11.04.2024, 20:52 ✶
Jedna pogadanka wystarczyła. Raz już wytknął Stewardowi wszystkie błędy, jakich dopuścił się on i jego współpracownicy w związku z Beltane, nie miał zamiaru robić tego ponownie. A czemuż to? Cóż, przede wszystkim dlatego, że nie było w tym zbyt wiele sensu. Sebastian za bardzo szanował zasady dotyczące świata żywych i umarłych, aby nie krytykować tej lekkomyślności, a Patrick był za blisko konfliktu, aby móc z czystym sumieniem stwierdzić, że gdyby mógł cofnąć się w czasie, to mógłby zrobić cokolwiek inaczej. A jeśli wyleczenie Zimnych miało wiązać się z powrotem do Limbo, to Macmillan miał zamiar zadbać, aby doszło do tego według jego zaleceń.
— Mhmm. Jakby drewno zaczynało wtedy próchnieć i łatwiej je złamać. Drewno to w tym porównaniu granica między naszym światem a Limbo, oczywiście. — Zerknął kontrolnie na Patricka, czy aby na pewno nadąża. — Energia towarzysząca Samhain i Beltane nagine zasłonę między światami, pozwalając na to, aby dusze przeszły na tę stronę. Albo na drugą. Zależy, co nas interesuje. To niezwykłe w swojej naturze, więc jeśli ma się zdarzyć cud, będzie to najlepszy czas.
Chyba, że zaangażować do tego jeszcze mugolskie wierzenia, pomyślał. Czyż dla mugoli jeden z cudów nie wiązał się ze świętem podobnym Ostarze, a drugi z Yule? Zmarszczył czoło.
— Skoro tak, to tajemniczy eksperci z zagranicy nie okazali się zbyt pomocni — mruknął, nie winiąc w żadnym stopniu Stewarda za jego niewiedzę. Skoro to nie on wyruszył po informacje, to nie miał też za bardzo okazji powęszyć. Zamiast tego zmuszony był opierać się na wiadomościach od kogoś innego. — Tylko napędzili wam większego stracha.
Jakie to miało być wsparcie, skoro ograniczyli swoją ekspertyzę do stwierdzenia, że bliźniacze do Beltane święto może potencjalnie odwrócić efekty wejścia do zaświatów? Po prawdzie było to więcej, niż wedle wiedzy Sebastiana zdradził Zimnym kowen i Ministerstwo Magii, ale nie był to jakiś wyjątkowy łup wojenny przewieziony z kontynentu na Wyspy Brytyjskie. A to oznaczało, że trzeba będzie polegać na prostych metodach. Czy gdyby przyjrzeć się efektowi końcowi przekroczenia granicy z Limbo, a następnie rozbić to na czynniki pierwsze, to zdołaliby ułożyć równanie, które wskaże im, co było potrzebne do odtworzenia warunków panujących pierwszego maja w Kniei Godryka?
— Wiesz, że Departament Tajemnic był oddelegowany do pilnowania Polany Ognisk? — spytał nieoczekiwanie, bawiąc się swoimi kłykciami, szorując nimi o siebie nawzajem. — Szefostwo Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami wydało jakoś pod koniec maja zezwolenie na zbadanie tych całych Widm. Zostałem polecony jako konsultant. Trochę mnie zdziwiła ich obecność tam. — Nachmurzył się, przypominając sobie konfrontację grupy Prewetta z Niewymownymi. — Nie byli zbyt rozmowni. — Pokręcił powoli głową. — Ciekawe, że nawet poszczególne departamenty odmawiają współpracy, gdy świat żywych i umarłych zderzył się ze sobą.
Gdyby miał szukać odpowiedzi stricte w Ministerstwie Magii, to udałby się właśnie do Departamentu Tajemnic. Po biurach krążyły plotki o próbach manipulacji czasem i przestrzenią, sprawdzania ograniczeń ludzkiego ciała i umysłu i badaniami, które zapewne nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Sebastian wiedział jednak, że gdyby tam poszedł, mógłby co najwyżej pocałować klamkę albo wytrzepać dywanik z kurzu. To tylko utwierdzało go w przekonaniu, że kowen był kluczem do rozwiązania tej zagadki. Pytanie tylko, czy okażą się chętni do jakiejkolwiek rozmowy. Może i pośród wielu kapłanów płynęła krew Macmillanów, jednak do pewnych tajemnic nie dopuszczało się nawet krewnych. Sebastian miał zamiar nagiąć tę granicę.
