Cain zastukał palcem w blat, pochylony nad tym listem.
Tak, wszędzie. Byli wszędzie i tak jak Cain zawsze miał kłopoty z zaufaniem względem ludzi, tak odkąd pojawili się ONI problem z zaufaniem nie stał się problemem. Stał się codziennością, w której ciągle oglądasz się za plecy i martwisz, w kogo tym razem zostanie wymierzona różdżka, którą oni nazywali "sprawiedliwością". Masz czystą krew? Wspaniale. Jesteś mugolakiem - jesteś również celem.
Nic nie wskazywało na to, żeby ktoś się tutaj stał bezpośrednią ofiarą CZEGOŚ. Cain miał bardzo prostą, nader ludzką teorię, którą mógł zamknąć w jednym słowie: egoizm. Zdrowy i naturalny egoizm mający pobudki w czystym instynkcie samozachowawczym. Nie chcesz prowadzić współpracy z ludźmi, którzy przeciwstawiają się takiej osobie jak Czarny Pan. Nie chcesz się narażać, przestajesz chcieć się wychylać. W końcu stajesz się sam ofiarą paranoi, gromadząc artykuły na ten temat i szukając bezpiecznego schronienia tam, gdzie nie miało prawa być dobrze. Stajesz się cieniem samego siebie. Starasz się żyć, a tutaj każdego dnia może dotrzeć do ciebie nowa wiadomość o śmierci, albo Śmierć może sama zapukać w twój próg. To życie... jak to w ogóle można było życiem nazywać?
Odsunął się od biurka, poprawiając kartkę, którą przesunął i obrócił do tego cichego domu. Szkoda mu było człowieka, który tu mieszkał. Tak jak szkoda mu było każdego, kto padł ofiarą tego strachu. Jak szkoda było ofiar, które niewinnie ucierpiały. Nijak to nie wpływało na to, co należało zrobić.
Nie opuścił mieszkania tak, jak zamierzał. Usiadł w fotelu i ściągnął rzemień z kamieniem, który służył mu do hipnozy, z szyi. Położył różdżkę na oparciu fotela. Pewien, że przeszukał potencjalnie każdy zakamarek tego miejsca, w jakim mogłoby coś zostać wetknięte, pozwolił sobie na chwilę rozluźnienia w oczekiwaniu na mieszkańca tego miejsca. Zmęczony, pragnący snu po długim wieczorze i nocy pracy w barze przyjdzie tutaj jako potencjalnie łatwa do zmanipulowania ofiara. Cain nawet nie planował wchodzić z nim w dyskusję. Człowiek, któremu uginały się kolana pod ciężarem tych doświadczeń nie powinien być narażany na niebezpieczeństwo i jeszcze większy stres związany z byciem informatorem, prawda? Ach, gdyby tylko ten świat był tak uroczo czarno-biały... Cain by go wykorzystał w gruncie rzeczy, nawet jeśli było mu go szkoda. Za pomocą hipnozy, w najmniej inwazyjny dla niego sposób, ale zrobiłby to, gdyby nie prośba Brenny. Mógł mu współczuć. Mógł uważać, że to nie było dobre. Wróg nie liczył tego, co jest dobre, a co jest złe. On też nie zamierzał więc przebierać zanadto w środkach.
Jak tylko drzwi zaczęły się otwierać to Cain uniósł różdżkę, żeby wymierzyć zaklęcie w Archibalda, kiedy przekroczy próg.
- Nic nie mów. Zamknij drzwi. Siadaj. - Nakazał mu magią zauroczenia, wskazując różdżką kanapę naprzeciwko siebie i rozwijając na palcach rzemień z kamieniem. Pewnie czegoś takiego Archibald się bał. Że Śmierciożerca się pojawi i zrobi z nim coś naprawdę, naprawdę złego. - Współpracujesz ze Śmierciożercami? - Miał do niego właściwie tylko to jedno, jedyne pytanie.
Na przejęcie kontroli nad Archibaldem
Sukces!
Sukces!