Gerry przyglądała się przez dłuższą chwilą tej plamie po kawie, która znajdowała się na ścianie. Ciekawe, czy uda się to zmyć, czy już na zawsze będzie przypominać jej o tej ich drobnej kłótni, o tej chwili, kiedy była naprawdę w złym stanie, pamiątka jej zagubienia. Będzie musiała spróbować się jej pozbyć, bo wolałaby nie wracać do tego, nie czuła, że jest to ten moment w życiu, który chciała zapamiętać. Wręcz przeciwnie, chciała, żeby ta zła passa minęła, żeby mogła wreszcie ruszyć do przodu, i zapomnieć o tym, jak źle z nią było, o tym, że doprowadziła się do takiego stanu, że Astaroth musiał ingerować. Zaciągnęła się łapczywie dymem, a po chwili wypuściła z płuc jego resztki, wzięła do prawej ręki popielniczkę, w którą co chwila strzepywała popiół.
- Taka marna namiastka życia. Rozumiem. - Nie dziwiło jej wcale, że to robił. Na pewno trudno było mu się przyzwyczaić do tego, że właściwie to już nie żył. Jedyne, co mogło w nim utrzymywać człowieczeństwo to te dawne przyzwyczajenia, które choć trochę przypominały mu o tym, jak to jest żyć.
Bo krew nie płynęła już w jego żyłach, stała się teraz jego pokarmem. Wolała o tym zbyt wiele nie myśleć, trudno jej było sobie wyobrazić brata wbijającego się w szyje niewinnych osób, szczególnie, że przecież oni sami polowali na takich jak on, mordowali podobne mu bestie. Zresztą pewnie i teraz nawet by się nie zawahała, gdyby jakiś wampir stanął na jej drodze, tyle, że brat był wyjątkowym okazem, bo był jej bliski, w jej oczach nigdy nie będzie potworem.
- Czy w ogóle w twoich oczach istnieje ktoś, kto by na mnie zasługiwał, poza partiami takimi jak Erik Longbottom? Osobami, które nigdy by na mnie nie spojrzały w ten sposób? - Miała wrażenie, że Astaroth ma nieco zbyt duże oczekiwania, co do jej ewentualnego partnera. W sumie Ger nie miała żadnych, więc trochę się w tym uzupełniali. Nie zamierzała jednak jakoś specjalnie nad tym dzisiaj dyskutować, nie był to temat mocno palący. Tak, dotarło do niej, że powinna przystopować, pewnie to siebie jeszcze przemyśli i wróci do tej rozmowy, bo przecież nie mogła dzisiaj wychodzić z domu, miała odpoczywać. Obiecała Florence, że się dostosuje do jej rad, a można jej było naprawdę zarzucić wiele, ale nie to, że nie była słowna, bo dla Ger dane słowo było naprawdę istotne.
Dokończyła palić, zgasiła peta jednym zgrabnym ruchem, po czym zeskoczyła z parapetu. - Idę do łóżka, głowa mnie boli, jak będziesz czegoś potrzebował, to wiesz, gdzie mnie szukać. - Przez chwilę nawet miała chęć mu zaproponować, żeby odpoczęli razem, ale to chyba było głupie, nie byli już małymi dzieciakami, które razem chowały się pod kołdrą przed potworami czającymi się w ciemności, teraz to oni stali się tymi bestiami, których kiedyś się bali.