11.04.2024, 21:44 ✶
Mijał czas, sekundy zmieniały się w minuty, minuty w godziny. Aurora czekała długa, i z jednej strony nudna, z drugiej pełna napięcia noc.
Archibald wrócił późno: Cain wszak zaczął przeszukiwać mieszkanie niedługo po jego wyjściu, a metodyczne przejrzenie wszystkiego, co się dało, nie mogło na tej niedużej przestrzeni zająć więcej niż dwie godzin. Długie godziny przyszło więc mu spędzić w lokalu, nim zamek zazgrzytał i w drzwiach stanął Sparrow. Blady, z podkrążonymi oczyma, w ubraniu cuchnącym dymem, alkoholem i potem, zmęczony po pracy, kolejnym szarym dniu, pełnym tych samych obowiązków.
Zdążył dostrzec Bletchleya.
Zdążył zrozumieć, że grozi mu niebezpieczeństwo.
Jego oczy szeroko otworzyły się z przerażenia, strach zabarwił aurę. Dłoń mężczyzny odruchowo powędrowała do kieszeni i Archie zrobił krok w tył, ale nie zdołał zrobić niczego, co mogłoby powstrzymać niespodziewanego gościa przed przeprowadzeniem swojego planu. Był w końcu przeciętnym człowiekiem, nie szkolono go do radzenia sobie w sytuacjach zagrożenia. Zaklęcia tego typu jak to rzucone przez Caina nie były trwałe, ale te kilka sekund, podczas których zamroczona Archie wszedł w głąb pomieszczenia wystarczyły, aby auror wyciągnął wahadełko.
Nie było trudno zapanować nad jego wolą. Może nigdy nie był szczególnie silny pod tym względem.
A może zmęczony codziennością i tymi godzinami pracy stał się łatwym celem. Może szarość w jego aurze wszystko ułatwiała.
- N...nie wiem - odparł na pytanie Caina i, nawet pod wpływem hipnozy, wzdrygnęła się lekko. Sam nie był pewien. Nigdy nie chciał współpracować że śmierciożercami, nigdy nie szukał kontaktu z nimi, a i sam był przecież nikim. Drobną rybką w bajorze Nokturnu. Nie było powodu, aby śmierciożercy przychodzili do niego, a raczej był - Archie donosił Zakonowi - ale przecież słudzy Voldemorta nie mieli o tym pojęcia.
A jednak pewna klientela w barze sprawiała, że sam nie był pewny komu i w czym pomagał. I chciał już tylko spokoju.
Archibald wrócił późno: Cain wszak zaczął przeszukiwać mieszkanie niedługo po jego wyjściu, a metodyczne przejrzenie wszystkiego, co się dało, nie mogło na tej niedużej przestrzeni zająć więcej niż dwie godzin. Długie godziny przyszło więc mu spędzić w lokalu, nim zamek zazgrzytał i w drzwiach stanął Sparrow. Blady, z podkrążonymi oczyma, w ubraniu cuchnącym dymem, alkoholem i potem, zmęczony po pracy, kolejnym szarym dniu, pełnym tych samych obowiązków.
Zdążył dostrzec Bletchleya.
Zdążył zrozumieć, że grozi mu niebezpieczeństwo.
Jego oczy szeroko otworzyły się z przerażenia, strach zabarwił aurę. Dłoń mężczyzny odruchowo powędrowała do kieszeni i Archie zrobił krok w tył, ale nie zdołał zrobić niczego, co mogłoby powstrzymać niespodziewanego gościa przed przeprowadzeniem swojego planu. Był w końcu przeciętnym człowiekiem, nie szkolono go do radzenia sobie w sytuacjach zagrożenia. Zaklęcia tego typu jak to rzucone przez Caina nie były trwałe, ale te kilka sekund, podczas których zamroczona Archie wszedł w głąb pomieszczenia wystarczyły, aby auror wyciągnął wahadełko.
Nie było trudno zapanować nad jego wolą. Może nigdy nie był szczególnie silny pod tym względem.
A może zmęczony codziennością i tymi godzinami pracy stał się łatwym celem. Może szarość w jego aurze wszystko ułatwiała.
- N...nie wiem - odparł na pytanie Caina i, nawet pod wpływem hipnozy, wzdrygnęła się lekko. Sam nie był pewien. Nigdy nie chciał współpracować że śmierciożercami, nigdy nie szukał kontaktu z nimi, a i sam był przecież nikim. Drobną rybką w bajorze Nokturnu. Nie było powodu, aby śmierciożercy przychodzili do niego, a raczej był - Archie donosił Zakonowi - ale przecież słudzy Voldemorta nie mieli o tym pojęcia.
A jednak pewna klientela w barze sprawiała, że sam nie był pewny komu i w czym pomagał. I chciał już tylko spokoju.