Uścisk ze strony Patricka był niespodziewanie. W pierwszej chwili chciał się odchylić, jednak wypity alkohol skutecznie spowolnił jego reakcje, sprawiając, że egzorcysta po prostu zamarł w dosyć nienaturalnej pozie. Wyczuł, że napinają mu się wszystkie mięśnie, jakby nie do końca wiedział, czego powinien się spodziewać po tym geście i czego oczekuje się od niego w odpowiedzi. Dłonie Sebastiana powędrowały niepewnie ku plecom Stewarda, pozwalając na przedłużenie uścisku. Ten jeden raz zimno mu nie wadziło, chociaż był osobą, która go absolutnie nie znosiła.
— Cóż, tak to się już kończy, gdy próbujesz z samotnika zrobić swojego przyjaciela — odparł, gdy auror pozwolił mu wyswobodzić się z uścisku. Uśmiechnął się niezręcznie, opierając dłonie o krawędź ławki. — Zaczynam czuć ciężar odpowiedzialności za to, żebyś przeżył. Pomyślałem, że powinieneś wiedzieć. — Wbił wzrok w nocne niebo. — Znajdę jakiś sposób. Jeszcze nie wiem konkretnie jaki, ale znajdę. Ktoś musi coś wiedzieć. I ktoś musi zacząć gadać. W przeciwnym razie trzeba będzie spuścić aż-za-dobrze-wiesz-kogo ze smyczy.
Musiałby być naprawdę zdesperowany, aby poszczuć arcykapłanów Brenną Longbottom, jednak jeśli będzie musiał się do tego posunąć, aby ochronić Patricka podczas Samhain, to był gotów na to poświęcenie, nawet jeśli kowen miałby być później uboższy o paru braciszków w wierze. Opuścił spojrzenie ciemnych oczu na Stewarda, uśmiechając się nieco szarzej. Za nic w świecie nie zgadłby, że znajdzie druha pośród magicznych anty-terrorystów, a tu proszę. Niezbadane były ścieżki wytyczane przez Matkę. Jeśli gdzieś tam jesteś, to na wszystkie świętości, jeśli chociaż raz wypełniłem twoją wolę, nie pozwól, aby to jedno światło zgasło, pomyślał, modląc się bezgłośnie do Matki.
— Mhmm. Jakby drewno zaczynało wtedy próchnieć i łatwiej je złamać. Drewno to w tym porównaniu granica między naszym światem a Limbo, oczywiście. — Zerknął kontrolnie na Patricka, czy aby na pewno nadąża. — Energia towarzysząca Samhain i Beltane nagine zasłonę między światami, pozwalając na to, aby dusze przeszły na tę stronę. Albo na drugą. Zależy, co nas interesuje. To niezwykłe w swojej naturze, więc jeśli ma się zdarzyć cud, będzie to najlepszy czas.
Chyba, że zaangażować do tego jeszcze mugolskie wierzenia, pomyślał. Czyż dla mugoli jeden z cudów nie wiązał się ze świętem podobnym Ostarze, a drugi z Yule? Zmarszczył czoło.
— Skoro tak, to tajemniczy eksperci z zagranicy nie okazali się zbyt pomocni — mruknął, nie winiąc w żadnym stopniu Stewarda za jego niewiedzę. Skoro to nie on wyruszył po informacje, to nie miał też za bardzo okazji powęszyć. Zamiast tego zmuszony był opierać się na wiadomościach od kogoś innego. — Tylko napędzili wam większego stracha.
Jakie to miało być wsparcie, skoro ograniczyli swoją ekspertyzę do stwierdzenia, że bliźniacze do Beltane święto może potencjalnie odwrócić efekty wejścia do zaświatów? Po prawdzie było to więcej, niż wedle wiedzy Sebastiana zdradził Zimnym kowen i Ministerstwo Magii, ale nie był to jakiś wyjątkowy łup wojenny przewieziony z kontynentu na Wyspy Brytyjskie. A to oznaczało, że trzeba będzie polegać na prostych metodach. Czy gdyby przyjrzeć się efektowi końcowi przekroczenia granicy z Limbo, a następnie rozbić to na czynniki pierwsze, to zdołaliby ułożyć równanie, które wskaże im, co było potrzebne do odtworzenia warunków panujących pierwszego maja w Kniei Godryka?
