— To przepraszam, widać, że właścicielka dba o to miejsce — powtórzyła, kładąc nacisk na słowo „właścicielka” i uśmiechnęła się przepraszająco. — Tydzień i taki ruch? Znaczy się, wypieki i atmosfera podbijają czarodziejskie serca.
Wbrew pozorom w smaki Reginy było bardzo łatwo trafić. Olbrzymka jadła dużo, ale też nie miała specjalnie wyszukanego podniebienia. Po prostu na ten moment wolała obeżreć się malinowymi tartelkami, które wyglądały tak dobrze, że aż ślinka ciekła.
— Trzyma pani pieczę nad całym lokalem zupełnie sama?
Spytała Regina z niepohamowanym zdziwieniem w głosie i rozejrzała się po kawiarni. Było to godne podziwu, bo chociaż nie zdawała sobie sprawy, ile to wymaga pracy, to umiała sobie wyobrazić, że nawet za pomocą magii ogarnięcie tego wszystkiego mogło sprawiać nie lada kłopot.
— Nie wydaje mi się, żeby miała pani problem z osobami chętnymi, żeby tu pracować, więc czemu nie wziąć kogoś do pomocy?
Rowle wykorzystała chwilę luzu, jaka powstała przy ladzie, bo i była jedynym klientem, który przy niej stał. Dodatkowo była naprawdę zainteresowana tym, czemu właścicielka Nory Nory nie zatrudni chociaż jednego pomocnika i gdzieś głęboko w czeluściach jej umysły zaczął kiełkować pomysł, któremu nie dała jeszcze wyskoczyć na światło dzienne.