Doceniała to, że starał się ją wspierać w tym, co robiła. Czuła, że robi co może, aby zawsze znaleźć chociaż krótką chwilę, aby pojawić się przy niej, kiedy tego potrzebowała. To było naprawdę miłe, mało kto okazywał jej tyle wsparcie. Miała szczęście, że Stanley zagościł w jej życiu, i nigdzie się nie wybierał, przynajmniej tak zakładała, bo przecież ta sytuacja trwała od lat, gdyby chciał odejść, pewnie już dawno by to zrobił, bo miał ku temu wiele okazji. Uśmiechnęła się do niego ciepło, naprawdę ceniła jego obecność w tym miejscu. Mogli razem świętować jej udany występ. Niby niewiele, ale jednak dla niej każda wspólnie spędzona chwila była ważna, szczególnie, że ostatnio nie mili ich zbyt wielu, bo przecież był bardzo zapracowany.
- Powiedzmy, że ci ufam. - Skoro tak mówił, to pewnie miał rację. Cóż, swoim ewentualnym wzrostem wagi będzie się przejmować później, nie teraz. Nie było sensu drążyć tego tematu, bo jeszcze przypadkiem by się przy tym pokłócili, a tego zdecydowanie nie chciała, nie dzisiaj. To był dobry dzień i nie chciała tego popsuć.
- Typowe, ty szybko łączysz fakty, trochę ci zazdroszczę tej bystrości umysłu. - Była zupełnie szczera w tym co mówiła, ona sama nie do końca ogarniała to, co działo się wokół. Nie skupiała się na szczegółach, raczej błądziła z głową w chmurach. Artyści chyba tak już mieli.
Zaakceptował miejsce, może nie było nie wiadomo, jak wyszukane, ale mogli spędzić tutaj czas z dala od ludzi, w całkiem przyjemnej atmosferze. Niczego więcej nie potrzebowała do szczęścia od jego towarzystwa. Usiadła więc na tym krześle, które jej odsunął. Zaraz będzie mogła zanurzyć usta w szampanie, to był chyba ostatni punkt, który musiała odhaczyć, żeby ten wieczór był idealny.
- Czy ja wiem, ale zawsze miło, jak ktoś docenia występ, nawet jeśli jest to tylko szampan. - Jeden z wielu, które wypiła. Preferowała raczej wino, ale mogła się upić czymkolwiek, ważne, żeby poczuła alkohol, bo wtedy będzie jej jeszcze lżej. - To już wiemy dzięki komu poszło tak gładko, to te trzymane kciuki. - Kolejny uśmiech pojawił się na jej twarzy, przy Stanleyu wszystko wydawało się takie proste.
- Papiery to trochę nuda? Strasznie was męczą w tym BUMie. - Jakby nie mogli się skupić na tym, co było najważniejsze, przecież świat był pełen przestępców, których musieli złapać, zamiast dać im tę możliwość, to kazali swoim pracownikom uzupełniać jakieś nic nie znaczące raporty. Bez sensu.
Zupełnie niespodziewanie ktoś pojawił się w środku. Odetchnęła głośno, nieco zirytowana. Ciekawe, co tym razem wymyślił ten pajac. Skończyła już pracę i nie miała zamiaru być na jego każde zawołanie. Słowa Borgina pomogły jej ustalić priorytety. Uniosła głowę w stronę szefa, minę miała nieco zirytowaną. - Niestety, nie jest to odpowiednia pora, dzisiaj już skończyłam pracę, zapraszam kiedy indziej. - Znalazła w sobie na tyle odwagi, żeby go spławić, jej ton głosu był bardzo pewny, zapewne dzięki temu, co powiedział jej Stanley, gdyby była tutaj sama, to pewnie pobiegłaby do szefa, bez zawahania, bo miewała problemy z asertywnością. Tym razem jednak było inaczej. - Naprawdę, nic pan nie ugra, proszę odezwać się innym razem. - Rzuciła jeszcze, żeby to do niego dotarło, bo nie przestawał próbować, ale ona już podjęła decyzję. Chciała w pełni zająć się Stanleyem, w końcu pojawił się tutaj specjalnie dla niej.
- Nic nie jest bardziej ważne od niego. - Przeniosła spojrzenie na Stanleya, żeby uświadomić szefowi, że z tym nie wygra, mógł stąd odejść w podskokach.
Najwyraźniej mężczyzna nie zamierzał z nią dyskutować, bo zamknął drzwi bez słowa, chociaż widziała jego minę, nie był szczególnie zadowolony z takiego obrotu sprawy. - Udało się! - Powiedziała jeszcze zadowolona do Stanleya, bo naprawdę cieszyła się z tego, że spławili jej szefa. Wspólnymi siłami.