— Wiesz, że Departament Tajemnic był oddelegowany do pilnowania Polany Ognisk? — spytał nieoczekiwanie, bawiąc się swoimi kłykciami, szorując nimi o siebie nawzajem. — Szefostwo Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami wydało jakoś pod koniec maja zezwolenie na zbadanie tych całych Widm. Zostałem polecony jako konsultant. Trochę mnie zdziwiła ich obecność tam. — Nachmurzył się, przypominając sobie konfrontację grupy Prewetta z Niewymownymi. — Nie byli zbyt rozmowni. — Pokręcił powoli głową. — Ciekawe, że nawet poszczególne departamenty odmawiają współpracy, gdy świat żywych i umarłych zderzył się ze sobą.
Gdyby miał szukać odpowiedzi stricte w Ministerstwie Magii, to udałby się właśnie do Departamentu Tajemnic. Po biurach krążyły plotki o próbach manipulacji czasem i przestrzenią, sprawdzania ograniczeń ludzkiego ciała i umysłu i badaniami, które zapewne nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Sebastian wiedział jednak, że gdyby tam poszedł, mógłby co najwyżej pocałować klamkę albo wytrzepać dywanik z kurzu. To tylko utwierdzało go w przekonaniu, że kowen był kluczem do rozwiązania tej zagadki. Pytanie tylko, czy okażą się chętni do jakiejkolwiek rozmowy. Może i pośród wielu kapłanów płynęła krew Macmillanów, jednak do pewnych tajemnic nie dopuszczało się nawet krewnych. Sebastian miał zamiar nagiąć tę granicę.
Uścisk ze strony Patricka był niespodziewanie. W pierwszej chwili chciał się odchylić, jednak wypity alkohol skutecznie spowolnił jego reakcje, sprawiając, że egzorcysta po prostu zamarł w dosyć nienaturalnej pozie. Wyczuł, że napinają mu się wszystkie mięśnie, jakby nie do końca wiedział, czego powinien się spodziewać po tym geście i czego oczekuje się od niego w odpowiedzi. Dłonie Sebastiana powędrowały niepewnie ku plecom Stewarda, pozwalając na przedłużenie uścisku. Ten jeden raz zimno mu nie wadziło, chociaż był osobą, która go absolutnie nie znosiła.
— Cóż, tak to się już kończy, gdy próbujesz z samotnika zrobić swojego przyjaciela — odparł, gdy auror pozwolił mu wyswobodzić się z uścisku. Uśmiechnął się niezręcznie, opierając dłonie o krawędź ławki. — Zaczynam czuć ciężar odpowiedzialności za to, żebyś przeżył. Pomyślałem, że powinieneś wiedzieć. — Wbił wzrok w nocne niebo. — Znajdę jakiś sposób. Jeszcze nie wiem konkretnie jaki, ale znajdę. Ktoś musi coś wiedzieć. I ktoś musi zacząć gadać. W przeciwnym razie trzeba będzie spuścić aż-za-dobrze-wiesz-kogo ze smyczy.
Musiałby być naprawdę zdesperowany, aby poszczuć arcykapłanów Brenną Longbottom, jednak jeśli będzie musiał się do tego posunąć, aby ochronić Patricka podczas Samhain, to był gotów na to poświęcenie, nawet jeśli kowen miałby być później uboższy o paru braciszków w wierze. Opuścił spojrzenie ciemnych oczu na Stewarda, uśmiechając się nieco szarzej. Za nic w świecie nie zgadłby, że znajdzie druha pośród magicznych anty-terrorystów, a tu proszę. Niezbadane były ścieżki wytyczane przez Matkę. Jeśli gdzieś tam jesteś, to na wszystkie świętości, jeśli chociaż raz wypełniłem twoją wolę, nie pozwól, aby to jedno światło zgasło, pomyślał, modląc się bezgłośnie do Matki.