Tak jak zakładała. Przywaliła w płot z całej siły. Musiała zrobić to głośno. Musiała zwrócić na siebie uwagę, musiała dać czas Dorze, żeby ta tylnymi drzwiami wkradła się do mieszkania. Wood przykładała się do swoich zadań, więc oczywiście, zrobiła to jak najlepiej potrafiła. Jeśli ktoś był w środku, to na pewno ją usłyszał, nawet jeśli spał.
Wylądowała łokciem w jakimś kopcu, jako, że nie była dobra z przyrki, nie wiedziała, czyj to domek. Nie obchodziło jej to też jakoś specjalnie, przynajmniej dopóki mieszkańcy tego miejsca nie zaczną kąsać jej w rękę. Nabiła sobie kilka siniaków, ale było to tyle, co nic, była przyzwyczajona do bólu, podczas meczów quidditcha potrafiło być naprawdę krwawo. Płot nie był najgorszym przeciwnikiem z jakim przyszło jej się mierzyć, nie martwiła się nawet specjalnie miotłą, w domu miała ich naprawdę sporo, a ojciec na pewno znajdzie chwilę, aby naprawić tę, którą potraktowała nie do końca humanitarnie.
Nie musiała długo czekać na odezw. Niemalże od razu pojawił się mężczyzna. Był wkurwiony, tak jak chciała. Nie uśmiechała się jednak, żeby nie zauważył, że było to planowane, chociaż w duchu cieszyła się ogromnie, że plan wypalił, a przynajmniej jego część. Ociągała się nieco, zanim zaczęła się podnosić. Musiała kupić Dorze jak najwięcej czasu, to było w tej chwili najważniejsze.
- Przepraszam, naprawdę nie chciałam. Pojawił się znikąd. - Trochę kusiło ją, żeby powiedzieć, że może sobie wzywać BUMowców, bo sama jest jednym z nich, jednak ugryzła się w język. Nie mogła prowokować.
Widziała, że jego ręka zmierza za pazuchę, mógł sięgnąć po różdżkę. Postanowiła więc się podnieść, żeby ewentualnie móc stąd szybko spierdolić, jeśli będzie tego potrzebowała. - Niech pan spojrzy, że właściwie nic się nie stało. Jest cały, ten płot. - Przesunęła się nawet, żeby zrobić mu nieco miejsca, coby mógł go dokładnie obejrzeć.