ja jestem jedyna i niepowtarzalna!!!
- Na całe szczęście, wyjątkowo masz rację w tym wypadku - powiedział Cathal, odsuwając się od stołu. - Idę rozejrzeć się po okolicy. Niech któraś z was tu zostanie i dopilnuje, by nikt nie wchodził. Jutro przeniesiemy kolejne rzeczy do Londynu.
- Co to znaczy wyjątkowo, co? - warknęła jeszcze Nell, kiedy Cathal już wychodził z namiotu. A potem opadła na najbliższe krzesło i wyciągnęła z torby paczkę żelek. - Żelka?
Za wiele możliwości.
Nie można było przywiązywać się do jednej teorii, zanim znalazło się dowody na jej potwierdzenie, o tym Cathal jako historyk wiedział aż za dobrze.
Nie zdążył powiedzieć więcej, pojawiła się bowiem Nell, a z nią jak zwykle - zamieszanie. Zaskoczona nieco nagłym przypływem uczuć ze strony McGonagall, poklepała ją wolną ręką po plecach, chociaż rzecz jasna skupiła się głównie na tym, aby torba trzymana w prawej dłoni nie została przypadkiem zgnieciona.
- No zostawić was samych na pięć minut nie można - podsumowała, i tak, naprawdę ciężko byłoby ten ton i sposób bycia podrobić. - Nie Cal? - zdziwiła się, szczerze lub udawanie, wychylając zza ramienia Ginewry, by spojrzeć na Cathala, który uniósł po prostu oczy ku niebu, jakby zabrakło mu na chwilę sił. - Dobra, nic nie mówcie, już rozumiem. To na pewno wina Jamila.
- Też nie - odparł Shafiq. - Ktoś z zewnątrz próbował się tutaj dostać. W twojej postaci.
Nell zamarła na moment, zamrugała, a na jej drobnej twarzy pojawiła się czysta konsternacja.
- Że co? Jak to w mojej postaci?
- Wyglądał jak ty. Ginny zorientowała się, że coś jest nie tak, ale ta osoba wiedziała sporo o obozie. Bez problemów znalazła ten namiot i znała imię Ginewry.
- Jak dopadnę, to nogi z dużym powyrywam! - wściekła się Nell, błyskawicznie przechodząc od konsternacji do gniewu. Policzki aż się jej zaczerwieniły. - Jako ja! Ja jestem jedyna i niepowtarzalna!!!
- Na całe szczęście, wyjątkowo masz rację w tym wypadku - powiedział Cathal, odsuwając się od stołu. - Idę rozejrzeć się po okolicy. Niech któraś z was tu zostanie i dopilnuje, by nikt nie wchodził. Jutro przeniesiemy kolejne rzeczy do Londynu.
- Co to znaczy wyjątkowo, co? - warknęła jeszcze Nell, kiedy Cathal już wychodził z namiotu. A potem opadła na najbliższe krzesło i wyciągnęła z torby paczkę żelek. - Żelka?