11.04.2024, 09:17 ✶
Od razu można było zauważyć, że Samuel nie palił. Ona sama nie była jakoś specjalnie uzależniona, ale wiedziała doskonale, w jaki sposób się zaciągać. A on... Dostrzegła te załzawione oczy i niemożność wciągnięcia dymu w płuca. Nie przeszkadzało jej to jednak, każdy przecież zaczynał, prawda? Oby tylko nie stało się to nawykiem.
- To podobnie, jak u mnie - powiedziała, na chwilę zapatrując się na drzewa. Wyciągnęła rękę i przesunęła palcami po miękkich, zielonych źdźbłach trawy, na której siedzieli. - Mówią, że drzewa to nasi przodkowie.
Powiedziała, marszcząc nieco brwi. Czy w to wierzyła? Nie miała powodów, by w to nie wierzyć. Sama doświadczała czegoś magicznego, gdy wchodziła do Kniei. Jakieś przeczucie, że będzie dobrze, że w razie potrzeby ją ochronią i że właśnie tutaj jest bezpieczna. Również uważała, że nie bez powodu spotkała Samuela. W jej opinii nic co działo się w Kniei, nie było przypadkowe.
- Czy znam... - Rose się uśmiechnęła, a gdy Samuel połączył kropki, skinęła głową, zaciągając się powoli papierosem. - Tak, jestem Roselyn Greengrass. Córka Thomasa Greengrassa i wnuczka Eliasa Greengrassa, który niestety odszedł od nas kilka lat temu.
Widząc, że jej się przygląda jakby szukał dowodów na to, że jej skóra zmienia się w korę, a kończyny w gałęzie, roześmiała się.
- Nie zamieniamy się w drzewa. To... Trochę skomplikowane, ale można powiedzieć, że gdy umiera ktoś z rodziny w Kniei rośnie nowe drzewo. Nie porastamy korą i liśćmi, ale nasze dusze wnikają w Knieję i stajemy się z nią jednością. Ojciec mówił mi, że w razie zagrożenia możemy się komunikować z Knieją, a Knieja stanie w naszej obronie.
Starała się to wytłumaczyć najlepiej, jak umiała, ale sama nie do końca była pewna, jak to działa. Owszem, miewała przeczucia i interpretowała je właśnie w taki sposób: jako podszepty przodków, lecz skłamałaby, gdyby powiedziała że tak po prostu rozmawia z drzewami a one jej odpowiadają.
- Nie, nikt cię nie wyrzuci. Myślę, że po prostu ojciec nie powiedział mi, że tu ktoś mieszka. Dziadek na pewno ma stosowne dokumenty czy coś w tym rodzaju. Skoro mówisz, że mieszkasz tu od zawsze, to pewnie wszystko jest w porządku. Po prostu nikt mnie nie ostrzegł. Poza, oczywiście, zabronieniem odwiedzania tej części lasu - a zakaz ten złamała. Nie wyglądała jednak jakby jej było przykro z tego powodu. Co prawda Rose ze swoją aparycją wyglądała raczej na dobrą dziewczynę, ale fakt że złamała zakaz i tutaj przyszła mógł sugerować, że jednak była zwyczajną dziewczyną, nie do końca i nie zawsze posłuszną.
- To podobnie, jak u mnie - powiedziała, na chwilę zapatrując się na drzewa. Wyciągnęła rękę i przesunęła palcami po miękkich, zielonych źdźbłach trawy, na której siedzieli. - Mówią, że drzewa to nasi przodkowie.
Powiedziała, marszcząc nieco brwi. Czy w to wierzyła? Nie miała powodów, by w to nie wierzyć. Sama doświadczała czegoś magicznego, gdy wchodziła do Kniei. Jakieś przeczucie, że będzie dobrze, że w razie potrzeby ją ochronią i że właśnie tutaj jest bezpieczna. Również uważała, że nie bez powodu spotkała Samuela. W jej opinii nic co działo się w Kniei, nie było przypadkowe.
- Czy znam... - Rose się uśmiechnęła, a gdy Samuel połączył kropki, skinęła głową, zaciągając się powoli papierosem. - Tak, jestem Roselyn Greengrass. Córka Thomasa Greengrassa i wnuczka Eliasa Greengrassa, który niestety odszedł od nas kilka lat temu.
Widząc, że jej się przygląda jakby szukał dowodów na to, że jej skóra zmienia się w korę, a kończyny w gałęzie, roześmiała się.
- Nie zamieniamy się w drzewa. To... Trochę skomplikowane, ale można powiedzieć, że gdy umiera ktoś z rodziny w Kniei rośnie nowe drzewo. Nie porastamy korą i liśćmi, ale nasze dusze wnikają w Knieję i stajemy się z nią jednością. Ojciec mówił mi, że w razie zagrożenia możemy się komunikować z Knieją, a Knieja stanie w naszej obronie.
Starała się to wytłumaczyć najlepiej, jak umiała, ale sama nie do końca była pewna, jak to działa. Owszem, miewała przeczucia i interpretowała je właśnie w taki sposób: jako podszepty przodków, lecz skłamałaby, gdyby powiedziała że tak po prostu rozmawia z drzewami a one jej odpowiadają.
- Nie, nikt cię nie wyrzuci. Myślę, że po prostu ojciec nie powiedział mi, że tu ktoś mieszka. Dziadek na pewno ma stosowne dokumenty czy coś w tym rodzaju. Skoro mówisz, że mieszkasz tu od zawsze, to pewnie wszystko jest w porządku. Po prostu nikt mnie nie ostrzegł. Poza, oczywiście, zabronieniem odwiedzania tej części lasu - a zakaz ten złamała. Nie wyglądała jednak jakby jej było przykro z tego powodu. Co prawda Rose ze swoją aparycją wyglądała raczej na dobrą dziewczynę, ale fakt że złamała zakaz i tutaj przyszła mógł sugerować, że jednak była zwyczajną dziewczyną, nie do końca i nie zawsze posłuszną.